To nie obsesja. Purimowe ciastko nie bez powodu wygląda jak cipka

Buuu!! na Hamana i Buuu!! na cały patriarchat. Arielle Kaplan, reporterka chucpiarskiego magazynu „Alma”, ujawnia prawdziwą genezę wyglądu hamantaszy. Co to za świat, w którym godzimy się z wizją wkładania do ust nadzianego kleistą masą ucha Hamana – diabolicznego, nienawidzącego Żydów czarnego charakteru purimowej historii – zamiast świętować zwycięstwo odważnej Estery, zajadając słodki symbol kobiecości?

 

Uszy, kieszenie, kapelusze – byle nie pogańskie waginy

Najbardziej znana teoria dotycząca kształtu hamantaszy mówi, że Haman, wróg Żydów z Księgi Estery, nosił trójkątny kapelusz. Jakie mamy dowody na to, że kształt ciastek, wyraźnie kojarzący się z waginą, nie jest przypadkowy? Otóż imię królowej Estery, która uratowała przed zagładą cały lud żydowski, zdaniem większości badaczy pochodzi od Isztar – czczonej w Mezopotamii bogini miłości, płodności i wojny. Prawdziwe imię hebrajskiej piękności, wymienione raz w Megilat Ester, to Hadasa, czyli „mirt” (Ks. Estery 2:7). Tora nie wyjaśnia, dlaczego dziewczyna zmienia je na Ester. Na szczęście rabini mają opinię na każdy temat. Rabi Nehemia uważał, że choć prawdziwe imię królowej brzmiało Hadasa, goje nazywali ją Ester, czyli „gwiazda”, ze względu na jej urodę. Gwiazda i lew – dodaje Arielle Kaplan – były symbolami bogini Isztar. Z kolei według rabina Jehoszui Ester było prawdziwym imieniem królowej, a Hadasa (mirt) wzięła się od zielonkawego koloru jej cery. Być może to tylko zbieg okoliczności, że zielony to również kolor płodności.

 

Gotcha! Wszystko jest w Biblii

Kobiety rzadko grają pierwsze skrzypce w biblijnych historiach, chyba że otrzymują ważne zadanie powołania na świat kolejnego religijnego lidera albo muszą udawać siostry swoich mężów, by chronić ich (niejeden raz) przed napalonymi możnowładcami. Izraelici nie mogą jednak powstrzymać się przed kadzeniem obcym bóstwom. Wiekuisty ma dość tej chucpy. Wysyła proroka za prorokiem, by przekazać ludziom wiadomość: „Nie czyńcie tej rzeczy ohydnej, której tak nienawidzę” (Ks. Jeremiasza 44:4). Tak oto Jeremiasz nieopatrznie uchyla rąbka tajemnicy hamantaszy. Izraelitki nie chcą słuchać proroka. Nie mają zamiaru wyzbyć się pogańskich zwyczajów, praktykowanych przez ich matki i babki: „Ilekroć składamy królowej nieba ofiary kadzielne i płynne, czyż nie za wiedzą naszych mężów przygotowujemy dla niej ciastka z jej wizerunkiem albo wylewamy płynne ofiary?” (Ks. Jeremiasza 44:19). Formy do „ciastek z jej wizerunkiem” odkryto w starożytnym mieście Mari na terenie dzisiejszej Syrii – dodaje autorka artykułu.

 

Rabiniczny mansplaining 

Moda na pieczenie „kieszonek Hamana” powraca w XVIII wieku w Niemczech. Wtedy też otrzymują one swój dzisiejszy, nowocześniejszy kształt, a już sto lat później stają się nieodłącznym elementem purimowej tradycji. Rabini nie mogą pozwolić sobie na taką nieścisłość. Nie wertują Tory i nie kartkują jej długo. Jidyszowe słowo na „mak” (mon) całkiem przypomina imię któregoś z bohaterów purimowej historii. Haman, monclose enough. Estera ma już księgę nazwaną swoim imieniem – więc bez przesady.

 

Lepszy antysemita w kapeluszu niż heroina z waginą

Hamantasze nigdy nie miały wiele wspólnego z kapeluszem, uchem czy kieszenią Hamana. Izraelici „kadzili królowej niebios”, a Izraelitki piekły na jej cześć ciasteczka, aby ustrzec się przed wojnami i głodem. Bardzo prawdopodobne więc, że hamantasze wypełnione makiem miały symbolizować wzgórek łonowy bogini Isztar. „Można powiedzieć, że rabini zapłodnili tasze naszej Estery patriarchalnym ziarnkiem maku” – kończy Arielle Kaplan. 

 

Kliknij tutaj, żeby przeczytać cały artykuł Arielle Kaplan w języku angielskim.