Wakacyjny „Chidusz” o idiotach, Iranie, polskiej Jerozolimie i nowym Muzeum Żydowskim w Sztokholmie

Zobacz, o czym piszemy w wakacyjnym wydaniu „Chiduszu”. 

 

Nie moja sprawa, że ktoś jest idiotą

„Napisałam bardzo wiele opowiadań i wiele książek i powiem wam, że pisanie to bardzo, bardzo przyjemna praca, a czytanie jest najmilszym sposobem spędzania czasu, jaki znam” – takimi słowami zwracała się Irena Landau do czytelników „Świerszczyka”. Autorka od ponad pół wieku pisze dla dzieci i młodzieży. Własnych doświadczeń wojennych nigdy jednak nie opublikowała w formie wspomnień czy autobiografii, obawiając się przekłamań. „Co najmniej jedna piąta tego, co ludzie opowiadają, to jest nieprawda. Jest blisko prawdy, ale niezupełnie. Ludzie koloryzują. Dał taki komuś kawałek chleba, a pisze, że uratował mu życie. Poza tym źle pamiętają. (…) Ja wolę to więc opisywać w formie powieści, gdzie wiadomo, że nie jest to stuprocentowa prawda”. 

W wakacyjnym „Chiduszu” znajdą więc Państwo tekst zupełnie wyjątkowy. Irena Landau opowiedziała o swoim pamiętaniu Zagłady zabawnie i bez patosu. Przekazała też kilka wierszy, których dotąd nigdy nie publikowała. Na okładce stół w jej mieszkaniu, a na brzegu okulary. Jednak Irena Landau nigdy by ich tam nie położyła. Poniżej fragment tekstu: 

Jeśli chodzi o wojnę, to rzeczywiście jestem oryginałem, bo ludzie w moim wieku zazwyczaj leżą już na Okopowej. Mam 87 lat i jak dotychczas mniej więcej wiem, jak się nazywam. Mąż umarł pół roku temu. Złamałam przy nim kręgosłup, ale na szczęście dało się wyleczyć, bo, jak pani widzi, chodzę. Jakoś mnie wyciągnęli. (…) Wojna, getto, ukrywanie się po tzw. aryjskiej stronie, w końcu obóz koncentracyjny. Moi rodzice przeżyli, ale byli zupełnie goli, więc musieli mnie oddać do domu dziecka. Mam więc, że tak powiem, dosyć szerokie spektrum. 

 

irena-landau-pisarka-lgbt-judaizm-religia-geje-biblia-iran-zycie-w-iranie-sytuacja-kobiet-w-iranie-judaizm-dzierzoniow-zydzi-historia

 

Iran. Zostać czy wyjechać?

S. i K. to dwie kobiety koło czterdziestki. S. rok temu wyemigrowała z Iranu i nie zamierza tam wracać. K. jest jej przyjaciółką i nie wyobraża sobie życia poza Teheranem. S. i K. palą skręty, nie mają chust na głowach, a ich sukienki odsłaniają nagie ramiona. K. nie boi się Trumpa, choć jej miasto zaatakowałby jako pierwsze. S. jest na niego wściekła, bo, jak mówi, zniszczył jej życie. Dla S. noszenie chust to problem, z kolei K. chodzi na irańskie plaże w bikini.

B. spotkał je w jednej z warszawskich kawiarni. Na początku myślał, że mówią po węgiersku, ale okazało się, że toczą bój po persku. Po krótkim small talku zaczęli we troje rozmawiać o życiu w Iranie.

Prezentujemy zapis tej burzliwej, anonimowej dyskusji, która tyle mówi o współczesnym Teheranie, co o każdym innym miejscu na świecie, w którym siłą narzuca się wartości. 

 

Dolnośląska Jerozolima przejściowa

Leżący u podnóża Gór Sowich Reichenbach po wojnie stał się Rychbachem. Rok później nadano mu jednak zupełnie inną nazwę – Dzierżoniów. Pochodzi ona od nazwiska księdza Jana Dzierżona, światowej sławy pszczelarza, który tak bardzo manifestował niechęć do ustaleń I soboru watykańskiego, że został ekskomunikowany. Księdza od pszczół z miastem – poza oczywiście nazwą – nic jednak nie łączy.

Ale Dzierżoniów po 1945 roku nazywano także Żydowem, Żydbachem, Żydkowem, Żydłówkiem, a nawet… polską Jerozolimą, ponieważ miasto stało się (na krótko, bo tylko na pięć lat) centrum powojennego osadnictwa żydowskiego.

Dziś po tym Rychbachu nie ma już śladu. Jego historię odtwarza Anna Grużlewska w albumie Polska Jerozolima, prezentując na kilkuset archiwalnych fotografiach kruchą powojenną ideę odbudowy życia żydowskiego w Polsce. W artykule o powojennym żydowskim Dzierżoniowie prezentujemy wybór najciekawszych fotografii prezentowanych w albumie. 

 

Nowe Muzeum Żydowskie w Sztokholmie

W wakacyjną podróż zapraszamy również do Muzeum Żydowskiego w Sztokholmie. 

Judiska Museet, otwarte w zeszłym miesiącu po trzech latach przerwy, zyskało nową siedzibę, mieszczącą się w historycznym centrum życia żydowskiego na sztokholmskim Starym Mieście. Budynek przy Själagårdsgatan od końca XVIII wieku służył jako miejsce modlitw pierwszemu pokoleniu Żydów, które zamieszkało w Szwecji bez konieczności przejścia na chrześcijaństwo. Później trafił z powrotem w ręce miasta i był między innymi komendą policji, domem aukcyjnym i siedzibą jednego z kościołów. W środku do dziś zachował się babiniec, a pod warstwami farby odkryto oryginalne malowidła powstałe w okresie funkcjonowania synagogi. Choć Muzeum Żydowskie w Sztokholmie działa od 1987 roku, w ostatnich latach nie było raczej miejscem wartym uwagi. Nowa wystawa w nowym miejscu przedstawia historię szwedzkich Żydów w sposób atrakcyjny, kreatywny i (z reguły) dobrze przemyślany. 

 

 

Pamiętniki Rudiego Herrnstadta. Część II 

W drugiej części pamiętników Rudi opisuje swoje wkraczanie w dorosłość w Niemczech po 1918 roku. Z zapisków dowiemy się wiele o społecznych, politycznych i materialnych konsekwencjach przegranej wojny. Mimo wielu problemów rodzinie Herrnstadtów udaje się zachować dość wysoki status. Rudi opowiada o beztroskich latach spędzonych na licznych podróżach, korzystaniu z uroków niezwykłego życia kulturalnego międzywojennego Berlina, Breslau i Monachium, jak również o ciekawym podejściu do studiowania prawa. Wraz z nadejściem roku 1933 ta idylliczna wizja gwałtownie się jednak zmienia – druga część pamiętników kończy się w chwili, gdy Hitler dochodzi do władzy.

 

W Edenii, mieście przyszłości. Część V

W piątej, przedostatniej części powieści Ben-Jakuba, robi się naprawdę gorąco. 

 

Siwiejąca głowa Zalmana Kindiszmana spoczywała na piersi Noemi. Całowała go bez przerwy, a on szlochał jak małe dziecko. Teraz, po wielu latach spokojnego, zdrowego i normalnego życia…

Płakał długo, całował jej ciało, serce, piersi, szyję… Całował i płakał.

– Dlaczego płaczesz? – zapytała go po dłuższym milczeniu.

– Szczęście jest zbyt silne, wino mnie oszołomiło, boję się, że zaraz wybije moja ostatnia godzina. Indiańska wiedźma powiedziała mi bowiem kiedyś: „Będziesz wę-drował po świecie długo i daleko, aż dojdziesz do kraju wiecznego światła. Tam ukaże ci się prawdziwe szczęście, które nazywasz «miłością». Pierwszego dnia zostaniesz nią oszołomiony, drugiego miłość cię upije, trzeciego będziesz płakać z radości, ogarnie cię bezgraniczne szczęście, dzień i noc nie wypuści cię z ramion. A «szczęście» to będzie miało blond loki i oczy czarne jak noc. A czwartego dnia cię pocałuje. To będzie pocałunek śmierci i oboje, nadzy, objęci, zgaśniecie w tym pocałunku miłości…”.

 

Bóg Amosa

Zgodnie z tradycją żydowscy chłopcy błogosławieni są przez rodziców słowami: „Obyś był jak Efraim i jak Menasze”. Tak według Tory nakazał nam praojciec Jakub. Problem w tym, że z tych słów niewiele wynika. O Efraimie i Menaszem nie wiemy praktycznie niczego. Dużo więcej pożytku byłoby z błogosławienia dzieci imionami wybitnych postaci z tradycji żydowskiej. Dlaczego nie Amos, Dewora, Rut, Sara, Jeremiasz czy Micheasz? Prorocy słynęli z mądrości – do Dewory, jednej z dawnych prorokiń, po poradę i sąd przychodziły całe pielgrzymki. Barak nie chciał bez jej wsparcia wyruszyć na bitwę. Z kolei Amos, Jeremiasz czy Micheasz to niepokorni aktywiści z czasów podzielonego Królestwa, próbujący wszelkimi siłami walczyć z niesprawiedliwością społeczną. 

W artykule próbujemy znaleźć odpowiedź na pytanie, jaki jest Bóg Amosa. 

 

Tora przez różowe okulary: O krnąbrnym synu raz jeszcze

Autorka komentarza do parszy Wa-etchanan analizuje wykluczający charakter Hagady na Pesach. Julie Pelc zauważa poważne rozbieżności między fragmentami z Tory, na których oparty jest sederowy rytuał, a ich rabinicznymi interpretacjami: „Agresywny ton, który wyczuwamy wobec pytań dzieci w Hagadzie na Pesach, nie jest w ogóle obecny we fragmencie z księgi Dwarim. Dzieci, które same nie doświadczyły wyjścia z Egiptu, muszą zapytać starszych o ich doświadczenie zniewolenia, a później wyzwolenia. (…) Porównując obie wersje – z księgi Dwarim i Hagady na Pesach – nietrudno zauważyć, jak uprzedzenia rabinów przekształciły proste pytanie zadawane przez dzieci w kategorię akceptacji. W procesie interpretacji fragmentu z Dwarim rabini wyznaczają (wydawać by się mogło samowolnie) granice akceptacji wewnątrz wspólnoty. Jednocześnie ograniczają znaczenie samych pytań i zachęcają do ich zadawania przyszłe pokolenia żydowskich dzieci”.

 

Tora przez różowe okulary: Nawiążcie je jako znak

W komentarzu do parszy Ekew Ari Lev Fornari mówi o potrzebie stworzenia nowego rytuału, wyzwolonego od toksycznej męskości, oraz o odzyskiwaniu przez osoby wykluczone żydowskiej kultury i religijności. Fornari realizuje tę wizję poprzez wypełnianie szczególnej micwy: „Noszenie mojego talit katan-chest bindera jest jednoczesnym przestrzeganiem religijnego prawa i odzyskiwaniem żydowskiej tradycji. Jest to próba stworzenia nowej wizji religijności, będąca kontynuacją myśli żydowskich feministek, które inspirują do zmiany (…). Bycie religijnym polega na zgłębianiu żydowskich tekstów oraz aktywnym przekształcaniu w tym procesie zarówno przeczytanych słów, jak i samego siebie. Chcę wypełniać przykazania przez pryzmat (i pomimo) prób jednoczesnego obalania norm płciowych i przekraczania ich granic”. 

 

Zapraszamy do lektury

„Chidusz” dostępny jest w Empikach, księgarniach żydowskich w Warszawie (POLIN i ŻIH) i Krakowie (Jarden i Austeria) oraz na publio.pl. Zapraszamy do prenumeraty. Przyjemnej lektury!

 

Pomóż!

Dalsze istnienie „Chiduszu” zależy także od Ciebie! Fundacja Żydowska „Chidusz”, wydawca magazynu, swoją działalność prowadzi tylko dzięki dotacjom i darowiznom osób prywatnych. Jeśli doceniasz poziom publikowanych w „Chiduszu” tekstów, prosimy o darowiznę, która umożliwi nam kontynuowanie działalności. Można ją przekazać przez PayPala bądź przelewem na nasze konto. Kliknij tutaj, aby przejść do informacji o numerach kont. Dziękujemy za pomoc!