Rozmnażajcie się, bądźcie płodni, seksu unikajcie

„Opowiadała mi o zwykłych sprawach, o tym, jak była ignorowana w domu, jak pragnęła miłości. Różne rzeczy, głupio mi nawet o nich wspominać. Po seksie – te dwa razy w miesiącu, kiedy mogli to robić – chciała, żeby został z nią na chwilę w łóżku, a nie od razu uciekał. Jak ona to ujęła? «Czy on ma mnie za swoją toaletę? Dochodzi, odhacza z moją pomocą swoją małą micwę i wychodzi». Ale jej mąż się nie zgodził”.

Tę historię o małżeństwie swojej przyjaciółki opowiada jedna z bohaterek izraelskiego dokumentu Anat Zurii Soreret z 2009 roku. Kobieta opuściła Ger, jedną z chasydzkich społeczności, w której częstotliwość i forma stosunków seksualnych są restrykcyjnie regulowane serią takanot, rabinicznych dyrektyw.

 

Ger, Słonim i Toldot Aharon to trzy chasydzkie grupy, w których kładzie się wyjątkowy nacisk na ideał świętości osiągany poprzez praktykowanie daleko idącej wstrzemięźliwości seksualnej. Koncept ten nazywa się kedusza, a badaniem jego teologicznych podstaw i powodów, dla których został on przyjęty w poszczególnych chasydzkich społecznościach, zajmuje się prof. Benjamin Brown z Wydziału Myśli Żydowskiej Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie.

Katarzyna Andersz: Co wiemy na temat stosunku do seksu pierwszych chasydzkich cadyków?

Benjamin Brown: Początki ruchu chasydzkiego są często postrzegane bardzo romantycznie, przez co panuje na ich temat sporo błędnych wyobrażeń. Wielu autorów, którzy zaczęli pisać o chasydyzmie już w XIX wieku, idealizowało tamten okres, przedstawiając wizję ruchu żydowskiego, który był skierowany do biedaków i prostych ludzi i nawoływał przede wszystkim do życia zgodnego z halachą. Tak naprawdę jednak w chasydyzmie nigdy nie chodziło o przestrzeganie tylko koniecznego minimum. Chasid oznacza po hebrajsku osobę, która wymaga od siebie więcej, niż przewiduje norma, a więc jej podejście do zasad żydowskiego prawa jest dużo surowsze. Poza tym kiedy mówimy o tak zwanym „starym chasydyzmie” – z okresu przed pojawieniem się Baal Szem Towa – mamy na myśli praktykujące ascezę grupy, które żyły zgodnie z pryncypiami kabały. A kabała – trzeba to podkreślić – nie jest czymś, co obniża poprzeczkę, ale ją podwyższa. Również w sferze seksu zasady będą więc surowsze.

 

Jednocześnie wiemy, że w życiu chasydów obecna była pewnego rodzaju swoboda. Pili, palili i tańczyli, a wszystko po to, żeby osiągnąć stan ekstazy i znaleźć się bliżej boskości. Seks nie pełnił takiej funkcji?

Wszystkie przypadki, w których chasydyzm nieco obniżył poprzeczkę tego, w jaki sposób powinna być przestrzegana halacha – mowa tu o paleniu tytoniu, jedzeniu i tańcu – nie miały na celu złagodzenia przepisów ot tak, ale dostosowanie ich do poziomu, na którym byłoby możliwe mistyczne doświadczenie. W tym aspekcie skupienia się na głębokim przeżywaniu chasydyzm rzeczywiście – przynajmniej w pewnym stopniu – miał coś wspólnego z popularną romantyczną wizją. Według chasydyzmu elementy boskości można znaleźć w ludzkim ciele, obiektach materialnych, ale też w zwykłych czynnościach, na przykład w stosunku seksualnym.

 

W jaki sposób?

Są dwa podejścia do tej kwestii, wcale nie przeciwstawne. Niektórzy uważają świat materialny i naszą fizyczność za rzeczy pozytywne, tak po prostu. Inni sądzą, że potrzebne jest dodatkowe „uświęcenie” zwykłych codziennych czynności, czyli wykonywanie ich z odpowiednią dozą ascezy, obwarowanie różnego rodzaju restrykcjami. Nie chodzi o ich zaprzestanie – bo jak zaprzestać na przykład jedzenia – ale o wykonywanie ich z intencją uświęcenia. W praktyce oznacza to, że chasyda obowiązuje więcej restrykcji niż innego Żyda.

 

Jak spożywa się posiłki z intencją „uświęcenia”?

Zapytajmy najpierw, dlaczego chasydzi w ogóle przychodzą na tisz do rebego? Bo przy jego stole – inaczej niż w trakcie obiadu w domu – obcuje się ze świętością. Rebe nie tylko je, ale wykonuje też perudim, czyli akty oddzielenia czystego od nieczystego w danej potrawie. Koncentruje się na znalezieniu boskich iskier w pokarmie, czyli na czymś, nad czym my, zwykli ludzie, w ogóle się nie zastanawiamy. Rebe wszystkie swoje duchowe intencje wkłada w czynność jedzenia. Jego celem nie jest tylko zaspokojenie głodu, ale też lepsza służba Bogu. To wszystko – razem z najwyższymi standardami koszerności i przestrzeganiem kabalistycznych zasad dotyczących spożywania posiłków – sprawia, że czynność jedzenia zostaje uświęcona. Podobnie rzecz ma się z seksem.

 

Na czym w takim razie polega „uświęcony” seks?

Stosunek seksualny jest obwarowany większą ilością restrykcji, a wszystkie myśli chasyda mają być skierowane w stronę rzeczy świętych i duchowych, nie samego aktu.

 

Sam w sobie nie jest wystarczająco dobry?

Generalnie stosunek seksualny z żoną jest czymś pozytywnym, wypełnieniem micwy peru u-rewu, rozmnażajcie się i bądźcie płodni. Z drugiej strony, choć nie jest to jedyny trend wewnątrz chasydyzmu, potrzebna jest intencja świętości. Już we wczesnych latach istnienia ruchu w niektórych kręgach przyjęło się, że mężczyzna podczas stosunku powinien mieć na sobie cicit. Seks można było uprawiać tylko o określonych porach, w których objawia się to, co boskie, nie dając ponieść się żądzom. Zazwyczaj preferowany był stosunek w lejl szabat, piątkowy wieczór, chociaż dla chasydów z grupy słonimskiej akurat ta noc była zakazana.

 

Czy tylko cadykowie przestrzegali ścisłych zasad dotyczących stosunków seksualnych, czy dotyczyły one także zwykłych chasydów?

W większości społeczności tylko cadykowie i inni mężczyźni pragnący osiągnąć najwyższy standard służby Bogu przestrzegali najsurowszych zasad. Pewien minimalny poziom stosowania się do nich był jednak powszechny, a dodatkowo w niektórych grupach namawiano do pójścia o jeden krok dalej. Na przykład rebe dynastii kockiej zachęcał do daleko idącej wstrzemięźliwości, czyli uprawiania seksu tak rzadko, jak to możliwe, i opuszczania domu tak często, jak się da, byle nie być blisko swojej żony. Twierdzono, że jeśli ktoś chce się doskonalić w wielbieniu Boga, to musi przyjąć zasady wstrzemięźliwości. Bycie zbyt skupionym na kwestiach przyziemnych, takich jak rodzina czy pieniądze, było źle postrzegane. Chodziło o podjęcie walki ze swoją ludzką naturą i aspirowanie do bycia kimś na kształt anioła na ziemi, o uwolnienie się od kwestii materialnych i cielesnych.

 

Czy kobiety były zaznajamiane z koncepcją uświęcania seksu?

Kobiety są co prawda częścią społeczności chasydzkich, ale same nie muszą przestrzegać zasad, które formułowane są dla mężczyzn. Nie wchodzą w bezpośredni kontakt z rebem, ponieważ przemawia on wyłącznie do mężczyzn. W niektórych chasydzkich społecznościach zdarzało się – i zdarza się do dzisiaj – że rebe spotykał się z kobietami osobiście, ale zazwyczaj jedynie w celu przekazania im błogosławieństwa. To były jednak sytuacje wyjątkowe, nie chodziło w nich o instruowanie kobiet – chasydzka ścieżka życia wyznaczona jest wyłącznie dla płci męskiej. Obecnie w Chabadzie, najbardziej otwartej chasydzkiej grupie, kobiety uznawane są za równoprawne członkinie społeczności, ale to wyjątek – w przeszłości było zupełnie inaczej.

 

Ale przecież do tanga trzeba dwojga. Jeśli rebe wyjaśniał zasady wstrzemięźliwości wyłącznie swoim chasydom, skąd kobiety miały wiedzieć, czego się od nich oczekuje? 

Niestety nie znamy żadnych relacji historycznych na ten temat. To mężowie musieli im mówić, czego się od nich oczekuje, poza tym słyszały różne rzeczy od innych kobiet.

 

Jak w takim razie wygląda to współcześnie?

W społeczności Ger, która wywodzi się z dynastii kockiej, zasady dotyczące seksualności są jednymi z nielicznych, za którymi się podąża. Przyjął je i dostosował do współczesnych czasów rebe Israel Alter, znany także jako Beis Isroel. Nie tylko nauczał on swoich chasydów, żeby dążyli do oderwania się od kwestii przyziemnych, w tym seksu – wprowadził także takanot, które regulowały częstotliwość i formę zbliżeń. Jeśli więc dziewczyna wychowuje się w domu chasydów z Ger, oczekuje się od niej, że za tymi zasadami będzie podążać. To element życia w grupie.

 

Oczekuje, czyli nie do końca wyjaśnia?

W Ger z dziećmi i młodzieżą o zasadach keduszy się nie rozmawia. Dziewczyna nie usłyszy o nich do czasu, kiedy sama nie stanie się gotowa do zamążpójścia, w wieku około siedemnastu lat. W czasach rebego z Kocka mówiło się kobietom o tych sprawach jeszcze mniej niż dzisiaj. Rodziny były dużo bardziej patriarchalne, więc jeśli mąż oznajmiał, że wyrusza na dwór cadyka, to żona musiała po prostu zaakceptować, że nie będzie go w domu przez kilka tygodni czy miesięcy. Teraz młoda dziewczyna podczas spotkań przygotowujących ją do zamążpójścia dowie się nieco o tym, czego należy się spodziewać od życia w związku. Podobnie pouczony zostanie przyszły chatan, który dowie się, że od chasydzkiego męża oczekuje się abstynencji seksualnej w rozumieniu zmniejszenia ilości stosunków do absolutnego minimum.

 

Kim są chasydzcy madrichim, którzy przygotowują młodych ludzi do wejścia w życie małżeńskie?

Dla kobiet to po prostu zawód, który mogą one wykonywać po uprzednim przygotowaniu. Za to męscy madrichim to osoby wybrane przez rebego, które przekazują wiedzę pochodzącą bezpośrednio od niego. Nazywają się rejdeners, czyli dosłownie w jidysz „ci, którzy mówią”. Stwierdzenie, że to funkcja prestiżowa, jest może nieco na wyrost, ale na pewno rejdeners cieszą się wysokim statusem w swoich społecznościach, ponieważ często mają bezpośredni kontakt z rebem. To od niego otrzymują szczegółowe wytyczne dotyczące tego, czego mają uczyć.

 

Co sprawiło, że ideały keduszy – ścieżki świętości, której osiągnięcie jest możliwe poprzez wstrzemięźliwość seksualną – zostały tak szeroko przyjęte w niektórych społecznościach, mimo że wcześniej były kierowane raczej do wybranych, szczególnie pobożnych chasydów?

W XIX wieku, gdy chasydyzm oddalił się od mistycyzmu i nawet od cadyków nie oczekiwało się już, że będą mistykami, coś musiało zastąpić ten brakujący element. Pojawiły się inne duchowe wyzwania, tak aby chasydom, dla których wcześniej doświadczenie mistyczne było kluczowe, pomóc jakoś wypełnić pustkę. Niektórzy poświęcili się zgłębianiu kabały, Talmudu czy innym tradycyjnym studiom, a inni, jak chasydzi z Przysuchy, skupili się na rozwoju własnej duchowości i samoświadomości. Pewne grupy, na przykład na Węgrzech, odwróciły się w stronę religijnego ekstremizmu czy – jak nazwalibyśmy to dzisiaj – fundamentalizmu. Walczyli przeciwko heretykom, reformatorom judaizmu – ta walka zastępowała im mistyczny wymiar chasydyzmu, ponieważ wkładali w nią całą swoją energię. Inne grupy, na przykład chasydzi z Kocka, którzy wywodzili się de facto z dynastii przysuskiej, przyjęli postawę pogardy wobec świata doczesnego i cielesności, a zatem przede wszystkim seksu.

 

Jednak dopiero pod koniec XX wieku zasady keduszy ukonstytuowały się na dobre.  

Beis Isroel, rebe Ger, który wprowadził cały system regulacji, zmarł w 1977 roku, a więc całkiem niedawno. Był on przede wszystkim bardzo zafascynowany kockim rebem, który zmarł w 1859 roku, i miał ambicję zostać jego naśladowcą. Poza tym chciał, żeby jego dynastia odrodziła się w nowym, bardziej uwznioślonym duchu. Był zwolennikiem niemal wojskowego rygoru, dlatego nie poprzestał na inspirowaniu swoich chasydów, ale wprowadził w życie odpowiednie regulacje. W swoich listach i rozmowach z bliskimi przyznawał, że XX wiek i liberalizacja wielu aspektów życia sprzyjają rozwiązłości. Uważał, że w czasach, w których seks jest widoczny wszędzie na ulicach, trzeba być jeszcze bardziej ostrożnym. Twierdził, że obowiązkiem jest przestrzeganie halachy w takim wymiarze, w jakim robi to każdy normalny Żyd, ale w jednej kwestii był bardziej rygorystyczny – właśnie w stosunku do seksu.

 

Praktykowanie wstrzemięźliwości w Ger zaczęło się więc tak naprawdę od idei jednej osoby?

W zasadzie tak. Brat Beis Isroela, który został jego następcą, miał nieco łagodniejsze podejście do kwestii seksu, ale nie mógł zupełnie wycofać się z reguł, które stały się już niejako znakiem rozpoznawczym Ger. Drugi brat, który został przywódcą dynastii po nim, zaostrzył z kolei zasady wypracowane przez Beis Isroela. Było więc trochę zamieszania, ale trzon tych reguł okazał się nie do ruszenia.

 

Czy w nawoływaniu do wstrzemięźliwości seksualnej w małżeństwie nie ma sprzeczności z tym, co głosi prawo żydowskie? Przecież nawet podpisując ketubę, mąż zobowiązuje się do tego, że będzie zaspokajał swoją żonę. Jak to możliwe, że niektórych chasydów miałoby to nie dotyczyć?

Każdy mężczyzna biorący żydowski ślub – i chasydzi nie są tu wyjątkiem – podpisuje kontrakt małżeński. Jednak według niektórych poskim kobiecie przysługuje prawo do rezygnacji z zapisów dotyczących sfery seksualnej i materialnej. Oczywiście nie można jej do tego zmusić, jednak gdy robi to dobrowolnie, wszystko jest w porządku. U chasydów Ger postrzegane jest to jako rzecz naturalna – przez sam fakt zawarcia związku małżeńskiego kobieta zrzeka się swojego prawa do wymienionej w ketubie częstotliwości stosunków seksualnych.

 

Czyli kiedy dochodzi do podpisania ketuby, żona mówi, że pozwala mężowi nie wypełniać zobowiązań wobec niej?

Nie dosłownie – kobieta wiąże się z chasydem ze społeczności Ger i zrzeczenie się tego prawa traktowane jest jako naturalna konsekwencja tej decyzji. Taka ukryta, niepisana i niewyrażona dosłownie zgoda sprawia, że kwestia jest halachicznie dyskusyjna.

 

Czy w grupach, w których praktykowana jest daleko idąca wstrzemięźliwość seksualna, nie ma problemów z przyrostem naturalnym? 

Nie przeprowadzono nigdy żadnych badań statystycznych, ale nie wydaje mi się, żeby te rodziny były mniej liczne. Wystarczy rzut oka na chasydów Ger, a już na pewno Toldot Aharon, żeby zobaczyć, że nie ma tam żadnego kryzysu dzietności. Z reguły stosunek odbywa się częściej niż raz w miesiącu, w czasie dni płodnych kobiety. Poza tym madrichim podkreślają, że jeśli kobieta będzie miała problem z zajściem w ciążę, dozwolona jest większa ilość stosunków. Gdy już zajdzie w ciążę, można wrócić do zalecanego ideału wstrzemięźliwości.

 

Czy między społecznościami Ger, Toldot Aharon a Słonim są jakieś zasadnicze różnice w podejściu do kwestii wstrzemięźliwości? Na przykład w częstotliwości dozwolonych kontaktów seksualnych?

W wielu innych chasydzkich społecznościach przyjmuje się podobne standardy, ale nie buduje się wokół nich aż takiej ideologii. Stosunek seksualny trzy razy w ciągu miesiąca jest uznawany za normę prawie wszędzie. W przypadku Toldot Aharon wstrzemięźliwość jest wartością centralną w naukach rebego, ale przyjęte w tej grupie standardy nie są aż tak restrykcyjne – są w zasadzie podobne do obowiązujących w większości chasydzkich społeczności. Także tam seks uprawia się średnio trzy razy w miesiącu, a jeśli kobieta potrzebuje częstszych stosunków, pozwala się na zwiększenie tej liczby. Społeczności Ger i Słonim są bardziej restrykcyjne. W przypadku tej drugiej praktykowana jest metoda kockiego rebego – należy próbować osiągnąć najwyższe standardy, a ideałem jest stosunek tylko raz w miesiącu. Cały czas motywuje się chasydów do podnoszenia sobie poprzeczki. Z jednej strony to oczywiście dążenie w stronę ekstremum, z drugiej jednak nie ma żadnych jasno sprecyzowanych standardów. Dlatego dla kogoś, komu trudno jest podążać tą ścieżką, taka sytuacja wydaje się lepsza. W Słonim nie ma jednak aż tak dużej ingerencji w sferę prywatną jak na przykład w Ger, gdzie funkcjonują różne komitety sprawdzające praktykowanie poszczególnych zasad. Słonim nie jest aż tak silnie zinstytucjonalizowaną grupą. Jeśli więc nie trzymasz się ściśle tego, co jest pożądane, może nie jesteś najlepszym chasydem, ale wciąż jesteś w porządku. Nikt nie musi wiedzieć, co robisz za drzwiami sypialni, i nikt przesadnie w te sprawy się nie wtrąca. Rabini mówią co prawda o pewnych standardach, a ty możesz czuć się źle z tym, że nie udaje ci się ich do końca spełnić, ale nie wyklucza cię to ze społeczności słonimskiej. Inaczej jest w Ger, gdzie wszystko podlega obserwacji.

 

W swoich badaniach powołuje się pan na przykład chasyda, który odbywał podróż po Stanach Zjednoczonych. Jego rebe pozwolił mu na częstsze stosunki, argumentując, że Ameryka jest tak zepsuta i wystawia biednego człowieka na takie pokusy, że lepiej będzie, jeśli – w drodze wyjątku – będzie częściej zaspokajał swoje żądze z żoną. Czy zatem w Izraelu normy są bardziej wyśrubowane?

Spośród trzech wymienionych przeze mnie grup, w Ameryce znajdziemy głównie przedstawicieli Ger. Zasady rzeczywiście są tam nieco luźniejsze niż w Izraelu, wynika to jednak z faktu, że ciężko mieć bezpośrednią kontrolę nad grupą, która jest bardziej rozproszona. Sąd rabiniczny jest w Jerozolimie, a nie w Nowym Jorku, trudniej więc wymagać, aby w Stanach pewne założenia były nauczane i przestrzegane.

 

Interesuje pana głównie teoretyczny aspekt keduszy. Czy miał pan szansę dowiedzieć się, co o zasadach wstrzemięźliwości myślą sami chasydzi, którzy muszą ich przestrzegać?

Chasydzkie środowisko nie jest tak hermetyczne, jak mogłoby się wydawać. Mam sporo znajomych, głównie chasydów Ger. Poza tym pomocny jest internet – jestem członkiem kilku chasydzkich chatroomów.

 

To fora dla tych, którzy chcą odejść ze społeczności?

W większości nie. Chasydzi poruszają na nich wiele rozmaitych tematów. I jak to mężczyźni, z reguły nie dzielą się swoimi osobistymi doświadczeniami, a raczej wymieniają opiniami i komentarzami.

 

Chasydów w obecności kobiet obowiązuje keduszat ha-ejnajim, czyli nie wolno im nawet na nie spojrzeć. A jak wygląda kwestia nagości w męskim gronie? Chasydzi codziennie chodzą do mykwy. Wolno im patrzeć na innych mężczyzn?

W chasydzkich społecznościach wszyscy są z założenia „normalnej” orientacji, czyli heteroseksualnej. Nie ma więc obaw, że w mykwie dojdzie do jakichkolwiek aktów homoerotycznych. Nagość nie jest tam problemem. Miejscem, w którym rabini boją się szerzenia zachowań homoseksualnych, są natomiast jesziwy. Mimo że wstęp do nich mają wyłącznie mężczyźni, nie pozwala się, żeby dwoje studentów przebywało ze sobą sam na sam. Zawsze musi być ich co najmniej trzech. W sypialniach nie można rozbierać się w obecności innych studentów, trzeba to robić pod kołdrą. Zabronione jest, aby dwóch mężczyzn siedziało na jednym łóżku, nawet jeśli kolega chce po prostu chwilę porozmawiać. W Ger relatywnie niedawno pojawił się zakaz witania się uściskiem dłoni także wśród mężczyzn. Nie wiem jednak, na ile jest on na co dzień przestrzegany.

 

Z chasydzkimi kobietami też się pan przyjaźni i rozmawia?

Znam dwie kobiety ze społeczności słonimskiej. Jedną osobiście, drugą tylko przez internet.

 

Co sądzą o wstrzemięźliwości seksualnej, jakiej się od nich wymaga?

Jedna z kobiet, z którą rozmawiałem, była zaskoczona, że takie zasady w ogóle istnieją. To pokazuje, jak słabo kobiety są zaangażowane w życie chasydzkie. To ja opowiedziałem jej o teologicznej wartości keduszy, ode mnie dowiedziała się więcej niż od kogokolwiek z jej otoczenia. „Wiem mniej więcej, co robi mój mąż, ale dopiero ty uświadomiłeś mi, co w mojej społeczności jest najważniejsze”, przyznała. Żadne z założeń dotyczących keduszy nie wydawało się mieć dla niej i dla jej męża większego znaczenia, a już na pewno o tym nie rozmawiali. Twierdziła, że życie rodzinne układało im się dobrze. Druga kobieta, z którą rozmawiałem, miała więcej zastrzeżeń. Powiedziała, że zasady keduszy zniszczyły życie kilku rodzin z jej otoczenia. Obwiniała madrichim, którzy przygotowują pary do życia w małżeństwie. Jednocześnie uważała, że z odpowiednim przygotowaniem małżeństwo może dobrze funkcjonować, o ile kwestii wstrzemięźliwości nie traktuje się w sposób ekstremalny. A tak niestety często się zdarza, bo młodym mężczyznom przed ślubem cały czas wbija się do głowy, jak straszne jest pożądanie. Twierdziła, że z czasem małżeństwa wypracowują swoje strategie, a najtrudniejszy i najdziwniejszy jest pierwszy rok, potem wszystko da się ustalić. Mówiła o tym wszystkim dość otwarcie i brzmiało to o wiele mniej strasznie niż mogłoby się nam wydawać. Oczywiście była nieco krytyczna, ale nie żaliła się na swoje małżeństwo, uznawała je za udane. Nie sądzę, żeby kłamała.

 

A może to tylko dobra mina do złej gry?

Nava Wasserman, wywodząca się z nurtu nowoczesnej ortodoksji, na podstawie rozmów z wieloma kobietami z Ger napisała pracę socjologiczną, w której opisała ich doświadczenia. Jej zdaniem wstrzemięźliwość seksualna modelu Ger nie jest czymś, co powinno być przyjęte przez każdą dorosłą osobę, jednak z zewnątrz, bez znajomości specyfiki życia chasydzkiego, wszystko wydaje się o wiele straszniejsze, niż jest dla samych zainteresowanych. Z drugiej strony mamy wspomnienia Esti Weinstein, która opuściła Ger, zostawiając siedmioro dzieci pod opieką swojego męża. Przez lata próbowała odzyskać opiekę nad nimi, w końcu popełniła samobójstwo. Pisze o psychologicznych implikacjach tych – jej zdaniem – nienormalnych norm keduszy. W jej opowieści niszczą one i psychikę, i małżeństwo. To bardzo ważny i niespotykany głos, bo mimo wysypu wspomnień kobiet, które opuściły ultraortodoksyjne społeczności, jest to jedyna znana mi książka napisana przez kogoś z Ger. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że Esti Weinstein miała też inne problemy psychiczne i jej historia jest nieco bardziej skomplikowana.

 

Ile prawdy, a ile fantazji jest w powiedzeniu o seksie przez dziurę w prześcieradle?

Powiedziałbym, że w połowie to mit, a w połowie prawda. Faktem jest, że chasydzkie pary zachęcane są do tego, aby podczas stosunku jak największa powierzchnia ciała była zasłonięta. To oznacza, że kobieta z reguły ma na sobie długą koszulę nocną, a mężczyzna jest ubrany do połowy i ma na sobie talit z cicit. Może być też tak, że kobieta jest przykryta prześcieradłem, które podnosi, aby umożliwić stosunek. Dziura w prześcieradle – o ile mi wiadomo – nie jest jednak wymogiem stawianym przez żadną z chasydzkich społeczności. Zakładam, że praktykowanie takiego sposobu na uświęcenie aktu seksualnego jest marginalne, bo technicznie problem nagości można rozwiązać o wiele prościej.


 

Zmarły w 2000 roku słonimski rebe Szolom Noach Berezowski jeszcze jako nauczyciel w jesziwie miał w zwyczaju kierować do swoich studentów listy dotyczące życia w małżeństwie. Dopóki nie udało ich się zdobyć prof. Brownowi, pozostawały znane tylko w wąskim gronie słonimskich chasydów. Poniższy fragment pochodzi z tak zwanego Listu na trzeci miesiąc małżeństwa z 1957 roku.

Pisanie o tych kwestiach jest niezgodne z moją naturą, ale troszczę się o Was i na sercu leży mi Wasz los… Wychowywałem Was, wspierałem i byłem dla Was przewodnikiem do dziś, pokazując, jak zachować higienę ciała i ducha w dniach Waszej młodości i kawalerstwa. Teraz, kiedy jesteście żonaci, po raz kolejny widzę, jak osamotnieni stoicie na rozszalałym polu bitwy, jeszcze bardziej zażartej niż poprzednia. Co w tamtej bitwie było zabronione, teraz jest dozwolone. Wielu już poległo, a kolejni pójdą za nimi. Tylko niektórzy [jehidej segula], wybrani przez Boga, aby ocaleli w każdym pokoleniu, wyjdą z niej bez szwanku i w chwale zwycięstwa. Dzięki tej cnocie, światłość padnie także na inne sfery ich życia. Modlę się, abyście Wy, moi najdrożsi, znaleźli się wśród nich.

 

Awraham Icchak Kohn, zmarły w 1996 roku rebe Toldot Aharon, zasady keduszy rozszerzał także na sfery niezwiązane ściśle z samym aktem seksualnym. Wszystko w myśl zasady, której sformułowanie przypisywane jest Bejs Aaronowi z dynastii karlińskiej. Według niego różnica między chasydem a zwykłą osobą jest taka, że kiedy chasyd mówi: „To, co jest zabronione, zabronione jest z całą pewnością, a tego, co jest dozwolone, i tak nie muszę robić”, zwykła osoba twierdzi: „To, co jest dozwolone, z całą pewnością jest dozwolone, a co się tyczy rzeczy zabronionych, i tak spróbuję znaleźć pozwolenie na ich zrobienie”.

Jedna z zasad chasydyzmu, a także naszej grupy, mówi o tym, że mąż i żona nie mogą razem iść ulicą. Inne chasydzkie grupy również ściśle jej przestrzegają. Jeśli zdarzy się, że kobieta i mężczyzna muszą iść razem, na przykład wracając z domu rodziców jednego z małżonków, mąż powinien kroczyć przodem, a żona za nim. Są jednak tacy, którzy nie tylko idą razem, ale niemal się dotykają. Jest to godnym kary okropieństwem. (…) Niektórzy małżonkowie dokładają starań, żeby nie przekazywać sobie przedmiotów z ręki do ręki, nawet gdy kobieta jest czysta, w szczególności zaś, kiedy są w obecności innych, którzy nie powinni wiedzieć, w jakiej fazie swojego miesięcznego cyklu się ona znajduje. Ktokolwiek może zachowywać się w ten sposób, powinien to robić, choć tak naprawdę zależy to od własnych odczuć. Jeśli mąż pozostaje obojętny na kontakt z żoną i nie stanowi dla niego różnicy podanie przedmiotu do ręki lub położenie go na stole, wedle halachy nie jest zobowiązany przestrzegać takich obostrzeń. Jeśli natomiast wrażliwy jest na taki kontakt i doświadcza podniecenia lub, uchowaj Boże, erekcji, powinien bezwzględnie go unikać, bo jak mówią Mędrcy: Ten, kto doprowadza się do stanu erekcji, nie zostanie wpuszczony w szeregi Najświętszego, niech będzie błogosławiony [TB Nida 13b]. Jest to poważny grzech. A jeśli jego żona nie zgadza się na podporządkowanie tym obostrzeniom, powinna jej zostać objaśniona waga wykroczenia.