Dumni i perwersyjni

Po hebrajsku liczba mnoga od słowa gej to geim. Geim to także dumni. Po tym, jak wpływowy ortodoksyjny rabin Yigal Levinstein, powiedział, że on gejów będzie nazywał po prostu perwetami, Izrael zawrzał. Na słowa Levinsteina oburzyli się też inni – wcale nie lewaccy i wcale nie liberalni – rabini, którzy próbują przedstawić mu wykładnię Tory, która nie wyklucza ze względu na orientację seksualną. I tak, zabrana przez jedną grupę rabinów duma, przywracana jest za sprawą innych.

 

Yigal Levinstein to podobno miły facet i dobry rabin. Nic z czarnego ortodoksa, w Izraelu takich jak on nazywa się kipa sruga (dosłownie „dziergana kipa”), od nakryć głowy, które z reguły noszą mężczyźni utożsamiający się z syjonistyczną ortodoksją. Może to kluczowe w całej historii, bo to takim jak on często przyświeca prozelicki fanatyzm i wyjątkowe zamknięcie się w obrębie radykalnie pojmowanej religijności, ale Levinstein dorastał jako osoba w zasadzie niereligijna. Dopiero w późniejszym wieku postanowił „powrócić do odpowiedzi” (tak określa się to po hebrajsku, w przeciwieństwie do aktu zerwania z religią, który jest „powracaniem do pytania”) i żyć, przestrzegając wszystkich przykazań Tory. Ze swojej nowoodkrytej religijności zrobił sposób na życie i parę całkiem udanych rzeczy – między innymi założył akademię Bnei David, rodzaj programu przygotowawczego dla ortodoksyjnych mężczyzn przed ich służbą w armii. W 1988 r. była to pierwsza tego typu instytucja ukierunkowana właśnie na religijną młodzież, mającą zasilić szeregi izraelskiego wojska. Siedziba Bnei David mieści się w Eli, osiedlu na Zachodnim Brzegu.

Na stronie Bnei David można przeczytać, że program wychowuje w bojaźni przed Bogiem oraz w miłości do Tory, Izraela i Narodu Żydowskiego. Instytucja chwali się też, że wielu z jej absolwentów zostaje zawodowymi żołnierzami, często służąc w jednostkach specjalnych. „Poprzez swoje oddane wierności Torze życie i przestrzeganie jej przykazań oraz swój profesjonalizm nasi absolwenci uświęcają Imię Niebios w słowach i czynach”. Rabin Levinstein sam był zawodowym żołnierzem. To zresztą dość powszechna kombinacja, że określający się mianem religijnych syjonistów wybierają drogę kariery w wojsku.

Zanim o Levinsteinie zrobiło się głośno z powodu gejów, przeżywał innego typu pięć minut sławy. W 2006 roku, podczas drugiej wojny w Libanie zginął Roi Klein, jeden z jego uczniów z Bnei David. Klein to nazwisko, który zna każdy Izraelczyk – młody, przystojny, oddał życie za ojczyznę i to jeszcze w tak chwalebny sposób. Kiedy jego brygada znalazła się w zasadzce Hezbollahu, rzucił się na wrzucony do budynku granat i, z modlitwą Szema Israel na ustach, przysłonił go własnym ciałem, ratując pozostałych kolegów od śmierci. Na wiosnę 2016 roku, niecałe pół roku po śmierci własnej żony, Yigal Levinstein poślubił młodszą od niego o 21 lat Sarę Klein, wdowę po Roim. Prasa, głównie prawicowa, zachwycała się kołem, które zatacza historia i tym, że nauczyciel poślubia wdowę po swoim uczniu.

Kilka miesięcy potem, spełniony i szczęśliwy w życiu osobistym, Levinstein na konwencji „Syjon i Jerozolima” postanowił wypowiedzieć się na temat tego, jak bardzo odmalowywanie klubu gejowskiego szkodzi morale młodych żołnierzy. To wtedy właśnie oznajmił wszystkim, że osoby o odmiennej orientacji to nie geje – po hebrajsku geim –  a perwerci.

Kilka miesięcy temu kadeci z ostatniego roku kursu pilotów zostali zabrani na wolontariat do pewnego rodzaju klubu, żeby go odmalować. Jeden z naszych absolwentów zapytał, gdzie jadą i usłyszał , że jadą na wolontariat w klubie młodzieżowym dla perwertów w Tel Awiwie. Kurs pilotów Sił Obronnych Izraela – ton Levinsteina staje się agresywny – wysyła swoich studentów, żeby w ramach wolontariatu odmalowali klub dla perwerów w Tel Awiwie! Ale ten chłopak nie dał się omamić i powiedział, że nie pojedzie, bo nie ma to nic wspólnego z kursem, jest niezgodne z jego wartościami, niezgodne z jego sumieniem, niezgodne z jego religią i nie będzie w tym uczestniczył. Jego przełożony zaproponował mu kompromis: nie musisz malować, ale musisz z nami pojechać.  Pojechał więc i był zmuszony słuchać o punkcie widzenia tamtych ludzi.

(…)spotkałem się ze zwierzchnikiem departamentu edukacji w armii i po raz pierwszy pewne rzeczy zostały powiedziane na głos. Do tej pory mieliśmy okazję obserwować to zjawisko w ograniczonym wymiarze, ale teraz wyłożyliśmy wszystkie karty na stół. Podczas ostrej, ale rzeczowej wymiany zdań, przyznał się, że dostrzega wartość w religijnym pluralizmie, w uczeniu akceptacji osób odmiennych od nas. To część praw każdego człowieka, poznać osoby, które są inne i perwerci są tu oczywiście najważniejszym projektem. I on naprawdę myśli, że to co zrobili jego żołnierze jest dobrą sprawą, bo powinniśmy uczyć się akceptacji innych osób.”

Klub, o którym mówi Levinstein to Bar-Noar w centralnym Tel Awiwie, prowadzony przez organizację LGBT.W 2009 r. doszło tam do strzelaniny (do dziś zresztą nie wyjaśniono, kto otworzył ogień), w której zginęła dwójka młodych ludzi: 26-letni chłopak i 17-letnia dziewczyna. Nawet ultra-ortodoksyjna partia Szas wyrażała wtedy swoje potępienie dla zbrodni i żałobę. Żałobę, która miała ogarnąć Izrael jeszcze nie raz.

Oburzająca wypowiedź Levinsteina wpsuje się w falę nienawiści wobec gejów i osób wspierających środowiska LGBT, która przez ostatnie kilka lat w Izraelu raz na jakiś czas przybiera na okrucieństwie, nie tylko werbalnym. Najtragiczniejszym wydarzeniem było zasztyletowanie 16-latki Shiry Banki podczas zeszłorocznej parady w Jerozolimie. Shiri, uczennica prestiżowego liceum przy Uniwersytecie Hebrajskim, przyszła na paradę w geście solidarności ze swoimi znajomymi. Została zaatakowana przez ultra-ortodoksa, który niecały miesiąc wcześniej wyszedł z więzienia po odbyciu 10-letniego wyroku za próbę podobnej zbrodni na paradzie w 2005 r.

Swój udział  w podsycaniu homofobicznych nastrojów mają też politycy. 36-letni Bezalel Smotrich z religijno-syjonistycznej partii ha-Bajt ha-Jehudi w styczniu 2015 r. na spotkaniu z młodzieżą z liceum w Ramat Gan ogłosił się „dumnym homofobem”. Dwa miesiące później został wybrany do Knessetu. Być może sławę i miejsce w parlamencie pomogła zdobyć mu już wcześniejsza, w zamiarze zabawna, akcja. W 2006 r. Smotrich był zaangażowany w organizację prześmiewczej parady zwierząt, którą reklamował jako paradę odwagi i skromności, w przeciwieństwie do, jak wiadomo, gejowskiej pride parade. Zwierzęta miały symbolizować perwersyjne akty seksualne, jakich dopuszczają się homoseksualiści.

Na słowa Yigala Levinsteina – oprócz 300 rabinów, którzy podpisali list w jego obronie, dając do zrozumienia, że bycie gejem jest generalnie złe, a zadaniem rabinów jest stać na straży halachy – znaczna część nie tylko opinii publicznej, ale też wpływowych rabinów zareagowała oburzeniem. Jeśli bowiem Yigal Levinstein reprezentuje syjonistyczną ortodoksję, to na pewno jego poglądy  nie są reprezentatywne dla większości identyfikującej się z tym nurtem. „Kto dał ci przyzwolenie rzucać kamieniami rzekomo w imię Tory?!” – w filmie opublikowanym na You Tubie w reakcji na wypowiedź Levinsteina pyta poruszony rabin Benny Lau.

Lau to nazwisko, które w Izraelu kojarzy się jednoznacznie. Ojciec rabina Benniego był starszym bratem byłego Naczelnego Aszkenazyjskiego Rabina Izraela, Israela Meira Lau (ojca Davida Barucha Lau, obecnego Naczelnego Rabina). To rodzina z ogromnymi tradycjami, 39 pokoleń rabinów w linii prostej, trzon izraelskiej ortodoksji. Jednak ortodoksja w wydaniu rodziny Lau nie wyklucza dialogu z innymi religiami (Israel Meir Lau był pierwszym naczelnym rabinem Izraela, który spotkał się z papieżem), nie wyklucza też ze względu na orientację seksualną. O to akurat walczy najmłodsze pokolenie – Benny Lau, a zwłaszcza jego brat, też rabin, Amichai Lau-Lavie. Wuj Israel nie komentuje poczynań swoich bratanków, sam na te tematy się nie wypowiada, ale podobno popiera ich poglądy.

Benny Lau mieszka w Jerozolimie, gdzie jest rabinem synagogi Ramban w pięknej, zabytkowej dzielnicy Katamon. Ortodoks z jakiej strony by nie patrzeć, a mimo to wielki zwolennik zmian wewnątrz najbardziej tradycjonalistycznego nurtu judaizmu. To w jego synagodze jako pierwszej w Izraelu kobiety mogły nałożyć tefilin, czy powiedzieć kadisz, co tradycyjnie zarezerwowane jest wyłącznie dla mężczyzn. W przeciwieństwie do rabina Levinsteina, rabin Benny Lau widzi wartość  w religijnym pluralizmie – bo i ten koncept Levinstein w swojej pełnej nienawiści przemowie skrytykował. Ruch reformistyczny nazwał niemającą nic wspólnego z judaizmem odnogą chrześcijaństwa.

Rabin Benny Lau pyta się więc Levinsteina, czy wie, jaki wiele ruch reformowany robi dla Izraela, jak wielu identyfikujących się z nim amerykańskich Żydów wspiera izraelskie organizacje. Pyta, jak w ogóle może rozsądzać, kogo uznać za Żyda a kogo nie. A przede wszystkim, mówi to, co wielu zapewne ciśnie się na usta. Jak ktoś, kto prowadził zupełnie świeckie życie, nagle, kiedy stał się religijny, może myśleć, że jest w uprzywilejowanej pozycji, pozwalającej mu wydawać sądy nad tym, jaka forma praktykowania judaizmu jest słuszna? „Nie jesteś jedyną osobą, która ma monopol na judaizm” – mówi Lau. „Dając przestrzeń innym, sam rośniesz, a nie stajesz się mniejszy”.

O religijnym pluralizmie Lau wie wiele, także od swojego brata Amichaja. Amichai Lau-Lavie mieszka w Stanach Zjednoczonych i jest konserwatywnym rabinem, zafascynowanym spuścizną Zchariasza Frankla. Jest też gejem, który publicznie przyznał się do swojej orientacji:

Wiem, że nie wolno kwestionować Boga i Tory, i być może jestem zbyt młody, żeby zrozumieć. Ale nie sądzę, że prawo o popełnieniu obrzydlistwa jest w porządku, nie sądzę, że ludzie, którzy je łamią zasługują na śmierć.(…)

Wiem, że Tora mówi, że to jest złe.

Wiem, że zawiodłem was, moich rodziców, rodzeństwo, rodzinę, przyjaciół.

Ale może Tora nie opisuje moich uczuć, ponieważ nie sądzę – nie wierzę – że Bóg myśli, że jestem brudny, grzeszny i obrzydliwy. Bo czyż nie takim stworzył mnie Bóg, na swój własny obraz, takim właśnie jakim jestem?”

Nie wiadomo, czy rabin Levinstein sądzi, że geje rzeczywiście zasługują na śmierć, na pewno jednak sam prawie się do czyjejś śmierci przyczynił. Benny Lau w swoim filmie wspomina, że po usłyszeniu jednego z przymówień Levinsteina (którego tonu można się domyśleć), młody student, walczący pewnie jeszcze ze swoją orientacją, próbował popełnić samobójstwo. Jeśli jedynym wnioskiem wyciągniętym z nauczania rabina Levinsteina była chęć zabicia się, to chyba marny z niego mentor.

Burza wywołana słowami Yigala Levinsteina rozpętała się w Izraelu tuż przed pierwszą rocznicą zabójstwa Shiry Banki.Prezydent Izraela w czasie spotkania z rodzicami nastoletniej ofiary terroru powiedział: „Niezmiernie bolą mnie takie wypowiedzi rabinów, przywódców i intelektualistów. Chciałbym jeszcze raz przypomnieć, że człowieka należy kochać, bo został stworzony na boże podobieństwo. Każdy człowiek, bez względu na religię, rasę czy płeć”.