Wyobrażam sobie, jak rozkładasz przede mną nogi

Swoje opowiadania dał przetłumaczyć tylko dwóm mężczyznom. Pierwszym był jego syn, z którym nie miał kontaktu przez wiele lat. Drugim ‒ Saul Bellow, który na angielski przełożył Gimpla głupka. Tłumaczenie wyszło tak dobrze, że Singer przestraszył się, że talent tłumacza przyćmi jego własny. Poniekąd miał rację. W 1976 roku Bellow został laureatem literackiej Nagrody Nobla. Na swoją własną Singer musiał poczekać jeszcze dwa lata. Nigdy by jej nie zdobył, gdyby nie zręczne i przystępne dla nieżydowskiego czytelnika tłumaczenia na angielski, które, oprócz dwóch wymienionych wcześniej przypadków, przygotowywane były wyłącznie przez kobiety. One z reguły były bardzo młode, a on bardzo lubił prawić im niewybredne komplementy.

 

Czterdzieści osiem

Ojciec Asafa Galaya powtarzał mu, że opowiadań Izaaka Baszewisa Singera nie warto czytać. Z piszących w jidysz wartościowy jest tylko poeta Abraham Suckerwer, a jeśli już uprze się na któregoś z Singerów, to niech przynajmniej będzie to Izrael Joszua. To nie była odosobniona opinia. Wielu żydowskich intelektualistów tak właśnie, nieco po macoszemu, traktowało młodszego z braci Singerów. Sam Izaak przez wiele lat miał kompleks brata, który jako pierwszy rozpoczął literacką karierę. Na przekór ojcu Asaf zaczął jednak czytać opowiadania Izaaka Baszewisa, najpierw po hebrajsku, w swoim ojczystym języku, a potem po angielsku. Zauważył, że każda książka przetłumaczona jest przez kogoś innego. Doliczył się czterdziestu ośmiu nazwisk. Wszystkie należały do kobiet. Pomyślał, że może kryć się za tym jakaś historia. W 2014 roku, razem z Shaulem Betserem, nakręcił film The Muses of Isaac Bashevis Singer. Tytułowe muzy to właśnie tłumaczki.

„Początkowo myślałem o nim jako o zabawnym dziadku, ale im lepiej go poznawałem, tym wyraźniej zaczął wyłaniać się jego inny, bardziej skomplikowany portret. Był to Singer, który tłumacząc, dopuszczał się zdrady na języku jidysz” ‒ mówi Galay. Jego film jest właśnie o zdradzie ‒ zarówno fizycznej, jak i intelektualnej. Jest też jednak o zachowaniu, które dzisiaj (miejmy nadzieję) skazałoby go na publiczną infamię i hasztag #metoo. Wtedy jednak uchodziło za kokieterię i nieodłączny element obcowania z geniuszem. Ot, taki nieco sprośny flircik, który do niczego złego nie prowadził, ale uświadamiał kobiecie, że nieistotna jest jej praca czy kariera naukowa, bo tak naprawdę jest przede wszystkim obiektem seksualnym. I może się co najwyżej zaczerwienić.

 

Mnóstwo dziewczyn, które to robiły

Tłumaczki trafiały do Singera dość przypadkowo. Decydowały raczej względy towarzyskie niż rzeczywiste kompetencje, zresztą część z nich w momencie podjęcia pracy nie miała jeszcze nawet ukończonych studiów.

happy-teachers-appreciation-week
Przekaż darowiznę na cele statutowe Fundacji Żydowskiej „Chidusz": 
42 1140 2004 0000 3602 7568 2819 (mBank)

Gdy Dvora Telushkin po jednym ze spotkań autorskich z Singerem zaoferowała, że odwiezie go do domu, on, znany ze swojego skąpstwa (żywił się w taniej kafeterii, nigdy nie płacił za posiłki swoich znajomych), zapewne ucieszył się, że nie musi zamawiać taksówki. Oprócz tego przecież pragnął towarzystwa młodych kobiet, inteligentnych rozmów, delikatnego flirtu, a zachwyt czytelniczek zawsze mu schlebiał. Po niezobowiązującej pogawędce po prostu zaproponował Dvorze, żeby przetłumaczyła z nim któreś z jego opowiadań.

Swoich tłumaczeń nie zlecał, tłumaczyło się razem z nim. Była to często ciągnąca się godzinami praca. Nie tolerował przerw, skupienie musiało być pełne. „Będziemy to szlifować tak długo, aż będzie się błyszczeć”, mawiał. Spotykał się z tłumaczkami u siebie lub u nich w domu. On miał przed sobą manuskrypt w jidysz i swoją dość niezgrabną angielszczyzną dyktował tekst tłumaczce. Przekazywał główną myśl i razem szukali słów, które po angielsku najlepiej oddadzą sens oryginału. Kiedy ustalili, która wersja zdania jest najlepsza, tłumaczka zapisywała ją na maszynie.

Eve Fridman twierdzi, że Singer dał jej tę pracę, bo była niższa od niego, „a zatem odpowiedniego wzrostu”. Spotykali się regularnie co sobotę w jej mieszkaniu. Imponowała mu. Komplementował ją, twierdził, że są tak dobrze dobrani pod względem intelektualnym, że stworzyliby świetną parę także w łóżku. Powiedziała mu „zapomnij”. Przed kamerą, już jako starsza pani, tłumaczy: „Byłam ładna i młoda, dlaczego miałabym sypiać ze starym facetem? Ale było mnóstwo dziewczyn, które to robiły”. Biografka Singera, Janet Hadda, też twierdzi, że słyszała mnóstwo historii o jego romansach z tłumaczkami.

 

Literackie porno

„Śmiałam się we właściwych miejscach i to było tyle”, mówi Evelyn Torton Beck, kiedy wspomina pierwsze spotkanie z Singerem, podczas którego przeczytał jej swoje opowiadanie Przyjaciel Kafki. Została zatrudniona jako jego tłumaczka, równocześnie pracując nad swoim doktoratem (o Kafce właśnie). Nie przystawiał się do niej. Evelyn sądzi, że to dlatego, że miała już wtedy męża i dzieci, których zresztą przedstawiła Singerowi ‒ flirt byłby nie na miejscu. W dniu, w którym zaproponował jej przetłumaczenie jednego ze swoich opowiadań, czuła się, jakby poprosił ją o rękę. Traktowała to jak olbrzymie wyróżnienie.

„Wiele z tych kobiet narzekało, że płacił bardzo mało, a czasami zdarzało się, że wręcz zapominał zapłacić”, mówi reżyser filmu. „Niektóre jednak mają wspaniałe wspomnienia i uważają, że spotkanie z Singerem odmieniło całe ich życie. Ostatnia z jego tłumaczek miała początkowo zostać prawniczką, a teraz pisze i wykłada creative writing na Uniwersytecie w Miami”. Asaf Galay ma na myśli Dubę Leibell, która w jego filmie określiła Singera mianem „bardzo napalonego starszego pana”. Z uwagi na to, że występuje przed kamerą, stwierdziła, że bardziej dosadne sformułowanie mogłoby być nie na miejscu. Zaczęła pracować dla Singera, kiedy ten, razem z żoną Almą, zamieszkał w Miami. To było już pod koniec jego życia. Na samym początku powiedział jej, że wyobraża sobie, jak rozkłada przed nim nogi. Nie zrobiła nic, po prostu udawała, że nie słyszała tej uwagi wypowiedzianej z silnym jidyszowym akcentem, który sama świetnie imituje. Singera kręciły pornograficzne historyjki, więc w końcu zaczęła mu je opowiadać. Z reguły sam był ich bohaterem i co chwilę strofował Dubę, że źle buduje akcję, że wcale nie są ciekawe. Nie wydarzyło się nic więcej, Singer był już w bardzo podeszłym wieku, nie miał nawet siły wyjść z domu. Duba uważa, że nauczył ją, jak być pisarką. Mówiąc o jego wulgarnych uwagach, śmieje się.

 

Inny rozdział żona

„Mam do czynienia z wieloma pisarzami i żaden z nich nie jest tak utalentowany jak Isaak, a wszyscy są równie nieznośni”. Ta opinia redaktorki New Yorkera” miała przekonać Almę Haimann, żonę Singera, do tego, że jednak warto trwać przy mężu i znosić jego chimeryczne nastroje, po cichu usuwając się na drugi plan, kiedy on pracuje. Od początku kochała go bezgranicznie i była skora do poświęceń. Na największe z nich musiała zdecydować się już na samym początku.

Spotkała Singera w jednym z kurortów w górach Catskills, gdzie obydwoje spędzali wakacje. Zaczął się właśnie jego trzeci rok w Stanach po emigracji z Polski, do wybuchu drugiej wojny światowej pozostały dwa lata. Ona wypoczywała z mężem i dwójką dzieci, siedmioletnią Ingą i pięcioletnim Klausem. Przez kilkanaście kolejnych miesięcy kochankowie spotykali się mniej lub bardziej po kryjomu, aż w końcu Alma dostała rozwód i w lutym 1940 roku została żoną Singera.

Jej dzieci zostały z ojcem. Czy dla Almy to był dramat? W filmie Galaya wypowiada się jej siostrzenica, która twierdzi, że Alma nigdy nie rozważała zabrania dzieci ze sobą, nie chciała mieć z nimi kontaktu. Być może miała dosyć nieudanego małżeństwa i wszystkiego, co ze sobą niosło, a może wiedziała, że Izaak nie zniósłby typowego rodzinnego życia? „Nie nęciła go perspektywa posiadania «flejtuchowatej żony i kupy bachorów»” ‒ pisze w biografii noblisty Agata Tuszyńska. W każdym razie Alma dość ochoczo w swoich listach deklarowała, że odda Izaakowi wszystko, „duszę i ciało”, a perspektywa pozostawienia rodziny wcale jej nie przerażała. Zdawała się mówić z pozycji całkowicie mu podległej. „Nie mam wielkiej urody ani wielkiego intelektu. Być może jedynie moja miłość do ciebie jest tym, co czyni mnie wyjątkową w tłumie innych kobiet”, pisała i jednocześnie pytała, czy Izaak gotowy jest porzucić dla niej swoje liczne romanse.

Nie porzucił, a Alma wkrótce stała się jedną z tych żon, które przymykają oko. Ponoć po prostu wychodziła z domu, kiedy do Singera przychodziła przyjaciółka. Nie zostawiła go jednak aż do śmierci. Dorota Bromberg, szwedzka wydawczyni Singera, twierdzi, że Alma była zupełnie innym rozdziałem jego życia i nie ma wątpliwości, że „na swój sposób” ją kochał. Opiekunka Singera, z którą w Miami rozmawiała Tuszyńska, twierdzi, że po śmierci męża Alma nie płakała. Zresztą w ogóle była chłodna. Kiedy otrzymała wiadomość o śmierci swojej córki, po odłożeniu słuchawki telefonu przebrała się w kostium kąpielowy i poszła na basen.

Alma przetłumaczyła jedno opowiadanie męża. Przede wszystkim jednak była przy nim po to, żeby w odpowiednich momentach przynieść szklankę wody, zapalić lampkę do pisania, tak, jak widać to na archiwalnych nagraniach wykorzystanych w Muzach.

 

Zdrada kobiety

W jednym z telewizyjnych wywiadów Singer mówi, że w przyszłości nawet religijni ludzie będą inaczej postrzegali instytucję małżeństwa. Sam miał dużą zdolność unikania zobowiązań.

Kiedy w 1935 roku wyjeżdżał z Polski, dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że już nigdy nie wróci. Swoją partnerkę (nigdy nie wzięli ślubu) i ich sześcioletniego syna zostawił w Warszawie. Obiecał, że sprowadzi ich do Ameryki. Nie traktował jednak tej obietnicy poważnie, a ona, Runia, niezachwianie w nią wierzyła. Wyjechała z synem do Moskwy, potem do Palestyny. Cały czas czekała.

Izaak czasem pisał listy. Tuszyńska wspomina słowa ich wspólnej znajomej, która zasugerowała, że skoro wreszcie zaczął zarabiać pieniądze za swoje opowiadania dla nowojorskiego „Forwertsu”, mógłby wybrać się w podróż do Izraela i zobaczyć syna. „Nie mogę, przecież musiałbym mu kupić prezent”, miał powiedzieć. W końcu spotkali się w 1955 roku, dwadzieścia lat po tym, kiedy widzieli się po raz ostatni.

Młody Singer od zawsze miał opinię kobieciarza, na pewno nie monogamisty. Sypiał między innymi ze swoją kuzynką Esterą. Tuszyńska w biografii pisarza twierdzi, że tak jak jego literaccy bohaterowie byli ścigani przez zazdrosne i odrzucone kobiety, tak samo kochanki nie dawały spokoju Singerowi. Sam pisarz mówił, że nie wie, co jest fikcją, a co jego własnym życiem, wszystko mu się miesza.

Niektórzy uważali, że w opiniach o jego miłosnych podbojach sporo jest celowo przez niego podsycanej przesady, ale wielu było zwyczajnie zniesmaczonych ‒ czy to tym, co Singer rzeczywiście robił, czy tym, o czym opowiadał i pisał. Mordechaj Canin, pisarz i wieloletni przewodniczący Stowarzyszenia Pisarzy i Dziennikarzy Piszących w Jidysz w Izraelu, o Singerze powiedział: „Przede wszystkim on jest chory na seks”. Nie lubił go, twierdził, że pisze tanie opowiastki pod publikę, którą przyciąga między innymi tak niewyrafinowanymi środkami jak erotyzm.

 

Wszystko, czego potrzebował

Ale erotyczne podboje Singera, a przynajmniej spora ich część, nie były wymysłem. Jedną z jego długoletnich kochanek w Ameryce była Doba Gerber, sekretarka i korektorka. Singera poznała w podobny sposób, co inne tłumaczki ‒ zafascynowana jego pisarstwem poprosiła o spotkanie, na które chętnie się zgodził. Kiedy w wywiadzie z nią, przeprowadzonym w 1996 roku dla fundacji Spielberga (USC Shoah Foundation), prowadząca rozmowę pyta, czy ktokolwiek wiedział o ich romansie, Doba uśmiecha się szeroko. Cały czas żyje wspomnieniem tamtych czasów, sprawia wrażenie, jakby Singer był wielką miłością jej życia, którą zostawiła, wyjeżdżając do Izraela. Nigdy jej tego nie wybaczył. „Połowa Ameryki wiedziała o tym, że kogoś ma” ‒ mówi Doba jakby z dumą. Wiedziała też Alma, bo Izaak spędzał z kochanką dużo czasu ‒ dwa, może trzy dni w tygodniu, często także soboty i święta. Według biografki Singera, Janet Haddy, Doba była pierwowzorem postaci Maszy z Wrogów. „Z jej pełnych ust zwisał papieros. Z jej twarzy biła siła tych, którzy przeżyli niebezpieczeństwo” ‒ to opis Maszy z opowiadania, w którym główna bohaterka posiada magiczne siły pozwalające jej zatrzymać miesiączkowanie. Prawdziwa Doba, mocno już podstarzała, w trakcie wywiadu bez skrępowania wyciąga papierosa i zapalniczkę. Bierze go do ust, jakby wykonywała najnaturalniejszą czynność na świecie. Zza kamery słychać uprzejme, ale nie znoszące sprzeciwu pytanie: czy może pani poczekać, aż skończy się taśma? Doba zwierza się, że wciąż tęskni za Izaakiem. Na starych zdjęciach stoi obok niego, też z papierosem w dłoni.

Doba/Masza miała być uosobieniem dzikiej, wyzwolonej, bezpruderyjnej kochanki, ale nie mogła dać Singerowi wszystkiego, czego potrzebował. Nie mógł znaleźć takiej, która odpowiadałaby wszystkim jego pragnieniom naraz, więc rozdzielał je między kilka różnych kobiet. W ten sposób miał wszystko to, czego chciał. O żonie mówił: „Alba jest wspaniałą kobietą, ale za bardzo praktyczną. Każdego ranka po przebudzeniu informuje mnie, o ile wzrosła cena białego sera w porównaniu z poprzednimi latami”. Po seks chodził więc do innej, a po fascynującą intelektualnie rozmowę do kolejnej.

 

Zdrada języka

„Uwierzcie mi, wcale nie potrzebował pomocy. Doskonale radził sobie z tłumaczeniem sam”, mówi (przytoczona w biografii Isaac B. Singer: A Life) Dorothea Strauss, tłumaczka, która zaczęła współpracować z Singerem w latach sześćdziesiątych. „Miał to, co w muzyce nazywamy słuchem absolutnym. (…) Jedyną rzeczą, którą czasami robiłam, było umieszczenie czasownika we właściwym miejscu”. To Dorothea powiedziała kiedyś w wywiadzie, że nie zna jidysz. Singer wściekł się i zagroził, że jej nazwisko już nigdy nie pojawi się w druku. Ale Dorothea nie powiedziała nic, co nie byłoby prawdą. Singer miał swoją wizję tłumaczenia, angielski znał na tyle dobrze, że nie szukał tłumacza-słownika. Potrzebował kogoś z dobrym wyczuciem stylu i słuchem językowym, kto nakierowałby go na właściwe w danym momencie słowo, podpowiedział odpowiedni szyk zdania. Zresztą Dorothea ze swoją nieznajomością jidysz nie była wyjątkiem. Większość kobiet, które przekładały prace Singera na angielski, nie znała jidysz lub miała jedynie jego bierną znajomość. Może gdyby znały język, wcale by ich nie zatrudnił? W końcu mówił, że nowojorskie kobiety, które znają jidysz, są „zbyt stare i nie w moim guście. Seks i jidysz nie zawsze idą w parze”. A jak wiemy, o seksie Singer marzył, nawet jeśli miał on się dziać tylko w jego wyobraźni.

Jidyszyści byli na niego wściekli, że dopuszcza się zdrady na języku. Słowa, które miały złożone, niosące ze sobą istotny przekaz kulturowy znaczenie, zamieniał na proste angielskie odpowiedniki. Pozbawiał swoje opowiadania specyficznego kolorytu, zalecał się do anglojęzycznego czytelnika, ułatwiał mu zadanie. „Jego pragnienie, żeby zaskarbić sobie nieżydowskich czytelników, sprawiło, że w tłumaczeniach pojawiają się znaczne przeinaczenia”, mówi Bilha Rubinstein, tłumaczka Singera na hebrajski. Singer zastrzegał, że wszystkie tłumaczenia na inne języki miały być wykonywane na podstawie wersji angielskiej. Kiedy jego tłumaczka na francuski zaoferowała, że nauczy się jidysz, stanowczo zaprotestował. Tekst angielski uważał za lepszą wersję i taka miała iść w świat. Bilha Rubinstein ma żal do Singera za odarcie literatury z ważnej warstwy kulturowej i dlatego przygotowuje teraz inne hebrajskie tłumaczenia, prosto z jidysz.

„Ludzie, którzy znają literaturę jidysz, tak jak mój ojciec, oskarżają Singera, że jidysz był dla niego tylko narzędziem, nie robił nic, żeby temu językowi pomóc”, mówi reżyser The Muses…. Sam uważa, że metoda pracy, jaką obrał Singer, jest najlepszą z możliwych i każdy pisarz powinien ją stosować. „Choć mam nadzieję, że teraz tłumacze, którzy przekładają z jidysz, będą znali jidysz”, dodaje, śmiejąc się.

Wydaje się bronić Singera, bagatelizując jego komentarze o współpracujących z nim kobietach: „Część uzna, że to, jak traktował swoje tłumaczki, było niedopuszczalne, ale część, tak jak ja, będzie traktować te relacje metaforycznie. Skupiam się na intymności, nie uważam, że seks wchodził w grę, Singer był już za stary”, mówi. Intymność, fantazję, pasję uważa za elementy niezbędne w tworzeniu dobrego przekładu. Sam proces porównuje do aktu miłosnego. „Teraz nie wkładamy miłości do tłumaczenia. Wrzucamy tekst do przeglądarki, która wypluwa nam gotową wersję w jakimkolwiek języku”. Singer na pewno robił to z miłością.

 

Tłumaczenia i dziewczynki

Po wyjeździe z Polski bał się, że nic nie osiągnie. Powiedział wtedy: „Chcę napisać jedną wartościową książkę, jeżeli ją napiszę, będę mógł spać spokojnie. A jeżeli będzie dobra, ktoś ją na pewno przeczyta. I przetłumaczy”. Wyjeżdżając do Ameryki, miał ze sobą tylko jedną powieść ‒ Szatana w Goraju. Nie był z niej zadowolony, choć jak na ironię wielu krytyków uznało ją potem za jedno z najznamienitszych dzieł Singera. Kiedy umierał w 1991 roku, miał w swoim dorobku dziesiątki powieści i opowiadań, był symbolem literatury jidysz. Gdyby nie tłumaczenia, prawdopodobnie nigdy by nim nie został.

Na starość mówił, że kiedyś marzył o haremie kobiet, teraz marzy jedynie o haremie tłumaczek. Jego fantazje erotyczne przerodziły się zatem w fantazje literackie.

W ostatnim wywiadzie odpowiedział tylko na jedno pytanie. W zasadzie był umierający, nie wiedział, co się wokół niego dzieje, a dziennikarka, która przyjechała z nim porozmawiać (aż z Zurychu), przyszła do domu Almy i Izaaka bez zapowiedzi. Zażenowana niezręcznością sytuacji, chciała wyjść. Singer w przebłysku świadomości ucieszył się jednak zainteresowaniem z jej strony i ta zdołała mu zadać jedno pytanie: jaka jest największa przyjemność w życiu? „Dziewczynka”, odpowiedział, i było to podobno jego ostatnie świadomie wypowiedziane słowo.