„Chidusz” 8/2021: „Zrywanie” Tony’ego Kushnera i dziedzictwo polskich Żydów

Na ósme urodziny „Chiduszu” prezentujemy polską premierę dramatu „Zrywanie” Tony’ego Kushnera, opowiadamy o dziedzictwie polskich Żydów oraz biblijnej władzy człowieka nad naturą. Publikujemy przedostatni odcinek „Czarnego młodzieniaszka” oraz drugą część autobiografii Kate Bornstein. 

Zrywanie. Dramat Tony’ego Kushner

Zrywanie to już drugi w tym roku krótki dramat Tony’ego Kushnera, który publikujemy w „Chiduszu”. Kushner, jeden z najwybitniejszych żyjących dramatopisarzy, znany jest najbardziej jako autor klasycznej już, nagrodzonej Nagrodą Pulitzera sztuki Anioły w Ameryce

Zrywanie – naszpikowane aluzjami do Szekspira i odniesieniami do psychoanalizy – jest pokrętnym i przezabawnym (iście „kusznerowskim”) nawiązaniem do Sonetu LXXV. Tu rozłąka nie dotyczy jednak pary kochanków, a… terapeutki i jej zaborczego pacjenta. Autor we wstępie pisał: „Uwielbiam sonety, ale zawsze wydawało mi się, że obiekt westchnień jest w nich dość ogólny, a tylko ich autor (adorator) odpowiednio ujawniony i zilustrowany”. Dlatego terapeutka Esther, „obiekt westchnień” (?) w Zrywaniu, nie boi się wykrzyczeć, że MA WŁASNE PROBLEMY. I robi to – jak zwykle u Kushnera – z pompą. Poniżej fragment dramatu (w przekładzie Jolanty Różyło): 

 

HENDRYK

Jest piękny i nie ma duszy. Ani kawałka. Brzydota jedynie w duszy jest człowieka. Z niewdzięcznej twarzy dobro ucieka. Uroda jest, mmm, dobra, czymś dobrym, uroda to dobroć, ale Zły a Urodny to szafa drewniana, wyrzynana przez tego, jak mu tam. Diabła. Jak to mówią. 

I nie, tak swoją drogą nie sądzę, że masz rację, że matka nazwała mnie Hendryk, bo to brzmi jak Szmendryk. BYŁA HOLENDERKĄ, NA LITOŚĆ BOSKĄ! To HOLENDERSKIE IMIĘ! A NIE… mmm, NIE. BO. BRZMI. JAK SZMENDRYK. Nie sądzę, żeby to miała na myśli. Nie wierzę, że tak było. Myślę, że możesz się, yyy, że mogę cię pozwać za postępowanie niezgodne z etyką zawodową za to, że tak powiedziałaś, za, za, zaszczepianie, jak to się mówi, tworzenie połączeń nerwowych w moim mózgu. Matczyna ambiwalencja jest zabójcza. Zniszczyłaś mi życie.

ESTHER

Ale ona mówiła do ciebie Szmendryk, Hendryku.

 

Dodajmy tylko, że „szmendryk” to w jidysz „przygłup”. 

 

tony-kushner-zrywanie-dramaty-kushner-anioly-w-ameryce-chidusz-judaizm-ekologia-jankew-dinezon-der-szwarcer-jungermanczik-literatura-jidysz-0

 

Dziedzictwo polskich Żydów

W tym roku Muzeum POLIN otworzyło nową część wystawy stałej – galerię „Dziedzictwo”, poświęconą dwudziestu sześciu osobom, których dokonania składają się na kulturowy dorobek polskich Żydów. Losy prezentowanych bohaterów mają tworzyć inspirujący, widziany w całej swej różnorodności zbiorowy portret polskich Żydów. W tym „Chiduszu” „Dziedzictwu” poświęcamy aż dwa teksty. Pierwszy to rozmowa z kuratorką galerii, Tamarą Sztymą. 

 

Michał Bojanowski: Jaka jest proporcja kobiet i mężczyzn w nowej galerii?

Tamara Sztyma: Zdecydowanie więcej jest mężczyzn, ale też nie zależało nam na wprowadzaniu na siłę parytetu. Chciałyśmy opowiedzieć o postaciach, które rzeczywiście są najbardziej rozpoznawalne, a nie dopiero budować ich renomę. Faktem jest, że przez całe stulecia to głównie mężczyźni zyskiwali sławę. Co ciekawe niektórzy będą znani właściwie tylko w Polsce – jak Tuwim czy Szyfman. To ci najbardziej zintegrowani z kulturą polską. Szyfman był tak zasymilowany, że dopiero Zagłada dobitnie przypomniała mu o jego pochodzeniu. Inni, jak Lemkin czy Agnon, dla Polaków są właściwie zupełnie nieznani. 

 

W drugim artykule Michał Bojanowski zastanawia się, czym jest dziedzictwo polskich Żydów, dlaczego w galerii znalazły się takie a nie inne postaci i kogo właściwie zabrakło: 

 

Może warto było narrację nowej galerii poprowadzić w nieco inny sposób? Mogłaby ona pokazywać z jednej strony Helenę Rubinstein z Nowego Jorku, z drugiej jakąś inną Helenę z Drohobycza, która nie mogła zostać Heleną Rubinstein, nie tylko dlatego, że polscy antysemici bili pałami, ale też dlatego, że nie było takiego miejsca dla kobiety w sztetlu. Świetnie by było wprowadzić perspektywę porównawczą – sukcesy akceptowane i nieakceptowane społecznie. Pokazać cmentarz prostytutek w São Paulo. Tamtejsza gmina żydowska nie tolerowała ich na swoich cmentarzach, dlatego polskie Żydówki zrzuciły się i kupiły działkę na przedmieściach. Miasto się rozrosło i teraz „cmentarz prostytutek” leży w sercu najdroższej dzielnicy. Ich wnukowie i prawnuczki bronią go przed tymi, którzy marzą, żeby tam się pochować, jak i przed inwestorami, którzy najchętniej postawiliby w tym miejscu galerię handlową. Czy to większy sukces niż Nobel z chemii? Tyle że na takiej wystawie stracilibyśmy urok akceptowalnej historii sukcesu. Mamy więc to, na co wszyscy możemy się zgodzić.

 

Queerowy stan wyjątkowy

Prawdziwa historia miłego, żydowskiego chłopca, który wstępuje do Kościoła Scjentologii i odchodzi z niego po dwunastu latach, aby stać się tą uroczą kobietą, którą jest teraz.

W drugiej części swoich wspomnień Kate Bornstein opowiada o ojcu, który dumnie nazywał siebie męską szowinistyczną świnią, o pragnieniu bycia szczupłą i o kilku swoich pierwszych razach: z prostytutką (opłaconą przez ojca), z przypadkowo spotkaną dziewczyną (w wieczór balu maturalnego) i z uniwersyteckimi profesorami (których żony spały za ścianą).

 

Wszystko, co robili chłopcy, mi nie przychodziło swobodnie. Nauczyłam się grać. Przestałam uciekać z krzykiem przed pająkami i robakami, dołączyłam do skautów. Kiedy jednak przyszedł mój czas na rytuał przejścia, spietrałam. Pierwsze spotkanie skautów odbywało się w remizie strażackiej w sąsiednim miasteczku, gdzie można było dojechać rowerem. Założyłam mundurek, choć powiedziano nam, że to niekonieczne. Ze wszystkimi przypiętymi odznakami dodawał mi on odwagi, by zmierzyć się ze starszymi dzieciakami – a było ich około trzydziestu. Raczej byli harcerzami, choć nie dało się tego stwierdzić na pewno – nie mieli na sobie mundurów. Mało tego, wszyscy byli zupełnie nadzy. W środku czuć było nagością. Gołymi chłopakami. Śmiali się, wytykali mnie palcami i krzyczeli, żebym się rozebrała. Grubiutka ja podkuliłam ogon, odwróciłam się i uciekłam do domu. Biegłam całą drogę, przez pół godziny. Mój brat pojechał tam ze mną następnego dnia, żeby zabrać rower. To nie było miejsce dla szczeniaczka, dla takiego samca beta jak ja.

 

Der szwarcer jungermanczik, część przedostatnia 

Powoli żegnamy się z Czarnym młodzieniaszkiem Jankewa Dinezona, pierwszym jidyszowym bestsellerem, w którym zaczytywała się XIX-wieczna Warszawa. W przedostatnim odcinku powieści dzieją się dramatyczne sceny, które uwieczniliśmy na okładce: dom Fridmanów stanie w płomieniach i nie obejdzie się bez ofiar. 

 

Próżniak Szmaje już lata temu pościł i zmówił za Józefa kadisz. Niemal co noc widział we śnie, jak jego ciało topielca nie zmartwychwstaje. Nie mógł więc uwierzyć, że jego przyjaciel jednak żyje. Był pewien, (…) że Józef odrodził się jako lekarz dzięki jego modlitwom. Gdy młodzieniec ujrzał próżniaka po raz pierwszy po powrocie do Mohylewa i podszedł do niego, by się przywitać, Szmaje z przejęciem zajrzał mu pod palto, był bowiem pewny, że znajdzie tam pośmiertny całun, jaki zazwyczaj miały na sobie odrodzone dusze. Liczył na cud. Wierzył, że doktor Józef przemieni się nagle w stos kości. I choć tak się nie stało, a pod płaszczem ujrzał tylko parę eleganckich spodni, to bynajmniej go to nie rozczarowało. Oczywiście, że zamiast całunu znalazł spodnie – Józef wszakże utonął i nie został pochowany na żydowskim cmentarzu. Skądże zatem miał mieć na sobie całun?!

Szmaje ucieszył się więc bardzo, słysząc o chorobie Józefa, chciał mu bowiem pomóc przy osiągnięciu tikun. Pobiegł zaraz do mykwy, gdzie zanurzył się dziewięćdziesiąt pięć razy, po czym wrócił do domu i sięgnął po Sefer Razjel. Jego egzemplarz był całkowicie osmalony, gdyż Szmaje wrzucił go w ogień u Fridmanów, próbując ugasić pożar. Książka nie spłonęła tylko dzięki strażakowi, który wyniósł ją z pożaru, myśląc, że to coś wartościowego, za co będzie mógł kupić wódkę. Gdyby nie ten człowiek, biedny Razjel spaliłby się na popiół. A gdyby nie karczmarka Dwojre Base, która go od strażaka odkupiła, po czym sprzedała z powrotem Szmajemu z zyskiem, by móc opłacić czesne swojego synka, to nasz biedny kabalista nie miałby teraz gdzie sprawdzić, jak pomóc w odrodzeniu duszy Józefa.

 

Powieść, w przekładzie Magdaleny Wójcik, publikowaliśmy w odcinkach od numeru 8/2019. Ostatnia część ukaże się w „Chiduszu” 9/2021. Pierwsze rozdziały udostępniliśmy online na naszej stronie

 

Genesis a władza nad światem

Rabin Yonatan Neril w świetnym eseju pisze o panowaniu ludzi nad światem przyrody: 

W początkowych ustępach księgi Be-reszit (Rodzaju) zawarte są nauki wciąż aktualne dla współczesnego świata. W pierwszym rozdziale aż dwa razy w trzech wersetach Bóg mówi, że ludzie mają rządzić innymi żyjącymi istotami. Za drugim razem, tuż po stworzeniu Adama i Ewy, błogosławi im słowami: „Rozradzajcie się i rozmnażajcie, i napełniajcie ziemię, i zawładnijcie nią, i panujcie nad rybami morza, i nad ptactwem nieba, i nad bydłem, i nad wszystką ziemią, i nad wszelkim płazem, który pełza po ziemi!”. Co to znaczy, że ludzie mają podporządkować sobie ziemię i władać innymi stworzeniami?

 

Szorty – przegląd wydarzeń

I jak w każdym numerze w kilkunastu krótkich artykułach prezentujemy przegląd ważnych, ciekawych i zaskakujących wydarzeń z żydowskiego świata – od niesłabnącej sławy rękawiczek Berniego Sandersa, przez nową mesjańską kawiarnię w Tel Awiwie, po (jednak ostatecznie niekoszerną) wegewieprzowinę. 

ZAPRASZAMY DO LEKTURY

„Chidusz” dostępny jest w sprzedaży w Empikach na terenie całego kraju oraz w Cocofli we Wrocławiu. Wydanie elektroniczne można kupić na publio.pl. Roczna prenumerata krajowa od 90 zł (list ekonomiczny), roczna prenumerata elektroniczna za jedyne 50 zł. Zamówienia: office@chidusz.com. Przyjemnej lektury!