Jankew Dinezon – najsłynniejszy zapomniany pisarz

Jankew Dinezon za życia cieszył się ogromną sławą. Der szwarcer jungermanczik (Czarny młodzieniaszek), jego debiutancka powieść, była pierwszym jidyszowym bestsellerem – sprzedano ją w ponad dziesięciu tysiącach egzemplarzy. Autor nie był z niej jednak zadowolony i na kilkanaście lat przestał tworzyć. A choć jego późniejsze powieści nie były już tak popularne, do końca życia pozostał ważną postacią warszawskiego światka literackiego.

Gdy umarł, na jego pogrzeb przybyły tłumy. Spoczął na cmentarzu żydowskim w Warszawie we wspólnym grobowcu z dwójką najbliższych przyjaciół – Perecem i An-skim. Tylko on pozostaje dziś niemal zupełnie zapomniany.

W 2019 roku minęła setna rocznica śmierci pisarza. Z tej okazji, począwszy od „Chiduszu” 8/2019 (62), publikujemy w odcinkach pierwsze polskie tłumaczenie Czarnego młodzieniaszka. Od 26.03.2020 roku udostępniamy kolejne rozdziały powieści na naszej stronie. Zachęcamy jednak wcześniej do lektury poniższej rozmowy na temat Dinezona ze Scottem Hiltonem Davisem, założycielem amerykańskiego wydawnictwa Jewish Storyteller Press, które wydało niedawno bestseller Dinezona w języku angielskim.

 

Magdalena Wójcik: Opowiedz najpierw, jak natknąłeś się na Dinezona.

Scott Hilton Davis: Prowadziłem zajęcia w religijnej szkole przy mojej synagodze w Raleigh w Północnej Karolinie. Dzieciaki z dziewiątej klasy były trochę niesforne, więc żeby złapać z nimi jakiś kontakt, przyniosłem pewnego razu na lekcję opowiadania Pereca i Szolema Alejchema, jidyszowych pisarzy, których wszyscy znają. Bardzo ich to zainteresowało – byłem zdziwiony, jak mocno się zaangażowali. Przypomniałem sobie, że kiedy czytałem te opowiadania jako nastolatek, też bardzo mi się podobały. 

Zacząłem zastanawiać się, jak przełożyć te historie na realia XXI wieku, by przybliżyć je moim uczniom. Najpierw wpadłem na pomysł, żeby na podstawie tych opowiadań stworzyć sztukę teatralną, ale ostatecznie zdecydowałem się na wydanie ich w formie książki. Podczas gromadzenia materiałów co chwilę natrafiałem na nazwisko Dinezona. Zdziwiłem się, że nigdy o nim nie słyszałem.

Nie znam jidysz, więc zacząłem szukać tłumaczeń jego dzieł na angielski. Jedyne, co znalazłem, to wzmiankę na jego temat w zbiorze opowiadań z 1908 roku w przekładzie Heleny Frank. We wstępie tłumaczka przepraszała czytelników za to, że nie udało jej się włączyć do tego tomu dzieł Szolema Abramowicza i właśnie Jankewa Dinezona. Chciałem dowiedzieć się o nim czegoś więcej. I tak odkryłem, że debiut literacki Dinezona napisany w jidysz, Der szwarcer jungermanczik, uznawany był za pierwszy jidyszowy bestseller – ponaddziesięciotysięczny nakład wyprzedał się w całości!

 

I to właśnie zapewniło mu sławę?

Myślę, że nawet nie zdajemy sobie dzisiaj sprawy z tego, jak bardzo stał się znany. Wszyscy czytali Jungermanczika. W powieści Pionierzy Szymona An-skiego, przyjaciela Dinezona, jest fragment, w którym dwóch panów wchodzi do domu, a w środku szlochają zrozpaczone kobiety. „Co się stało?” – pytają. One odpowiadają, że właśnie skończyły czytać książkę Dinezona i że to takie smutne! „Nie martwcie się – mówi jeden z nich – osobiście znam pisarza i wiem, że prawdziwa historia wcale tak się nie skończyła. W rzeczywistości chłopak i dziewczyna ostatecznie byli razem, a tego złego zesłali na Syberię”. Dziewczęta tak się podekscytowały, że pobiegły opowiedzieć o tym swoim przyjaciółkom, które również czytały tę powieść. W drodze do domu jeden z chłopców pyta drugiego: „Naprawdę znasz autora?”. „Nie, ale nie chciałem, żeby były takie smutne”.

W Pionierach An-ski nie tylko puszcza oko do Dinezona, ale też pokazuje, jak to wtedy było – młodzi chłopcy przyjeżdżali ze sztetli do dużych miast, obcinali pejsy i skracali płaszcze, a każdy z nich znał Jungermanczika.

 

Ale sam Dinezon nie lubił tej książki.

Rzeczywiście tak było. Obwiniał się, że jej wydanie spowodowało wysyp miernych jidyszowych powieści zwanych szundem, czyli śmieciem. Nie opublikował nic przez kolejnych trzynaście lat. 

 

Czy w takim razie Der szwarcer jungermanczik to według ciebie szund?

Nie. Należy na to spojrzeć przez pryzmat tamtych czasów. Dinezon był pierwszym autorem, który napisał współczesną żydowską powieść w jidysz, traktującą o żydowskich sprawach i bohaterach mierzących się z prawdziwymi problemami swoich czasów. Nie wiemy dokładnie, ile miał lat, gdy skończył powieść, możemy jednak założyć, że około dwudziestu. Nie był doświadczonym pisarzem, a dodatkowo zrobił coś, na co nikt przed nim się nie odważył – stworzył sentymentalną powieść w jidysz. 

Myślę, że czytelnicy byli pod ogromnym wrażeniem. Nie należy jednak porównywać dzieła napisanego przez młodego dziewiętnastowiecznego autora z czymkolwiek, co powstaje współcześnie.

Jungermanczik może dziś wydawać się nieco przestarzały, dlatego pracując nad wersją angielską, dokonaliśmy poważnych zmian. Dinezon na przykład bardzo często cytuje Talmud, Gemarę, Torę… Te odniesienia były oczywiście zrozumiałe dla Żydów w dziewiętnastowiecznej Europie Wschodniej, ponieważ prawie wszyscy – a przynajmniej mężczyźni – posiadali tradycyjne, religijne wykształcenie, tak jak sam Dinezon. Ale współczesnemu czytelnikowi mogą one wydawać się nudne. W oryginalnym tekście jest też mnóstwo dłużących się opisów, w których autor ciągle powtarza to samo. Dzisiejsi czytelnicy nie mieliby do tego cierpliwości.

Pamiętajmy jednak, że w XIX wieku ludzie mieli do dyspozycji głównie książki. Wyobrażam sobie, że w szabatowe wieczory czytanie tych długich, dramatycznych rozdziałów było świetną rozrywką. 

 

Nawet tytuł powieści nie jest dzisiaj do końca poprawny politycznie.

Dokładnie. Główny bohater ma ciemną skórę – „jak Maur”, pisze autor – nazywany jest więc czarnym, w oryginale „der szwarcer”. Może mieć to pewne rasowe konotacje, dlatego angielską wersję zdecydowaliśmy się zatytułować The Dark Young Man, ciemny czy też mroczny młodzieniec.

 

Tłumacząc powieść na język polski, nie mieliśmy takiej możliwości, bo „ciemny” oznacza po polsku „głupi” albo „ograniczony”. Dlatego zdecydowaliśmy się zachować oryginalny tytuł.

A co z wszystkimi cytatami? Je też zachowaliście?

 

Tak. Zależało nam, żeby być jak najbliżej oryginału. Poza tym nadają one powieści charakterystycznego kolorytu, tworzą atmosferę jesziwy. Choć muszę przyznać, że podczas tłumaczenia miałam problem z wyśledzeniem wszystkich odniesień. 

Martwiło mnie to, że tak bardzo zmieniamy tekst. Podobne obawy miała nasza tłumaczka. Ale w końcu zgodnie uznaliśmy, że tekst broni się nawet bez wszystkich cytatów z Talmudu.

 

Powiedziałeś, że Dinezon nie publikował przez trzynaście lat. Czy po tym czasie nadal był sławny?

Jak najbardziej. W 1889 roku przeprowadził się do Warszawy. Stał się patronem wielu młodych jidyszowych pisarzy i znaczącą osobistością literackiego światka. S. L. Citron pisał o Dinezonie, że miał wspaniały charakter, że zawsze był dla wszystkich uprzejmy i pomocny. Ludzie uwielbiali przebywać w jego otoczeniu.

Młodzi pisarze chętnie odwiedzali go w jego mieszkaniu. Miał tam tylko jedno małe łóżko, na którym można było usiąść, bo na krzesła nie było już miejsca. Mimo to lubili tam przebywać. Dinezon zachęcał ich do pracy – jak nauczyciel, z którym uczniowie chętnie spędzają czas. 

Nadal zatem cieszył się sławą. Można to zobaczyć w Muzeum POLIN. Jego nazwisko nie jest chyba nigdzie wymienione, ale wszędzie są jego zdjęcia! Widnieje na pocztówkach, plakatach… Był znaną osobą – celebrytą!

Kiedy Szolem Alejchem zakładał swoje pierwsze czasopismo literackie, przyszedł do mieszkania Dinezona, żeby to z nim przedyskutować. Poprosił go też o napisanie czegoś do pierwszego numeru.

 

Mimo że Dinezon miał tak długą przerwę w pisaniu?

Nigdy nie przestał pisać. Nie tworzył powieści, ale publikował w gazetach. Na przykład kiedy znany wrocławski historyk Heinrich Graetz nie zgodził się na przełożenie na jidysz swojej Historii Żydów, Dinezon ostro go za to skrytykował. Było o tym głośno.

W końcu też zaczął ponownie pisać powieści, i to za namową Icchoka Lejba Pereca.

 

Z którym był mocno zaprzyjaźniony.

Byli jak bracia. Perec liczył się z opinią Dinezona i wysyłał mu wszystko, co stworzył. Kuzynka Pereca, Róża Perec, pisała w jednym z esejów, że jej krewny nie robił nic bez konsultacji z Jankewem. Wspominała też, że kiedy Perec popadał w depresję, jedyną osobą, która była w stanie mu pomóc, był Dinezon. 

 

Dinezon czuwający przy zmarłym Perecu

Dinezon czuwający przy zmarłym Perecu

 

Żona Pereca, Helena, napisała po śmierci Jankewa: „Ze śmiercią Dinezona Perec umarł dla mnie jeszcze raz”. Ale Dinezon również w dużej mierze polegał na Perecu i ciężko zniósł jego śmierć. Jest zdjęcie, na którym widać, jak stoi przy ciele przyjaciela, pełniąc rolę szomera – niezwykle poruszająca scena.

 

Perec głośno krytykował szund. Nie był krytyczny wobec pierwszej powieści Dinezona?

To były dawne dzieje. Pamiętajmy, że Perec poznał Dinezona dopiero w 1889 roku, a Der szwarcer jungermanczik powstał dwanaście lat wcześniej. 

 

Jakie są jego późniejsze dzieła?

Zdecydowanie lepsze. Uważam, że powieść Herszele jest znacznie ciekawsza niż Der szwarcer jungermanczik. Dinezon pisał bardziej zwięźle, nie wdawał się w długie dygresje, a mimo to żadne z jego późniejszych dzieł nie zdobyło takiej popularności jak Der szwarcer. Może dlatego, że przypominał on powieści, które powstawały w tym czasie w Europie. Na przykład w dziełach Dumasa również występuje narrator, który ujawnia się przed czytelnikiem i mówi mu, co ma myśleć. W Jungermancziku można dostrzec, że Dinezon miał dar opowiadania i wiedział, jak utrzymać czytelnika w napięciu.

 

Narrator w tej powieści bardzo mi się podoba. Szczególnie na początku, kiedy wygłasza swoje długie antykapitalistyczne orędzie o nadużyciach władzy i niesprawiedliwości systemu. 

Tak, walczył z establishmentem. Dobrze to dzisiaj wybrzmiewa. 

Wydaje się też, że ta powieść jest w pewnym stopniu autobiograficzna – pisał o tym też S. L. Citron. Główny bohater, młody chłopak o imieniu Józef, zakochuje się w swojej uczennicy Róży. Tak samo było w przypadku Dinezona. Był zatrudniony przez rodzinę Horowiców jako nauczyciel i zarządzał ich finansami. I zakochał się w ich córce, swojej uczennicy.

Szolem Alejchem był w podobnej sytuacji. Jednak w jego przypadku historia skończyła się inaczej – on i jego ukochana uciekli, wzięli potajemnie ślub i żyli długo i szczęśliwie, więc w sumie tak, jak to widzimy w jego książkach. Dinezonowi nie udało się wywalczyć ukochanej, może dlatego zakończenia jego powieści nie są tak kolorowe.

Jest więcej podobieństw między autorem a głównym bohaterem powieści. Józef chce edukować żydowskie masy – podobnie jak Dinezon, szczególnie w późniejszym okresie życia. Pisarz naprawdę działał. Kiedy podczas pierwszej wojny światowej do Warszawy zaczęły napływać żydowskie sieroty, stworzył dla nich sieć domów opieki. W młodości uczył też jako wolontariusz w szkole religijnej. Miał więc związek z edukacją i dziećmi. Wydaje się, że te cele przyświecały mu przez całe życie. 

 

Jak zarabiał na życie w Warszawie?

Z tego, co wiem, utrzymywał się z pisania do gazet. Czytałem też gdzieś, że pracował jako ich przedstawiciel – może sprzedawał reklamy? Nie udało mi się znaleźć na ten temat żadnych konkretnych informacji, choć na pewno miał doświadczenie w zarządzaniu, które zdobył podczas pracy u Horowiców. Nic nie wskazuje na to, że był szczególnie zamożny – mieszkał z siostrą, nigdy się też nie ożenił… W dokumentacji z 1905 roku znalazłem jego nazwisko, obok którego napisane było „pisarz”. A więc w tamtym czasie był to jego zawód.

 

Zaskoczyło mnie, że w gazetach pisano o tym, jak leżał na łożu śmierci.

To prawda, gazety niemalże zdawały z tego relację „na żywo”, a na pogrzeb przyszły dziesiątki tysięcy osób. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak ważną był wtedy osobistością. Zwróćmy uwagę, że gdy umierał w 1919 roku, byli przy nim najważniejsi pisarze i dziennikarze. A potem wspominali o nim w swoich artykułach.

Henryk Berlewi narysował An-skiego przy umierającym Dinezonie, na którym ten pierwszy przykłada czoło do głowy przyjaciela. Pisarze zbliżyli się do siebie szczególnie pod koniec życia. W liście do An-skiego Dinezon pisał: „Do mojego najlepszego przyjaciela zaraz po Perecu”. A więc ten ostatni pozostawał dla niego najważniejszy. W 1925 roku wszyscy trzej – Icchok Lejbusz Perec, Szymon An-ski i Jankew Dinezon – zostali pochowani we wspólnym grobowcu na cmentarzu w Warszawie.

 

Pisarstwo Dinezona zaliczano do literatury kobiecej.

W tamtym czasie jidysz miał status mame loszn, „języka matki”. Dziewczęta nie chodziły do szkoły, nie uczyły się, nie znały hebrajskiego. Mówiły w domu w jidysz. Ale w latach osiemdziesiątych XIX wieku jidysz zaczął stawać się pełnoprawnym językiem. Powstawały jidyszowe gazety, teatry…

Dinezon pisał również i o tym: dziewczęta mogły czytać historię w jidysz, podczas gdy chłopcy uczyli się Gemary. Powieść Dinezona o tyle wyróżniała się na tle innych książek dla kobiet, że zaczęli ją czytać także mężczyźni. Stała się sensacją – historię Józefa znał każdy.

 

Co najbardziej lubisz w Dinezonie?

Jest dla mnie prawdziwym mentszem, uosobieniem osoby uczciwej, honorowej, gotowej bronić swoich poglądów i przekonań. Ludzie myślą, że był cichym, dobrym człowiekiem, i tak rzeczywiście było. Jednocześnie jednak to był uparty i zdeterminowany działacz społeczny. Pomagał ludziom – to była jego główna cnota. Dla mnie to właśnie definiuje prawdziwego mentsza

W mowie pogrzebowej przy jego grobie An-ski powiedział: „Dinezon był ofiarnikiem i świętym”. Widać to nawet w jego pierwszej powieści. Józef jest taki sam – oświadcza wyraźnie już na pierwszych stronach: „Bądź mentszem!”. Taki był właśnie Dinezon.