Rok Marka Edelmana, pamiętniki z Breslau, ortodoksyjni rabini geje

Zobacz, o czym piszemy w nowym numerze „Chiduszu”. 

Wspomnienia z Breslau

Na okładce budynek wrocławskiej Opery według projektu architekta Carla Ferdinanda Langhansa, twórcy między innymi synagogi Pod Białym Bocianem. Dalej charakterystyczne zwieńczenie neobarokowego hotelu Monopol. Zbudowali go pod koniec XIX w., tuż obok średniowiecznego kościoła augustianów, dwaj wrocławscy Żydzi, bankier Wallenberg Pachaly i architekt Karl Grosser. W 1937 roku naziści dobudowali nad wejściem do hotelu balkon, z którego przemawiał Adolf Hitler. Dalej symboliczny zarys kopuły Nowej Synagogi, spalonej podczas nocy kryształowej. Na pierwszym planie stoją bohaterowie wrocławskich wspomnień Rudiego Herrnstadta, które będziemy publikować w odcinkach, począwszy od tego numeru. 

„Nie wiem, gdzie dokładnie w Breslau się urodziłem, ale pamiętam doskonale nasze mieszkanie na Lothringerstrasse 3 [nieistniejąca już ulica Ostra, łącząca ul. Zaporoską z ul. Powstańców Śląskich – przyp. red.], znajdującej się w bliskiej odległości od licznych sklepów oraz linii tramwajowej. Wycieczka do centrum tramwajem zajmowała około dwudziestu minut. Większość taboru stanowiły już wtedy pojazdy elektryczne, choć pamiętam jeszcze te ciągnięte przez konie”. 

marek-edelman-i-byla-milosc-w-getcie-recenzja-getto-walczy-edelman-pamietniki-z-breslau-wspomnienia-army-of-lovers-historia-zespolu-geje-rabini-lgbt-judaizm-queer

Walka Marka Edelmana

W tym roku przypada setna rocznica urodzin i dziesiąta rocznica śmierci Marka Edelmana. Mimo to Sejm nie ogłosił go jednym z patronów 2019 roku. Nie ma się co dziwić, skoro Edelman to patron z wielu powodów bardzo niewygodny. Media skrupulatnie odnotowały fakt, że nie będzie ogólnopolskiego roku Marka Edelmana, i na tym chyba poprzestały swoje upamiętnienia. W „Chiduszu” chcielibyśmy wrócić do podstawowego, a zarazem najważniejszego tekstu, jaki napisał. Proponujemy lekturę Getto walczy z punktu widzenia medialnej walki, jaką prowadzili bundowcy w warszawskim getcie. 

 

Była sobie miłość w getcie

Przyglądamy się krytycznie nowemu filmowi Jolanty Dylewskiej Marek Edelman. I była miłość w getcie. Dokument miał swoją premierę podczas festiwalu Docs Against Gravity i niedługo pojawi się w polskich kinach. 

Może też być tak, że Dylewska nie chce zbytnio się wychylać. Chce mówić o miłości normatywnej, ugładzonej. Na przykład w scenie, w której podczas wigilii (w tle oczywiście Cicha noc) do łączniczek Bundu przychodzi nieznajomy, a jedna z dziewczyn postanawia się z nim przespać (i zostają już razem). Reżyserka nie porusza wątku biseksualizmu tej dziewczyny, o którym mówił Edelman w książce (choć w innych miejscach ciągnie swojego rozmówcę za język, wyraźnie go przy tym irytując). 

Albo gdy w innej scenie lekarka zakochuje się w dużo od siebie młodszym pacjencie. „Spała z nim w jednym łóżku przez parę dni” – kwitował Edelman w książce. A w filmie? Chory ukochany leży na bieluchnej haftowanej podusi, delikatnie smyrany przez lekarkę. Choć włosy na torsie, trzeba mu oddać, ma nieprzystrzyżone (nie jest nago, ma na sobie białą jak śnieg podkoszulkę). Scena jest czarno-biała, lekarka szepcze czule „kochany” i powoli (prawie wszystko dzieje się w tym filmie powoli), delikatnie całuje go w usta. (…)

W powstaniu warszawskim znów została sama – czytamy w książce – więc zażyła kolosalną dawkę morfiny. Przypadkiem ją odratowano. Zakochała się w o dwadzieścia lat młodszym chłopaku. Później, już po wojnie, wyjechała do Australii. Adoptowała dwóch chłopców i dziewczynkę. Gdy dorośli, zakochała się w jednym z nich, przeżyli razem „długie szczęśliwe lata”. „Przy życiu utrzymała ją miłość. Miłość i ciepło jej syna, który został potem jej kochankiem. Umarła, mając ponad dziewięćdziesiąt lat”. To też jest miłość w getcie, ale o nią nikt w filmie nie pyta”. 

 

Po stronie tych, których biją

Na pytanie, co oznacza bycie Żydem w Polsce, Edelman odpowiadał, że to stanie po stronie słabych. „Myślę, że zawsze, niezależnie od tego, kim jest ten bity – trzeba z nim być. Trzeba dać mieszkanie bitemu, trzeba go schować w piwnicy, trzeba się tego nie bać i trzeba w ogóle być przeciwko tym, którzy biją. I to jest jedyna rzecz, dla której jest się dzisiaj Żydem” – mówił Ance Grupińskiej. 

W rankingu bitych w polskich medialnych wojnach chyba najwyżej stoją obecnie środowiska LGBT. Jest to jeden z powodów, dla których rok temu rozpoczęliśmy tłumaczenie queerowych komentarzy biblijnych. W tym numerze publikujemy tekst rabina Daniela Landesa, który niedawno udzielił pierwszej ortodoksyjnej smichy rabinowi przyznającemu się oficjalnie do bycia gejem. „Wymaganie od kogoś, aby przez resztę życia pozostawał w szafie albo żył w celibacie, jest udziwnioną formą zaprzeczania rzeczywistości” – pisze Landes. 

 

Ruach acheret i ruach ha-kodesz

W komentarzu do parszy Szlach Camille Shira Angel pisze: „Kaleb i Jozue byli jedynymi optymistycznie nastawionymi szpiegami, którym Bóg przypisał posiadanie «innego ducha». Osoby queer nie powinny być szarańczą we własnych oczach, a tekst parszy Szlach powinien służyć nam do rozwijania «innego ducha» –  źródła empatii, odwagi i wytrwałości. Jako Żydzi czerpiemy inspirację z centralnej dla judaizmu narracji o przekroczeniu granicy między niewolnictwem a wolnością. Jako osoby queer korzystamy z naszego doświadczenia zmagania się z gigantami – również tymi drzemiącymi w nas samych – aby nadać odpowiedni kształt naszej wizji przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Doceniajmy więc i celebrujmy wiedzę o tym, że nasz ruach acheret (inny duch) w połączeniu z naszym ruach ha-kodesz (świętym duchem) może wyznaczać drogę do indywidualnej i kolektywnej zmiany”. 

 

Kochaj się ze swoim wrogiem

Na początku lat dziewięćdziesiątych śpiewali, że „seks w szabat jest koszerny”. Dziś mają po pięćdziesiąt lat i wciąż zdarza im się powiedzieć, że gdyby mogli, przespaliby się z każdym. Propokojowo oczywiście, bo ich recepta jest prosta: sypianie z wrogiem, łączenie ze sobą sprzeczności. Jest więc armia i są kochankowie. Opowiadamy historię Army of Lovers – być może drugiego po Abbie najbardziej znanego szwedzkiego zespołu, z całkiem pokaźnym żydowskim dywizjonem. 

Rut na skraju pola

Judaizm nie nakłania do tego, aby cały swój majątek rozdać ubogim, uznaje wręcz taką postawę za szkodliwą. Historia Rut jest doskonałą wykładnią tego, jak powinna wyglądać dobroczynność. 

„Gdy właściciel pola – majętny rolnik Boaz – dowiedział się, kim jest nieznajoma, otoczył ją opieką. Był pod wielkim wrażeniem tego, że Rut nie porzuciła swej teściowej Naomi, lecz wróciła z nią do jej ojczyzny, decydując się dołączyć do narodu żydowskiego. Boaz zakazał swoim żniwiarzom naprzykrzać się jej, a nawet umożliwił jej dostęp do wody przeznaczonej dla robotników.  (…) 

Jeden skraj wystarczy – jeśli każdy odda po kawałku, nie ma potrzeby oddawania biednym wszystkiego (judaizm potępia taką postawę, zauważając, że wtedy sami stajemy się ciężarem dla społeczności). Celem prawa nie było doprowadzenie do tego, aby rolnicy sami popadli w biedę, lecz by każdy dorzucił swoją część dla wsparcia najsłabszych”. 

 

W Edenii, mieście przyszłości

W czwartym odcinku jidyszowej powieści Kalmena Zingmana czytamy o prasie, w której nie ma żadnych zaskakujących informacji, świętowaniu Lag be-Omer oraz o aeropociągach:

„Gdy tak siedzieli zaczytani, dobiegł ich szmer zbliżającego się aeropociągu. Słychać było szum jego skrzydeł, dźwięk stawał się coraz głośniejszy, coraz bliższy, aż w końcu statek powietrzny wylądował niedaleko nich, na rogu, gdzie jedna ulica przecinała drugą.

Z maszyny wysiadło wielu ludzi: mężczyzn, kobiet, dzieci. Jeszcze więcej podróżnych wchodziło do aeropociągu. Między nimi znaleźli się też nasi spacerowicze: Kindiszman i Jugendbojm. 

Usiedli na miękkich, pluszowych ławkach, na których mieściło się nawet sto osób. Przyjaciele ledwo zdołali wymienić między sobą kilka słów, gdy instruktor zawołał: 

– Zielone Ogrody, Plac Wolności, trzy minuty postoju!”

 

Zapraszamy do lektury

„Chidusz” dostępny jest w Empikach (od 27.06), księgarniach żydowskich w Warszawie (POLIN i ŻIH) i Krakowie (Jarden i Austeria) (od 1.07) oraz na publio.pl. Zapraszamy do prenumeraty. Przyjemnej lektury!

 

Pomóż!

Dalsze istnienie „Chiduszu” zależy także od Ciebie! Fundacja Żydowska „Chidusz”, wydawca magazynu, swoją działalność prowadzi tylko dzięki dotacjom i darowiznom osób prywatnych. Jeśli doceniasz poziom publikowanych w „Chiduszu” tekstów, prosimy o darowiznę, która umożliwi nam kontynuowanie działalności. Można ją przekazać przez PayPala bądź przelewem na nasze konto. Kliknij tutaj, aby przejść do informacji o numerach kont. Dziękujemy za pomoc!