ludzie

Stolpersteiny we Wrocławiu
polecane

Niemieckie kamienie i polska kultura pamięci

„W długim wywodzie, zapewniającym o trosce państwa polskiego o odpowiednie i indywidualne uhonorowanie wszystkich obywateli, którzy zginęli wskutek działań reżimów totalitarnych, Korkuć dowodził, że «ze względów ilościowych [Stolpersteiny] nie służyłyby bynajmniej godnemu upamiętnieniu kogokolwiek». Koncepcję Guntera Demniga uznał za «wysoce kontrowersyjną i sprzeczną z przyjętą w Polsce kulturą pamięci» i przekonywał, że deptanie po kamieniach jej nie służy.” Więcej o ingerencjach krakowskiego IPN-u w decyzję o zgodzie na wmurowanie Stolpersteinów i problemach w innych polskich miastach w artykule

Na fotografii pozuje ojciec Benyamina Reicha /fot. Benyamin Reich

Oczy otwarte szeroko

„Teraz znam wiele osób, które opuściły świat ortodoksji, ale nie przypominam sobie wielu, a w zasadzie ani jednej, która powiedziałaby mi, że powód, dla którego odeszła, jest tylko teologiczny. Pytania o religię przychodzą w momencie, kiedy czujesz już, że nie przynależysz do tego świata. Żeby w ogóle zacząć je zadawać, musisz już coś więcej o sobie wiedzieć”, mówi Benyamin Reich, który wychował się w chasydzkiej rodzinie w Bnei Braku, lecz jako nastolatek porzucił naukę w jesziwie i odszedł od religii, aby zająć się studiami artystycznymi. Dziś jest fotografem, mieszka w Berlinie.

teresa-bogucka-marzec-1968-strajk-studenci-gomulka-moczar-antysemityzm-nagonka-dworzec-gdanski

Polski Marzec

„Kiedy Żydzi zaczęli wyjeżdżać, to się zrobiło strasznie, ale trwaliśmy razem. Chodziliśmy na dworzec żegnać wyjeżdżających, oni z kolei byli gotowi zabrać każdego. Mnie też jeden kolega zaproponował, że mnie ze sobą weźmie, bo »walczyłam za Żydów«. Obruszyło mnie to i odpowiedziałam: nie walczyłam za żadnych Żydów, walczyłam o wolność!” O studenckich strajkach i wydarzeniach Marca 1968 roku opowiada Teresa Bogucka.

Warszawa Gdańska na okładce Marcowego "Chiduszu" /Edyta Marciniak

Krótka opowieść o stuprocentowym Polaku

„Pytasz mnie, czy w szkole było źle? Powiedziałbym: i tak, i nie. Na ogół nauczyciele byli w porządku, ale zdarzali się i tacy, którzy pytali nas, dlaczego Izrael tak źle zachowuje się w stosunku do Arabów. Co my mieliśmy na to odpowiedzieć? Mieliśmy po 16-17 lat, nigdy nie byliśmy za granicą. Chciano nam dać do zrozumienia, że jesteśmy obcy”, opowiada Jackie Jakubowski, dziennikarz, Marcowy emigrant.

Marian Marzyński /fot. archiwum własne MM

Wszyscy jesteśmy Żydami

„Prawdziwym tematem emigracji jest zawsze wątek osobisty. Polega ona na tym, że zrywa się więzi, kontakty, porzuca zasoby materialne w jednym świecie, by odbudować je w innym. I to nie jest naturalne dla człowieka. Człowiek powinien siedzieć tam, gdzie się urodził i tam rozwijać swoją kulturę, zawód, rodzinę”, opowiada Marian Marzyński, reżyser, Marcowy emigrant.

Jurek Kowalski / fot. archiwum własne JK

Jedyny Kowalski w Göteborgu

„W końcu ojciec znalazł prywaciarza, który potrzebował ludzi do czyszczenia kożuchów. To było okropna praca – do wanny wlewało się benzynę, wrzucało kożuchy i się je czyściło. Wyobraź sobie, jakie to było trujące. Ale nie mieli wyjścia. Poza tym sprzedali wszystko, czego mogli się pozbyć. W końcu stwierdzili, że trzeba wyjechać”, opowiada Jerzy Kowalski, fotograf, Marcowy emigrant.

Fragment okładki "Chiduszu" 10/2018 autorstwa Edyty Marciniak

Hirsz Litmanowicz wraca do Polski

Po około dwóch miesiącach w Auschwitz nagle z dziewiętnastki wybrano dwunastkę i wręczono im ich własne ubrania, w których przyjechali do obozu. Byli w szoku, nie słyszeli, żeby coś takiego wcześniej miało miejsce. Kazano im iść za krematorium. – Ciężko było sobie nawet wyobrazić, co może się stać – mówi Hirsz. Na rampie też przecież zostali powitani przez Żydów mówiących w jidysz. Jeden z dwunastu, Saul, który został wytypowany wraz ze swoim bratem, w ostatniej chwili wybłagał oficera SS, żeby Mosze został w Auschwitz. Powiedział, że brat ma gorączkę. Był przekonany, że muszą się rozdzielić, bo tych wybranych czeka pewna śmierć.

Pierwszy rok studiów medycznych na Uniwersytecie Jana Kazimierza, po ćwiczeniach, Lwów 1941. Od prawej: Sławek, Sabina, dr Klinger, Bronia /fot. Archiwum rodzinne

Sabina ze Lwowa

Ten tekst pisałam na przestrzeni kilku miesięcy. Zdołałam jeszcze uzupełnić luki w opowieści, wypytując babcię o szczegóły. Złożyłyśmy zeznania w Yad Vashem i zapisałyśmy tam nazwiska jej bliskich. Babcia odeszła u schyłku tego lata. W jej szafie odkryłam zużytą skórzaną teczkę, a w niej kenkartę i akt chrztu niejakiej Joanny ze Stanisławowa. Cała historia babci i jej lęku w jednej starej torbie.

holocaust-zwierzat-holokaust-zaglada-wegetarianizm-weganizm-alex-hershaft-gary-yourofsky-judaizm-zabijanie-zwierzat-koszerny-kaszrut-jedzenie

Atlas obrońców zwierząt

Jego historia zaczyna się w warszawskim getcie. To jednak historia z morałem, bo jej bohater (a zarazem narrator) twierdzi, że z Zagłady można wyciągnąć lekcję, pod warunkiem, że samemu (tak jak on) nie jest się zbyt skupionym na swoim cierpieniu. Kiedy mówi więc o ostatecznym rozwiązaniu, ilustruje tę część wykładu zdjęciem koguta. Epidemia opresji dotyka zwierzęta, tak jak kiedyś Żydów. Sednem jego wykładu, mającego skłonić do niejedzenia mięsa, jest stwierdzenie, że nie ma znaczenia, czy ofiarą są Żydzi, czy świnie. Nazywa się Alex Hershaft, urodził się w Warszawie.

Fragment okładki autorstwa Edyty Marciniak

Chasydzi z Wałbrzycha

Otwierając drzwi do mieszkania, całuje mezuzę. Zamienia zimową czapkę na jarmułkę. Ze mnie to taka nietypowa chasydka, śmieje się Gawri, zawsze noszę kipę. Choć oczywiście nie do pracy.