50. rocznica Marca ‘68 [PODSUMOWANIE]

Jak przebiegała 50. rocznica Marca – przegląd najważniejszych wydarzeń.

Artykuł ukazał się drukiem w kwietniu 2018 roku

 

Marzec 2018

Polska polityka w ostatnim czasie na dobre rozsiadła się w historii żydowskiej. Rządzący przy różnych okazjach próbują przekonywać nas, jak naprawdę przebiegały tragedie narodu żydowskiego w XX wieku. Opowiadają prawdę o sytuacji Żydów w II Rzeczpospolitej, przebiegu Zagłady, pogromie w Kielcach, żydokomunie, czy wreszcie o Marcu ‘68. Ignorując lata badań naukowych i świadectwa tych, którym miniony wiek nie szczędził doświadczeń, stawiają przed nami trudne zadanie. Przejmują pamięć o przeszłości i każą nieustannie komentować swoje poczynania.

Podsumowanie 50. rocznicy Marca należy więc rozpocząć od polityki. Głównie dlatego, że najważniejszym elementem tej rocznicy było przekonanie, że na różne sposoby powraca dziś atmosfera Marca ‘68. Podkreślało to wiele osób, które musiały wtedy opuścić Polskę. I choć starano się na tym w ogóle nie koncentrować, bieżąca sytuacja w kraju stała się mimo wszystko głównym tematem obchodów.

Winę za tę atmosferę najłatwiej byłoby zrzucić na przyjęcie nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, która – przynajmniej częściowo – istotnie za obecny kryzys polsko-żydowski jest odpowiedzialna. Jednak i bez zamieszania wokół IPN-u, prof. Jan Żaryn najpewniej zaproponowałby w Senacie swoją Marcową uchwałę, a premier Mateusz Morawiecki powiedziałby, że mamy być z Marca dumni. Nowelizacja ustawy o IPN-ie jest kolejnym, przemyślanym elementem obecnej polityki historycznej, nie zaś jej podstawą. W tej polityce na żydowską opowieść miejsca jest bardzo niewiele. Dlatego wicepremier Gliński w rocznicę Marca snuje plany o muzeum getta warszawskiego, które opowie o miłości Polaków i Żydów. Wielu przeciera ze zdumienia oczy, choć Gliński ma obok siebie i kilku Żydów, którzy i takiej niedorzeczności są w stanie przyklasnąć. W imię czego?

Nawet przy najszczerszych chęciach przedstawicieli zdecydowanej większości środowisk żydowskich, są pewne granice, których przekroczyć nie sposób. Jedną z nich jest pamięć o zamordowanym narodzie żydowskim, bo – jak trafnie powiedziała przy innej okazji Gołda Tencer – „Ojczyzną Żydów jest pamięć”.

Widać to ostatnio dobrze w relacjach polsko-izraelskich. Szeroko komentowane słowa izraelskiej ambasador Anny Azari przed Dworcem Gdańskim nie wynikały z jej chwilowej słabości, nie były potknięciem, którego później żałowała. To bardzo niedyplomatyczne przemówienie miało swoje głębokie przyczyny i wielu członków społeczności żydowskiej na pewno się z nim identyfikowało.

 

Bądźmy dumni z Marca

Uniwersytet Warszawski, 7 marca

Podczas debaty na Uniwersytecie Warszawskim padły słynne już słowa Mateusza Morawieckiego: „Często słyszymy, że Marzec powinien być powodem do wstydu, otóż ja uważam, że przede wszystkim dla Polski, dla Polaków, którzy walczyli o wolność, powinien być powodem do dumy, a nie powodem do wstydu”. Premier nie miał na myśli antysemityzmu i wygnania Żydów z kraju, chodziło mu o Marzec jako symbol drogi do wolności i solidarności. Naturalnie, Żydzi musieli wyemigrować z kraju, ale za to w całości obwinia obcą, komunistyczną władzę, która reprezentowała interesy Moskwy. Siłą rzeczy Morawiecki nie zgłębia więc problematyki ówczesnej antysemickiej atmosfery w polskim społeczeństwie, która doprowadziła do wyjazdu wielu osób. Odnosi się przy tym do pamięci ofiar Marca, mówiąc, że jest ona niesprawiedliwa: „Dzieje się niesprawiedliwość wtedy, kiedy jedne ofiary traktują inne ofiary jako zbrodniarzy. Trzeba jako zbrodniarzy traktować tych, którzy byli zbrodniarzami”. Wydaje się, że przez zbrodniarzy rozumie tylko Moskwę, bo chyba nawet nie polskich komunistów, gdyż tych naówczas było ze dwa miliony osób. Premier obiecuje walkę z antypolonizmem tak skuteczną – podkreśla – jak walka Żydów z antysemityzmem. Nie jest aż tak zaskakujące, że przy okazji rocznicy wypędzenia Żydów z kraju szef rządu stawia obok antysemityzmu tę coraz modniejszą ostatnio prawicową ideę antypolonizmu. Bo któż ten szalejący po świecie antypolonizm rozsiewa?

Trzy tygodnie wcześniej, przemawiając podczas konferencji w Berlinie, Morawiecki wypowiedział podobne słowa: „W 1968 roku nie było w ogóle Polski. Był reżim komunistyczny, który tak naprawdę paskudnie traktował Żydów. To wszystko to karygodny i błędny atak na dobre imię Polski. Musimy na to reagować, a ustawa, którą podpisał prezydent, trafiła teraz do Trybunału Konstytucyjnego”.

 

Żydów czarna legenda o Polsce

Uchwała Senatu z okazji 50. rocznicy Marca

Senator Jan Żaryn (PiS) w projekcie senackiej uchwały upamiętniającej 50. rocznicę Marca pisał: „Wyjeżdżający z kraju zarzucali jednak antysemityzm nie narzuconym Polsce w wyniku jałtańskiej zmowy rządom komunistycznym, ale Polakom, współtworząc czarną legendę o Narodzie”. Wyjeżdżający mieli być zatem w rocznicowej uchwale oskarżani – podobnie jak w przemówieniu Mateusza Morawieckiego – o niezrozumienie swoich własnych doświadczeń. W myśl rozumowania prof. Żaryna, podkreślanie udziału Polaków w Marcu nie wchodzi w grę, bo byłoby jednoznaczne z uznaniem PRL-u za „normalne państwo”. Polityk prostował również historyczne kłamstwo, mówiąc, że wyrzucano „nie tylko rzeczywistych zbrodniarzy komunistycznych z lat stalinowskich, ale całe rodziny (także współmałżonków Polaków) niemające wpływu na rządy w Polsce Ludowej”. Jeżeli używa sformułowania nie tylko to jednak sugeruje, że Polskę w dużej mierze opuszczali zbrodniarze komunistyczni, a oprócz nich jeszcze inni ludzie. A przecież wśród dwudziestu tysięcy wyrzucanych nie więcej jak dwadzieścia osób można byłoby uznać za zbrodniarzy. Bogdan Borusewicz (PO) wypomniał to Żarynowi, wykazując niespójność uchwały, która kontynuuje propagandowy język Marca, a jednocześnie formalnie go potępia. Zresztą ostatnio wiele osób alarmowało o posługiwaniu się retoryką Marca w pięćdziesiąt lat po Marcu [więcej na ten temat w rozmowie z Michałem Bilewiczem].

Ostatecznie, po całej awanturze wokół zapisu, mało kto zwrócił uwagę na finalny kształt uchwały. Czytamy w niej: „Senat Rzeczypospolitej Polskiej wyraża szacunek dla wszystkich walczących wówczas o wolność i demokrację, potępia komunistycznych organizatorów antysemickich prześladowań oraz dziękuje za solidarność z prześladowanymi”. Senat dziękuje zatem Polakom za solidarność z Żydami. Gdzie się jej doszukano? Wyjeżdżający doświadczali osamotnienia, wyjęcia spod prawa i antysemickiej atmosfery na ulicy, w szkole i w (byłym) miejscu pracy. Nie solidarności.

 

* * *

I tak upamiętnianie Marca musiało stać się równoznaczne z zajęciem politycznego stanowiska. Po gorzkich słowach Anny Azari przy Dworcu Gdańskim (cytowanych poniżej), prof. Żaryn zasugerował, że ambasador Izraela powinna zostać wydalona z Polski. Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, które przygotowało niezwykle rzetelną wystawę „Obcy w domu”, stało się obiektem politycznych i medialnych ataków. Artystycznie doskonały i niezwykle wzruszający spektakl Krystyny Jandy i Magdy Umer Zapiski z wygnania to nagle wyraz jakiejś szczególnej walki o prawdę. Księga wyjścia, poruszający zbiór rozmów Mikołaja Grynberga z emigrantami marcowymi, szkaluje dobre imię Polski, bo opowiada o wszechobecnym antysemityzmie, jakiego doświadczali Żydzi przed i w trakcie wyjazdu z Polski. Można by tak dalej wyliczać.

 

Marzec nie był tragiczny

Konferencja prasowa NCK i TSKŻ, Filharmonia Narodowa, 5 marca

Rocznicowe obchody organizowane przez Narodowe Centrum Kultury wespół z TSKŻ-em rozpoczęła konferencja, podczas której organizatorzy – jak relacjonował Jan Gebert – umniejszali znaczenie Marca, zaatakowali muzeum POLIN, środowisko „Gazety Wyborczej” i autocenzurowali się na temat nowelizacji ustawy o IPN-ie. Wywołało to spore poruszenie i apel o bojkot tych uroczystości.

Artur Hofman, szef TSKŻ-u, podczas konferencji mówił: „Dlaczego w ogóle wspominamy wydarzenie, które miało miejsce pięćdziesiąt lat temu, które nie było – bez przesady – aż tak tragicznym ani aż tak sympatycznym wydarzeniem? Było wydarzeniem, które interesuje wyłącznie Polaków i tych Żydów, którzy emigrowali z Polski”.

W otwartym liście odpowiedział mu prof. Andrzej Krakowski: „(…) Chciałbym, żeby stanął Pan twarzą w twarz z jednym z przedstawicieli generacji Pana rodziców i powtórzył to zdanie. (…) Niech Pan spojrzy w oczy rodzinom, których członkowie nie wytrzymali psychicznie poniżeń związanych z emigracją i odebrali sobie życie, gdyż były i takie przypadki, i powie im, że „bez przesady [nie było] aż tak tragicznie”.

 

Tu więcej zostawili po sobie niż mieli”

Dworzec Gdański w Warszawie, 8 marca

Coroczne spotkanie przy Dworcu Gdańskim, organizowane przez Fundację Shalom, tym razem miało szczególny charakter.

Gdy Zofia Romaszewska, doradczyni prezydenta RP, przekazywała zebranym przy Dworcu Gdańskim zapewnienie Andrzeja Dudy, że nie ma i nie będzie w Polsce miejsca na antysemityzm, wiele osób buczeniem wyrażało swoją dezaprobatę. Na koniec wystąpienia dodała od siebie, że i ona tutaj przed laty przychodziła. Braw jednak nie było – do momentu, gdy ktoś rzucił głośno: Serwujecie państwo powtórkę tego wszystkiego!

W podobnej atmosferze kwiaty pod tablicą upamiętniającą emigrantów składał przedstawiciel marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego. Ktoś zawołał, żeby odwrócić się do niego plecami, wiele osób gwizdało lub w inny sposób wyrażało swoje niezadowolenie.

Poniżej prezentujemy kilka przemówień, które wygłoszono podczas uroczystości.

 

Anna Azari, ambasador Izraela w Polsce

Ponad trzy i pół roku mieszkam w Polsce i długo nie mogłam zrozumieć, jak i dlaczego w 1968 roku mogła zostać podjęta decyzja o zorganizowaniu antysemickiej kampanii i wyrzuceniu Żydów z Polski. Przez ostatnie półtora miesiąca już wiem, jak łatwo w Polsce obudzić i przywołać wszystkie demony antysemickie. Nawet, kiedy w kraju prawie nie ma Żydów.

Są ludzie, którzy mówią, że wtedy nie było Polski. Można przypisać Związkowi Radzieckiemu zerwanie stosunków dyplomatycznych z Izraelem. Rzeczywiście, oprócz Rumunii zrobiły to wszystkie kraje bloku komunistycznego. Jednak Marzec ‘68 zdarzył się tylko w Polsce.

Ciekawe jest to, że wyrzucenie Żydów z Polski nie pomogło Gomułce i partii w rozwiązaniu problemów społecznych.

29 października 1956 roku w arabskiej, izraelskiej wsi Kwar Kasim oddział izraelskiej armii zabił czterdzieści trzy osoby, które wracały z pracy. Ludzie ci nawet nie wiedzieli, że ich wieś jest objęta stanem wyjątkowym i że powinni byli zostać w domu. W sądzie jedenastu oficerów i żołnierzy izraelskich dostało długie wyroki więzienia. Ten wyrok zawierał pojęcie od tej pory używane w izraelskich sądach i społeczeństwie, że istnieją rozkazy całkowicie moralnie nielegalne i nad nimi wisi czarna flaga. Wyrzucenie Żydów z Polski było rozkazem całkowicie moralnie nielegalnym i wisi nad nim czarna flaga. Chciałabym, żeby patrzenie na historię było otwarte i uczciwe. Prawda pomaga nie tylko zrozumieć przeszłość, pomaga też tworzyć dzisiaj demokratyczne i tolerancyjne społeczeństwo”.

 

Włodzimierz Paszyński, zastępca prezydent Warszawy

Stoimy przed tablicą, która mówi o tych, których wtedy żegnaliśmy, zmuszonych do wyjazdu z Polski. Legitymowali się dokumentem podróży w jedną stronę. Władza uznała, że w Polsce miejsca dla nich nie ma. Ale – nie oszukujmy się – nie tylko władza. Wyjeżdżali w atmosferze ogólnej niechęci, czasem jawnie okazywanej pogardy, nienawiści. Uznani za obcych – wtedy, przed 50 laty – do dziś przeżywają traumę wykluczenia. A nas, którzy ich odprowadzaliśmy, wspomnienia chwytają za gardło. W męczących do dziś snach niektórzy z nich znowu wyjeżdżają z tego dworca i, jak wtedy, nie chcą wejść na stopnie wagonu. I tak zostaliśmy z utrwalonym pod powieką obrazkiem znikającego w perspektywie pociągu i odjeżdżającego miasta, ich miasta. Wyjechali ci, którzy, jak pisał Baczyński, kochali ten kraj tak, jak się kocha wielkie sprawy – głupią miłością. Zapłacili za to wysoką cenę, wielu płaci do dziś. Płaci też Polska. Nasza nauka, kultura, gospodarka zapewne byłyby dziś bogatsze, mocniejsze, gdyby byli z nami. Antysemityzm i ksenofobia rodzą się zawsze, gdy zawodzi rozum. Gdy trzeba znaleźć wroga, którego obecność usprawiedliwia nasze niepowodzenia, nasze klęski. Jeśli go nie ma, trzeba go stworzyć. Pod zwodniczymi hasłami narodowej dumy rodzą się postawy najbardziej obskuranckie, czyny haniebne, czasem zbrodnicze. Tępy nacjonalizm, narodowa megalomania, zamieniają się w rzekomy patriotyzm. Pojęcia takie jak wolność, demokracja, nie mają wstępu na salony. Wydarzenia sprzed pięćdziesięciu lat – może przypomnieć też warto w tym miejscu inwazję na Czechosłowację – powinny stanowić swoiste memento dla każdego z nas i każdej władzy przekonanej o swojej omnipotencji. Gdy tego zabraknie, władza ta przeistoczy się – jak określił ją w ‘68 roku Stefan Kisielewski – w dyktaturę ciemniaków, a zwykli zjadacze chleba w jej pretorianów przekonanych o konieczności szybkiego uwolnienia świata od wszystkich plag, które mu zagrażają, i ich roznosicieli. Historia uczy nas, że podobne scenariusze lubią się powtarzać, a chętnych do odegrania pierwszoplanowych ról nigdy nie brakuje. Upiory takie jak Marcowy, zrodzone z politycznego najczęściej wyrachowania, nigdy nie zasypiają. Co najwyżej zapadają w drzemkę. Łatwo ją przerwać. W obliczu wydarzeń ostatnich tygodni widać to wyraźnie.

Sama pamięć o przeszłości tego nie zmieni, ale może choć trochę mitygować tych, którzy z premedytacją te upiory budzą. Dlatego jesteśmy tu dziś i składamy tę symboliczną wiązankę od Warszawiaków. Mam nadzieję, że od ich przeważającej większości”.

 

Andrzej Krakowski, Marcowy emigrant

„Stoję przed państwem jako Żyd, bo taką mam krew, o którą nie prosiłem, i jako Polak, bo tu się urodziłem. Pięćdziesiąt lat temu gwizdek zawiadowcy nie był początkiem, lecz końcem. Wyciskał łzy z oczu, zabierał głos, przeszywał serce. Pięćdziesiąt lat temu z tego dworca wyjeżdżały Ele, Majki, Ale, Joasie, Stefcie, Heńki i Jurki. Wyjeżdżały wspólne wspomnienia, historia, miłość i nadzieja. Pięćdziesiąt lat temu rodzice, którym Zagłada zabrała pierwsze dzieci, patrzyli na mokre oczy w oknach wagonów, gdy kolejna zagłada zabierała im kolejne pokolenie. I po obu stronach zakurzonych szyb myśli były dokładnie te same. Czy was jeszcze kiedyś zobaczymy? Pięćdziesiąt lat temu z tego dworca wyjeżdżali również ci, którzy nigdy stąd nie wyjechali, gdyż z każdym przyjściem na ten dworzec ubywało im przyjaciół, kolegów i członków rodziny. Wracając stąd do swoich miast, rozpoczynali wewnętrzną emigrację. Pięćdziesiąt lat temu ten kraj, który był naszym miejscem pod słońcem, z zimną premedytacją chciał zabrać nam godność, upokorzyć, zasiać strach, krzywdząc wyjeżdżających, pozostających i samego siebie. Wiedząc, że zabiorę dziś głos, wczoraj usiłowałem znaleźć definicję trzech ważnych słów: naród, Polak, Żyd. Nie znalazłem. Nie znalazłem jednej, jednolitej, ani takiej, która by mnie zadowoliła. Jest to sztuczny podział, który istnieje tylko na tej ziemi.

I zadając pytanie koledze na uczelni w Nowym Jorku, czy jesteś Amerykaninem, Żydem czy Murzynem, on spojrzałby na mnie jak na rasistę, a ja obnażyłbym swoją własną głupotę. Nie ma dobrych podziałów. Nie ma naukowych definicji, które dałyby niezbity dowód, że ktoś jest lepszy od kogoś innego. Bezdomny człowiek jest często szczęśliwszy od bogacza w pałacu. Smutne jest to, że minęło pięćdziesiąt lat i tak mało wyciągnęliśmy wniosków. I tak mało się nauczyliśmy. Znowu siły odgórne usiłują nas dzielić, upokorzyć, zasiać strach i kolejne matki będą płakać za następnym pokoleniem. Nie wolno!”.

 

Leon Rozenbaum, Marcowy emigrant

Blisko pięćdziesiąt lat temu wyjechałem z Polski z tego dworca i żyłem w tej świadomości przez te wszystkie lata. Kilka dni temu dowiedziałem się, że Polski nie było. I w związku z tym zacząłem się zastanawiać, czy ja w ogóle wyjechałem.

Ale rzeczywiście wyjechałem. Mam na to dowody. I myśląc o różnych starych przysłowiach i powiedzeniach, zastanawiałem się nad takim jednym, które brzmi następująco, że im więcej się rzeczy zmieniają, tym bardziej pozostają takie same. I w tym duchu obserwuję też niektóre wydarzenia ostatnich miesięcy, w nadziei, że może to powiedzenie w Polsce się nie sprawdzi”.

 

Michael Schudrich, Naczelny rabin Polski

„Czuję się dumny, że jestem obywatelem Polski. (…) I kiedy polski Żyd pyta mnie dziś, czy powinien wyjeżdżać, czy powinien się bać, odpowiadam, że nie! Nie powinien się pakować, nie powinien wyjeżdżać. Powinien walczyć! To jest nasz dom, to jest nasz kraj”.

 

Niech Anna Azari opuści Polskę

Komentarz po uroczystości przy Dworcu Gdańskim, 9 marca

Słowa Anny Azari wypowiedziane przed Dworcem Gdańskim ostro skomentował Jan Żaryn w wywiadzie dla wPolsce.pl: „Jeżeli ktokolwiek dziś będzie uważał, że rządy Prawa i Sprawiedliwości w jakimkolwiek stopniu nawiązują do hucpy antyżydowskiej prowadzonej przez aparat partyjny w 1968 roku, czyli przez moczarowców, to ja na pewno takiej osobie nie będę podawał ręki. Bo to jest po prostu kłamstwo, ale też obrzydliwość, etyczna obrzydliwość. Jeżeli to czyni ambasador obcego państwa, to może trzeba poprosić tę panią, by opuściła to państwo”.

Dokładnie w 50. rocznicę Marca prof. Żaryn zasugerował więc wydalenie izraelskiego ambasadora z Polski.

Kilka dni później w TVN24 Michał Dworczyk, szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, przekonywał, że słowa Anny Azari nie powinny były mieć miejsca. Słów senatora Żaryna komentować nie chciał.

 

Andrzej Duda: Proszę, wybaczcie Rzeczpospolitej

Uniwersytet Warszawski, 8 marca

Podczas uroczystości rocznicowych na Uniwersytecie Warszawskim (odbywających się równolegle z obchodami na Dworcu Gdańskim) prezydent Andrzej Duda mówił: „Tak jak za Grudzień 1970 roku, za to, że strzelano do ludzi w Gdańsku, w Gdyni, tak jak za Radom, Płock, Ursus 1976 roku, tak jak za kopalnię „Wujek” 1981 roku, jak za błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszkę, za ludzi pomordowanych przez komunistów ‒ dzisiejsza wolna Polska niepodległa, moje pokolenie, nie ponosi odpowiedzialności i nie musi za to przepraszać.

Ale chcę z całą mocą podkreślić, że z wielkim żalem pochylamy głowy ‒ pochylam głowę z wielkim żalem także ja, jako Prezydent. I tym, którzy zostali wtedy wypędzeni, i rodzinom tych, którzy zginęli, chcę powiedzieć: proszę, wybaczcie, proszę, wybaczcie Rzeczypospolitej, proszę, wybaczcie Polakom, wybaczcie ówczesnej Polsce za to, że dokonano tego haniebnego aktu”.

 

Sabina Baral, zapytana o te słowa 11 marca w niedzielnym wydaniu Dzień Dobry TVN, odpowiedziała: „Miałam taki szczęśliwy moment, Rafał Dutkiewicz mnie przeprosił. Osiem lat temu mieliśmy spotkanie w ratuszu, prezydent ukląkł przede mną, wręczył na moje ręce symboliczny klucz do miasta i przepraszał. Ja cenię czyny. Myślę, że przeprosiny prezydenta dzisiaj będą o wiele ważniejsze, jeśli rząd podejmie akcję, żeby te bardzo antysemickie wystąpienia były karane”. [To właśnie przemówienie we wrocławskim ratuszu podczas uroczystości w 2010 roku było dla Baral pierwszym krokiem do napisania książki Zapiski z wygnania.]

 

Czym dziś jest Marzec ‘68?

Uniwersytet Warszawski, 8 marca

Pytanie o to, czym dzisiaj jest Marzec, stanowiło pierwszą część rocznicowej debaty „Marzec 1968 dziś. Rozmowa pokoleń” zorganizowanej na Uniwersytecie Warszawskim.

 

Prof. Włodzimierz Borodziej, historyk

Odpowiadając na pytanie, Borodziej wspomniał gwałtowny przebieg Marca w ówczesnym Ministerstwie Spraw Zagranicznych, w efekcie którego aż 111 młodych pracowników uzyskało awans, po czym trwało na swoich stanowiskach – bez większych perturbacji – aż do końca komunizmu. Tę brutalną, często antysemicką, ale jednak praktyczną próbę odblokowania awansów w MSZ zestawił z sytuacją w innych częściach kraju. Jak to jest – pytał – że robotnik, księgowy w Tarnowie, sekretarka w Sosnowcu, że ogromna większość z nich, z tak ewidentną przyjemnością te antysemickie hasła kupiła i uznała za swoje? Przecież nie o odblokowanie awansów chodziło, bo nie mieli oni nad sobą żadnego mitycznego Żyda, który by nimi rządził od dwóch dekad… Borodziej pozostawił pytanie otwartym, choć przyznał, że odpowiedź na nie jest być może banalnie prosta.

Historyk pokazał kilka istotnych dla niego aspektów Marca, a na koniec odniósł się do słów Mateusza Morawieckiego o tym, że powinniśmy być dumni z Marca. Konkludował, że wszechobecność kłamstwa w życiu publicznym jest rzeczą niebezpieczną. Na koniec przypomniał wymowny cytat z dziennika Stefana Kisielewskiego z lipca 1968 roku o wycofaniu się partii z antysyjonizmu: „Jest tylko wycofanie się z «antysyjonizmu», to znaczy przyznanie, że w organizacjach partyjnych traktowano tę rzecz jako antysemityzm i pokrzywdzono ludzi. Rychło w czas zauważyli – kiedy w świecie z powodu tej bzdury podniósł się smród, którego skutki trwać będą lat dwadzieścia. Ale co ich to obchodzi?!”.

 

Prof. Karol Modzelewski

Modzelewski odpowiedział najkrócej: „Na pytanie o to, czym jest dziś Marzec ‘68, odpowiadam krótko i z przykrością, że jest przedmiotem polityki historycznej. A co to jest polityka historyczna? To jest podporządkowanie historii wymogom politycznej propagandy. Bardzo bym chciał, żebyśmy się postarali z tego podporządkowania jakoś wywikłać”.

 

Dr Karolina Wigura, socjolożka

Wigura mówiła o Marcu jako historii utraty wybitnych naukowców oraz o możliwości edukowania całych pokoleń Polaków o najnowszej historii, m. in. o tym, czym były polskie miesiące. Badaczka zwracała uwagę, że w debacie, jaka trwa w Polsce w ostatnich miesiącach, stawia się największe pytania – z centralnym w jej rozumieniu pytaniem o przebaczenie i przeprosiny – a odpowiada na nie w sposób najprostszy, publicystyczno-polityczny, sprowadzając wszystko do bardzo prostych rozwiązań. Uproszczenie sprawia natomiast, że w ogóle na te ważne pytania się nie odpowiada. Pytanie o przebaczenie wiąże się według niej z pytaniem o polskość, bo Marzec był bardzo polską tragedią, w której Polacy wygnali z kraju kilkanaście tysięcy innych Polaków. Ale również z pytaniem o zło i spustoszenie, jakiego dokonuje ono we wspólnocie. Dzisiaj w wyobrażeniach polskiej wspólnoty – podkreślała – powstających z kryzysu tożsamości, dąży się do przedstawienia jej wyłącznie w kategoriach herosów i ofiar. I zamiast zastanowić się wspólnie nad tym, czym jest zło, próbujemy sztucznie naszą wspólnotę wyczyścić.

Ale Marzec to też opowieść o wielkim pokoleniowym buncie i o tym, czym Polska mogłaby być. Wigura przypomniała, że protestujący studenci chcieli innej Polski, a gdy Gomułka porównywał PRL z II Rzeczpospolitą, buntowali się, bo chcieli odniesień do Zachodu. Marzec jest więc opowieścią o tym, czym Polska miała się stać i zaczęła się stawać po ‘89 roku. Wigura sugeruje, że może taką opowieścią o Polsce mogłaby być „opowieść o własnym państwie, które jest pluralistyczne, które ma silne instytucje i silne prawo”.

 

My wyjechaliśmy, a wy zostaniecie z waszym antysemityzmem sami”

Zapiski z wygnania, Teatr Polonia

 

Pisałam tę książkę (…) dla siebie, dla was (…) i dla przestrogi. A potem te słowa dla przestrogi straciły znaczenie, bo już nie trzeba przestrogi. Już wszystko mamy. (…)

Żeby dojść do takiego przywileju, żeby aktorka tej wagi, na najgodniejszej scenie Polski, zdecydowała się mówić o naszej historii, to w pewnym sensie jest to zamknięcie tej historii, bo ja już na wyższą półkę nie wlezę. Ale jeszcze jest wiele do zrobienia. (…) Jeszcze są marsze ONR-u…  

Sabina Baral, 11 marca, MHŻP POLIN

 

sabina-baral-zapiski-z-wygnania-krystyna-janda-magda-umer-teatr-polonia-spektakl-marzec-1968-chidusz-magazyn Obchodom Marca towarzyszył szereg wydarzeń kulturalnych, w tym premiery kilku spektakli. Najważniejszym z nich bez wątpienia są Zapiski z wygnania zrealizowane w Teatrze Polonia przez Krystynę Jandę i Magdę Umer. Teatr Polonia postawił na szczere świadectwo osoby, która nie tylko przeżyła Marzec i pomagała wielu emigrantom znaleźć nową ojczyznę, ale była też świadkiem wielu dramatów i zdecydowała się publicznie o nich opowiadać. Sabina Baral nie była córką komunistycznych dygnitarzy, jej rodzice byli prostymi rzemieślnikami, którzy po emigracji już nigdy do końca nie odnaleźli się w swojej nowej ojczyźnie.

Spektakl Polonii nie jest żadną próbą rozliczenia Polski czy Polaków z Marca, nie towarzyszy mu aura skandalu. Jest to perfekcyjnie zaprojektowana przez Magdę Umer i wspaniale zagrana przez Krystynę Jandę opowieść o prawdziwym bólu, cierpieniu i traumie, z mocnym akcentem na pokolenie, które przeżyło wojnę i w dwadzieścia trzy lata po Zagładzie musiało znowu wsiadać do pociągu w nieznane. W spektaklu Janda (grająca Sabinę Baral) przede wszystkim opowiada, jest wyciszona. Ubrana na czarno stoi w głębi ciemnej sceny, czasami pali papierosa. Oddziela ją od nas czarny, przezroczysty materiał, na którym pojawiają się zbliżenia jej twarzy. Swoją opowieść przeplata fragmentami Marcowych piosenek. Widownia płacze.

Mocny tekst Baral to nie tylko opowieść o antysemityzmie, ale też konkretne pytania o zajmowane pożydowskie mienie czy o emerytury, których emigranci nigdy od Polski nie otrzymali. To opowieść o tym, że w 1968 roku dokończono to, czego nie udało się zrobić nazistom, bo choć nikt nie został zamordowany, dobito polską społeczność żydowską.

Tomasz Miłkowski pisał o spektaklu, że przekracza swoją skalą zwykłą miarę przyjętą dla przedstawienia teatralnego, a jednocześnie spełnia wszelkie kryteria warsztatowe wysokiej klasy teatralnego artyzmu. To zupełnie niezwykłe połączenie zamysłu misyjnego z najwyższej klasy aktorstwem i dopracowaną w szczegółach oprawą sceniczną”.

Obyśmy mogli kiedyś obejrzeć Zapiski w Teatrze Telewizji.

 

Obcy w domu

Program rocznicowy Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN

„Obcy w domu. Wokół Marca ‘68” to tytuł rocznicowych wydarzeń organizowanych przez Muzeum Polin. Ich najważniejszym elementem jest wystawa, obejmująca swym zakresem cały szereg historycznych wydarzeń, począwszy od reakcji rządu PRL na wojnę izraelsko-arabską, przez bunt studentów przeciwko cenzurze, po kampanię antysemicką, w wyniku której doszło do wypędzenia Żydów z Polski. Ekspozycja pokazuje nie tylko najważniejsze fakty z tego okresu, lecz także procesy polityczno-kulturowe, które do nich doprowadziły. Narracja rozpoczyna się wraz z końcem stalinizmu i – co ważne – prowadzi aż do dziś.

To właśnie jej ostatni, współczesny element, w którym pokazane zostały przejawy Marcowego języka nienawiści w naszej codzienności, za sprawą Magdaleny Ogórek wzbudził największe kontrowersje. Wśród cytatów na wystawie umieszczono – bez podawania nazwiska autorki – słynny już wpis Ogórek z Twittera: „Panie @MarekBorowski, nawiązując do wypowiedzi o kręgosłupie @Jaroslaw_Gowin – czy oznaką kręgosłupa jest zmiana nazwiska z Berman na Borowski?”. Autorka tweetu poczuła się urażona umieszczeniem jej wypowiedzi na wystawie, a nie otrzymawszy przeprosin od muzeum, skierowała sprawę do sądu. W ostatniej części ekspozycji (poza słowami Ogórek) znajdują się listy wysyłane do ambasady Izraela w ostatnich miesiącach, cytaty z publicznych mediów oraz inne przykłady słów, które nie powinny padać w przestrzeni publicznej. Muzeum POLIN włącza się w dyskusję o współczesnej kondycji naszego społeczeństwa, mówiąc, że język Marcowy – język piętnujący i alienujący – znowu nabiera mocy. W końcu dramat ‘68 zaczął się od słów.

Ale ekspozycja „Obcy w domu” przede wszystkim skupia się na żydowskim doświadczeniu Marca i dlatego centralnym jej elementem jest zrekonstruowana hala Dworca Gdańskiego (z charakterystycznymi oknami, które znalazły się również na okładce Marcowego „Chiduszu”). W tej symbolicznej przestrzeni możemy posłuchać głosów świadków historii Marca. To, co łączy ich wspomnienia – jak można usłyszeć w wielu relacjach – to poczucie obcości i napiętnowania.

Na obejrzenie ekspozycji, otwartej dla zwiedzających do jesieni, warto poświęcić kilka godzin. Zawiera ona setki zdjęć, dokumentów i relacji – zarówno tych znanych, jak i zupełnie zapomnianych.

Obok zdjęcia Marcowej okładki „Polityki” znajduje się fragment dzienników Mieczysława Rakowskiego, ówczesnego redaktora naczelnego pisma: „Boję się zwłaszcza o moich kolegów i przyjaciół Żydów. Do tej pory nigdy nie zastanawiałem się, kto jest Żydem, a kto nie. Teraz już wiem, ponieważ znalazł się ktoś, kto przedstawił mi listę pracowników żydowskiego pochodzenia. W redakcji zaczynamy odczuwać coś w rodzaju presji psychicznej i mamy poczucie osamotnienia (…) usiłujemy zachować twarz”. Jak wiemy, „Polityce” udało się zachować twarz – to jedno z niewielu pism, które nie przyłączyło się do kampanii nienawiści.

Prezentując list Episkopatu Polski do premiera Cyrankiewicza, potępiający stosowanie przemocy wobec młodzieży, twórcy wystawy zaznaczają, że biskupi nie odnieśli się w nim do antysemityzmu. Nastąpiło to dopiero w późniejszym Słowie Episkopatu Polski, gdzie jednak znacznie większy akcent położono na obronę Polaków przed oskarżeniami o postawy antyżydowskie w czasie wojny. Jak można przeczytać podczas wystawy, „z dostępnych danych wynika, że środowiska katolickie oficjalnie nie wypowiedziały się na temat kampanii antysemickiej”.

„Obcy w domu” to też głos pokolenia, które przeżyło Zagładę i po Marcowej emigracji już nie odnalazło się w swoich nowych ojczyznach. Często podkreślane sukcesy żydowskiej młodzieży, która wtedy opuściła Polskę, przyćmiewają fakt, że dla pokolenia ich rodziców emigracja nie kończyła się dobrze. Często gruntownie wykształceni, ale (prawie zawsze) nieznający języków i zachodniej kultury, w najlepszych wypadkach lądowali na najniższych szczeblach różnych instytucji.

Wreszcie Obcy to też ci, którzy na emigracji po raz pierwszy w życiu spotkali się z religią żydowską. Pierwszy raz założyli jarmułki, pierwszy raz weszli do synagogi. Bo przecież, jak pisał „New York Times” w 1968 roku: „Większa część społeczności żydowskiej, która ocalała z II wojny światowej, wyjechała z Polski po odwilży 1965 roku. Ci, którzy pozostali – a teraz wyjeżdżają – to Żydzi zasymilowani, którzy myśleli o sobie jako Polakach”. Żydami wielu z nich stało się w Marcu.

 

Kilka obcych słów po polsku

Spektakl Teatru Żydowskiego i Teatru Polskiego w Warszawie

Chcemy zadać pytania o Marzec dziś, w momencie, kiedy zewnętrzne głosy próbują opowiedzieć historię obcymi słowami albo słowami, które są zakłamaniem. Ważne, żeby pielęgnować opowieści rodzinne, bo one są świadectwem niezaprzeczalnym, intymnym, bezpośrednim, nie wziętym z podręczników, tylko z rozmowy przy stole”.

Anna Smolar w wywiadzie dla „Co jest grane‟

 

Print Po głośnych Aktorach żydowskich Anna Smolar, córka Marcowych emigrantów, wraca do Teatru Żydowskiego, by opowiedzieć o doświadczeniu Marca głosem swojego pokolenia, czyli dzieci tych, którzy wyjeżdżali. Aktorzy Żydowskiego i Polskiego wcielają się w córki i synów emigrantów, by odgrywać role swoich rodziców. I choć spektakl powstał na podstawie rozmów przeprowadzanych z Marcowymi emigrantami, Smolar buduje nie tyle jednostkowe opowieści, co prezentuje przed publicznością taneczny wielogłos. Opowieść momentami trudna jest do udźwignięcia, ale dobrze oddaje smutną historię Marca, a chyba przede wszystkim polsko-żydowskie bolączki, z niezwykłą kulminacją w postaci tragikomicznej piosenki w rytmach disco polo – śpiewanej przez Pawła Sakowicza opowieści o żydowskiej asymilacji i polskim antysemityzmie.

Sporym zaskoczeniem jest monolog wygłaszany (pod własnym nazwiskiem) przez Joannę Szurmiej-Rzączyńską. Po tym, jak Ida Kamińska wraz z częścią zespołu wyjechała z Polski, kierowanie Teatrem Żydowskim na wiele lat przejął Szymon Szurmiej, dziadek Rzączyńskiej. Monolog, który mógłby być ciekawą próbą rozliczenia się z trudną, komunistyczną historią, mocno rozczarowuje. Dybuk-Kamińska wciela się w Rzączyńską, która zwraca się do Idy Kamińskiej: „Gdybyś nie wyjechała, to mój dziadek nie zostałby dyrektorem teatru i pewnie sama bym do niego nie trafiła. Mam nadzieję, że nie masz pretensji, w końcu dziadek nadał teatrowi twoje imię. Chyba, że to za mało”. Czy należy odczytywać te słowa jako sarkazm pod adresem Szymona Szurmieja, Teatru Żydowskiego, Szurmiej-Rzączyńskiej? Nie wydaje się, żeby takie było założenie twórców. Aktorka postanawia odwołać się do skomplikowanej przeszłości Żydowskiego i działalności swojego dziadka, ale jednocześnie nie zamierza się z nią w ogóle konfrontować. Szkoda.

Jest jednak wiele powodów, żeby obejrzeć ten Polsko-Żydowski spektakl. Przede wszystkim to jedno z lepszych przedstawień, jakie od lat powstało w Żydowskim. I zaraz po Zapiskach z wygnania w Teatrze Polonia druga najlepsza sceniczna realizacja pamięci o Marcu.

 

Niesprawiedliwość

Sprawiedliwość, Teatr Powszechny

Michał Zadara wraz z zespołem prawników i historyków przez dwa lata prowadził śledztwo, w którym badał możliwość przypisania konkretnym osobom odpowiedzialności prawnej za antysemicką kampanię Marca ‘68. Spektakl Sprawiedliwość jest opowieścią o tych poszukiwaniach. Pomysł to jednak niezbyt udany. Szczególnie w czasach, gdy lista do postawienia przed sądem każdego dnia się wydłuża.

Grupie badawczej Zadary udaje się ustalić bardzo niewiele. Donoszą, że Marzec się nie przedawnił, ponieważ, w myśl trzeciego paragrafu ustawy o IPN-ie, była to zbrodnia przeciwko ludzkości (poważne prześladowania z powodu przynależności osób prześladowanych do określonej grupy narodowościowej (…) dokonywane przez funkcjonariuszy publicznych albo przez nich inspirowane lub tolerowane”).

Skoro więc zbrodnia się nie przedawniła, to Zadara szuka winnych. Ostatecznie efektem całego projektu ma być skierowanie do prokuratury zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez… jedną osobę. Chodzi o obecną posłankę Iwonę Śledzińską-Katarasińską, o której i bez dwuletnich historycznych poszukiwań Zadary wiadomo było, że w 1968 roku pozwoliła sobie napisać antysemicki artykuł. Nigdy się tego jakoś specjalnie nie wypierała.

Zatem Zadara odkrywa przed narodem Marzec jako zbrodnię przeciwko ludzkości, by w efekcie długiego śledztwa oskarżyć o nią jedną, ówcześnie niezbyt istotną dziennikarkę, która do Marca dorzuciła niewiele więcej niż przeciętny obywatel o antyżydowskich nastrojach.

Dziwna to forma upamiętnienia, jakaś niezdrowa próba rozliczenia, o której Dariusz Kosiński na łamach Tygodnika Powszechnego” celnie napisał: „Widzę młodych, przekonanych o swojej racji moralnej ludzi, którzy posługują się dokładnie taką samą logiką, jak autorzy projektów dezubekizacyjnych, dekomunizacyjnych itp.”.

sprawiedliwosc-teatr-powszechny-michal-zadara-marzec-1968-chidusz-magazynSwoje wątpliwości na temat kierunku, w którym poszedł Zadara, jeszcze przed premierą spektaklu mocno wyraziła Helena Datner z Żydowskiego Instytutu Historycznego: Są w Polsce autorzy, którzy mówią o antysemityzmie jako o zjawisku tworzącym naszą tożsamość narodową. Jestem absolutnie za tym, żeby karać, mówić o odpowiedzialności karnej, ale czy nie boją się panowie, że po takim spektaklu zwalniamy się niejako z analizowania struktur głębokich, które są odpowiedzialne za antysemityzm? Jestem pod wrażeniem takich analiz antropologów czy polonistów, którzy pozwolili sobie na porównanie stanowiska Kościoła (na przykład kampanii milenijnej) z kampanią tysiąclecia Państwa Polskiego Gomułki. Pokazali, że na poziomie struktur nieco głębszych, przy całej odmienności frazeologii, tu i tu jest dyskurs narodowy. Moja wątpliwość jest tylko taka, że odpowiedzialność karna jak najbardziej, tylko czy przy nastrojach i poglądach dominujących w Polsce uwaga nasza nie zostanie odwrócona od istoty rzeczy, czyli od tego, że w Polsce funkcjonuje kultura antysemicka, z którą nic złego się nie stało? Ona była i ona jest”.

Wątpliwości Heleny Datner w pełni się potwierdziły.

Równie mocno rozczarowuje warstwa artystyczna spektaklu. Wypowiadane kwestie aktorzy czytają z kartek albo telewizorów ustawionych po dwóch stronach sceny. Zdarza im się pomylić, przejęzyczyć nawet przy prostych i w założeniu dramatycznych pytaniach do publiczności. Jednocześnie aktorzy próbują minimalizować dystans z widownią. W spektaklu, jak informują twórcy, wszystko jest prawdziwe. Aktorzy na początku częstują kawą, bo czeka nas przecież długie i skomplikowane posiedzenie. Obłożeni stertami papierów i notatek chcą być bardzo doinformowani. Postaci, które grają, mają prawdziwe imiona i nazwiska aktorów. To oni sami napisali scenariusz. A jednak, gdy ktoś z publiczności próbuje bronić Śledzińską, mówiąc, że była internowana w stanie wojennym, Barbara Wysocka grająca Barbarę Wysocką wytrzeszcza ze zdumienia oczy. Ktoś ośmielił się przerwać spektakl! Nie ma odpowiedzi do przeczytania na ekranie, więc aktorka, wybita z rytmu, chwilę milczy, po czym kontynuuje swoje wywody. Nie sprawdzono życiorysu oskarżonej? Szkoda, bo tu mogłaby rozegrać się scena Sprawiedliwości.

 

Księga Wyjścia

Mikołaj Grynberg, Wydawnictwo Czarne

„Żyd kurwa, mieszkania 6”. To w Łodzi, ale nie tylko w Łodzi, opowiada Mikołaj Grynberg. Żydowskie dzieci, jedząc rano śniadanie, wiedziały, że w drodze do szkoły polecą na nie kamienie. Ktoś na podwórku nie pozwolił pojeździć na rowerze, bo to nie dla Żydów. Kamienie leciały też w stronę uczniów żydowskiej „siódemki” we Wrocławiu. Na co dzień czy od święta?

Na marginesie Księgi Wyjścia Grynberga zaznaczaliśmy początkowo literką A wątki antysemickie. Po kilkudziesięciu stronach nie miało to już większego sensu, bo Księga Wyjścia to w dużej mierze księga powojennego polskiego antysemityzmu. Dopiero później – antysemityzmu Marcowego. To bardzo niekomfortowe historie, a co gorsza nie rozpoczyna ich żaden Moczar, tylko zwykła codzienność w różnych zakątkach Polski. Na długo przed Marcem.

mikolaj-grynberg-ksiega-wyjscia-wydawnictwo-czarne-recenzja-antysemityzm-marzec-68-emigracja-marcowa-chidusz-magazyn-zydowski

Rozmówcy, pytani o swoją młodość, odpowiadają z dystansem, ale bez ogródek. Mówią to, co chcą powiedzieć, a nie to, co wypada. Warto dodać, że wywiady odbywają się na wiele miesięcy przed 50. rocznicą Marca i przed nowelizacją ustawy o IPN-ie.

Mikołaj Grynberg w rozmowie z Michałem Wójcikiem powiedział: „Moje doświadczenie mówi, że co jakiś czas, z dużą regularnością, zdarzały mi się bardzo niesympatyczne historie. I moim rodzicom, i moim dziadkom, i mojemu synowi. To nie jest coś, czego nie było. Tego nie było teoretycznie w przestrzeni publicznej, bo przez wiele lat uważaliśmy, że internet nie jest przestrzenią publiczną”.

 

Księga Wyjścia bis

Telewizja Trwam i Radio Maryja, 7 marca

Może już lepiej nie opowiadać tych strasznych historii antysemityzmu? Dla dobra polsko-żydowskich relacji albo po prostu dla świętego spokoju? Może zastąpmy je na moment narracją z Telewizji Trwam i Radia Maryja, opowiedzianą w programie „Myśląc Ojczyzna” w przededniu rocznicy Marca. Program to bodaj satyryczny, lecz – jak podkreśla prowadzący – „udany dowcip ma też walor poznawczy (…) pozwala lepiej zrozumieć, co właściwie się dzieje”.

 

„Środowiska żydowskie w Polsce i za granicą wmontowują tę rocznicę w tak zwaną pedagogikę wstydu, obliczoną na wywołanie w Polakach poczucia winy. Prawdopodobnie po to, by łatwiej ich psychicznie zdominować bez konieczności uciekania się do terroru, który zawsze robi niedobre wrażenie. (…)

Chamy, czyli frakcja tzw. partyzantów, wzięła odwet na Żydach, ale odwet, powiedzmy sobie, safandulski, bo umożliwił im wydostanie się z cudnego raju. Tę sytuację znakomicie ilustruje anegdotka o Aronku, którego dyrektor szkoły przyłapał podczas lekcji na szkolnym boisku. Dlaczego nie na lekcji? – pyta surowo. Bo, panie dyrektorze, logiki nie ma – odpowiada Aronek. Jak to logiki nie ma? Co to ma znaczyć? – dopytuje się dyrektor. Bo ja, panie dyrektorze, zesmrodziłem się i pan nauczyciel wyrzucił mnie z klasy. Teraz oni wszyscy tam siedzą, a ja chodzę po świeżym powietrzu.

Warto o tym pamiętać, kiedy będziemy słuchali dramatycznych opisów męczeństwa, jak to Żydzi podówczas byli usuwani z pracy i zmuszani do wyjazdu. Zatrzymajmy się chwilę nad tym, co to były za miejsca pracy. W najlepszym razie w komunistycznym aparacie propagandowym. Dalej w aparacie gospodarczym albo partyjnym. I wreszcie w bezpiece, czyli komunistycznym aparacie terroru. Oczywiście wyjeżdżając na Zachód nie należało się przechwalać uczestnictwem w komunistycznym aparacie terroru czy propagandy, więc im bardziej taki jeden z drugim Marcowy emigrant miał ręce umazane we krwi polskich patriotów, tym skwapliwiej drapował się w kostium męczeński i tym głośniej krzyczał o polskim antysemityzmie. (…)

Część została, bo kto nie chciał, to nigdzie wyjeżdżać nie musiał. I część tych, którzy zostali, tworzy dziś w Polsce piątą kolumnę, dostarczając zagranicy paliwa dla rozmaitych antypolskich kampanii”.

 

Piszemy do was z Polski

Solidarityintruth.org, 12 marca

12 marca przy Dworcu Gdańskim w Warszawie odczytano wspólny list 111 polskich obywatelskich organizacji pozarządowych, skierowany do międzynarodowej opinii publicznej. Miesiąc wcześniej podobny list podpisało kilkanaście tysięcy polskich obywateli. W obu protestowano przeciwko narastającemu antysemityzmowi, niszczeniu relacji polsko-żydowskich oraz upolitycznieniu historii. W liście odczytanym przy Dworcu Gdańskim, pisano: „Łączy nas ponad tysiąc lat historii, Żydzi są i byli Polakami przez setki lat. Tworzyli i tworzą nasz wspólny kraj. Antysemityzm jest wymierzony także w nas, bo jest wymierzony w ludzi i wolność słowa. Dlatego chcemy powiedzieć głośno i stanowczo: NIE DLA ANTYSEMITYZMU. Nie dla przekłamywania historii”.

Na ten apel odpowiedziały środowiska żydowskie Polski i świata. Pod odpowiedzią podpisało się wielu rabinów, naukowców i osób bezpośrednio zaangażowanych w dialog polsko-żydowski: „List Wasz głęboko nas poruszył. Dziękujemy za potępienie antysemityzmu i za słowa solidarności. (…) Nie możemy pozwolić, by słyszani byli tylko ci, którzy wzmacniają negatywne stereotypy, wydobywają złe emocje, budują na nich nienawistną opowieść. Nie brak takich po obu stronach, ale właśnie dlatego Wasz głos jest tak ważny, a nasz jest odpowiedzią, uczynioną w poczuciu solidarności z Wami.

Nie możemy zmarnować lat wysiłków, aby powiększyć wzajemne zrozumienie. Historia sprawiła, że jesteśmy sobie bliscy – nawet jeśli mamy różne jej wizje. Tak jak Wy, uważamy, że naszym wspólnym celem jest prawda i pojednanie”.

 

Czy wy o takich rzeczach wiecie?

Sabina Baral, wrocławski ratusz, 2010

„Cud cudów jakoś mnie do tego przedszkola przyjęli. W przedszkolu zdejmowało się buty i nosiło filcowe kapcie. Pod koniec pierwszego dnia moje buciki bardzo uwierały. Przyszłam do domu z pokrwawionymi stopami. W butach były pokruszone kawałki szkła. Już więcej do przedszkola nie wróciłam.

Czy wy o takich rzeczach wiecie?

Część rodziny mojej mamy przeżyła wojnę na rodzinnych polach. Doglądali ich tam szlachetni i bohaterscy sąsiedzi. Moja babcia Goldman też tak przeżyła, ale zabili ją po wojnie chłopi z nieopodal, we wsi Nowosielce pod Łańcutem, gdzie rodzina mieszkała od dziada pradziada. Myśleli, że ona jedyna przeżyła, a Goldmanowie mieli pola i sady.

Czy wy o takich rzeczach wiecie?

Wszystko powinniście wiedzieć. Wszystko powinniście opowiedzieć swoim dzieciom. (…) Powiedzcie im również, że rzucali na nas kamieniami za tę tarczę siódmego liceum, bo wszyscy wiedzieli, że to żydowska szkoła”.