Śnieżna halacha

Biały puch wywołuje sporo skojarzeń, ale co na jego temat ma do powiedzenia judaizm? Okazuje się, że sprawy śnieżek czy odśnieżania reguluje specjalna halacha. Przyjrzyjmy się temu.

Śnieg zaliczamy do jedzenia czy picia?

To z pozoru śmieszne pytanie sprawia nie lada wyzwanie rabinom, którzy chcą ustalić: czy spożywając śnieg jemy go czy pijemy? Od typu pokarmu i jego ilości zależy bowiem charakter błogosławieństwa odmawianego po posiłku.

Zazwyczaj substancje stałe są uważane za jedzenie, a płyny – za picie. Jednak zmrożony śnieg ma postać stałą, a ogrzany zmienia się w wodę – mamy zatem kłopot. W beiracie, czyli tekście z czasów talmudycznych, istnieje zapis, że śnieg to ani jedzenie, ani picie. Średniowieczny francuski komentator Raszi (1040–1106) twierdzi jednak, że śnieg to raczej napój, choć nie precyzuje dlaczego. Starszy o wiele pokoleń rabiniczny tekst Tosefty rozpatrywał problem śniegu w kontekście innych pokarmów granicznych (na przykład miodu), przypominając, że owa granica jest wytworem pewnej normy kulturowej, a oparty na myśleniu normatywnym świat rabiniczny uznaje za normalne picie śniegu, nie jego spożywanie.

To jednak zależy od kontekstu społecznego. Za przykład niech posłuży nam Quebec, gdzie koncertom, festiwalom i zabawom na świeżym powietrzu towarzyszy przekąska ze śniegu zmieszanego z syropem klonowym. Zwykle mówi się o niej w kontekście jedzenia, nie picia, a spożywa się ją łyżką, zamiast wypijać z kubka czy przez słomkę. Możemy zatem uznać, że wbrew tradycyjnemu rozumieniu rabinicznemu płyn stał się tu pokarmem. Co ciekawe, sam syrop klonowy, pomimo swojej płynnej formy, nie jest postrzegany jako napój.

Poglądy współczesnych rabinów w kwestii śniegu różnią się. Oprócz normy, o której mówi Tosefta, Rabin Mosze Stern (1914–1997) rozważał także problem przyswajania śniegu przez organizm. Według niego śnieg jest przyswajany jak płyny i jako taki jest napojem. Jego brat Becalel Stern (zm. 1989) przytakiwał Rasziemu i jego ocenie właściwości fizycznych śniegu jako płynu. Komentator zaznaczył jednak, że lody – znacznie więcej niż tylko zmrożona śmietana – to już raczej jedzenie. Z kolei żyjący obecnie w Ameryce rabin Hershel Schachter jest zdania, że napojem jest to, co przyjmujemy żeby ugasić pragnienie. A ponieważ zwykle to nie o śniegu myślimy, gdy chce nam się pić, według rabina Schachtera nie jest to napój.

Taka rozprawa o śniegu może wydać się lekko oderwana od codziennego życia (ostatecznie ilu z nas go je?). Są jednak produkty o podobnych do śniegu cechach. Rozważania o mroźnym puchu pomogły rabinom ustalić status lodów (jako jedzenia) i lizaków lodowych (dyskusja trwa). W praktyce różnice sprowadzają się do (1) wielkości porcji, od której rozpoczyna się odmawianie błogosławieństwa – by tego dokonać, trzeba zjeść więcej niż by się wypiło – oraz (2) pytania, czy „produkt” wymaga osobnego błogosławieństwa (gdy jest częścią posiłku obok chleba), czy nie. Gdy już odmówiło się błogosławieństwo chleba (hamoci), nie trzeba go odmawiać dla napoju.

Cieszcie się więc zimą, ale zawsze uważajcie, by nie jeść/nie pić śniegu, który jest brudny!

Odśnieżanie

Kolejne pytanie: czy trzeba odśnieżać zimą chodnik przy swojej posesji?

Mojżesz Majmonides (1138–1204) pisał, że usuwanie potencjalnie zagrażających życiu przeszkód ze swojego otoczenia jest micwą, czyli obowiązkiem, przykazaniem. Sefer ha-Chinuch w trzynastowiecznej Hiszpanii podaje, że obowiązek ten dotyczy nie tylko zagrożeń życia, ale również wszystkich mogących spowodować szkody obiektów. Talmud (TB Bawa Kama 30a) mówi, że pobożna osoba odznacza się wyjątkową dbałością o to, by nikt przez nią nie cierpiał.

W swoich rozważaniach na temat szkód finansowych Majmonides dodaje, że to właściciel posesji jest odpowiedzialny za zagrożenia niesione przez wodę, nawet jeśli nie są one spowodowane przez człowieka.

Wygląda na to, że odśnieżanie to nie tylko miły gest, ale także nasz religijny obowiązek!

Majmonides opowiada, że w Świątyni Jerozolimskiej podczas śnieżnych i mroźnych dni posypywano posadzkę solą także w szabat. Rabin Mosze Stern wskazał na użyteczność tego zwyczaju także dziś, mówiąc, że można solić śnieg i lód na chodnikach – chociaż zwykle nie topimy celowo śniegu w szabat.

Według Piskei Teszuwot w szabat możemy nawet odgarniać zaspy, o ile pozostajemy w obrębie eruwu (jedyny, o jakim wiem we Wrocławiu, to ten wyznaczony przez synagogalny dziedziniec). Poza jego granicami zawsze można poprosić o przysługę goja, a dzięki temu zapobiec czającemu się zagrożeniu. Albo spróbować odśnieżyć przed szabatem!

Śnieg w mykwie?

Wiadomo, że woda ma oczyszczającą moc. Postrzega się ją nie tylko jako warunek życia – woda to także metafora Tory. My, Żydzi, używamy wody, by się oczyścić, myjąc ręce przed jedzeniem i przed modlitwą. Myjemy dłonie i stopy kapłanów przewodzących naszym świętom, a najpełniej nasze oczyszczenie dokonuje się w mykwie, w rytualnej kąpieli.

Zgodnie z tradycją do mykwy udajemy się przed świętami, przed ślubem, przed przejściem na judaizm (kąpiel w mykwie to nieodłączny element konwersji). Bodaj najbardziej znanym rytuałem jest jednak comiesięczna kąpiel kobiety przed współżyciem z mężem.

Ale czym dokładnie jest mykwa? Zwykła wanna nie spełnia religijnej roli, mykwa bowiem musi być naturalnym zbiornikiem. Dopuszczamy przepływ wody w rurach, musi to być jednak deszcz lub woda z rzeki – ciecz, która nigdy nie znalazła się w pojemniku ani nie napotkała miejsca, w którym mogła się zatrzymać (choćby takich jak zakola rur). Zanim woda trafi do mykwy, musi płynąć nieprzerwanie. A czy można użyć śniegu do rytualnej kąpieli? Czy zamiast zanurzenia się w wodzie można wytarzać się w śniegu? A może śnieg można przetransportować tak, by służył jako naturalna baza wody w mykwie?

W Misznie jest zapis (Mikwaot 7:1) sugerujący, że to możliwe. Według Rabiego Aszera (1250–1327) miszna nie tylko dopuszcza użycie śniegu w mykwie, ale wskazuje na chidusz – ideę nowości (użytą także w tytule naszego magazynu), która dopuszcza przenoszenie białego puchu w wiadrze do łaźni. Jak pamiętamy, byłoby to niedopuszczalne w przypadku wody, śnieg jednak się do tego nadaje. Żyjący wcześniej, bo w latach 1125–1198 Raawad nie był jeszcze do tego przekonany. Twierdził on, że nawet jeśli używa się śniegu w mykwie, to większą objętość rytualnego zbiornika musi wypełniać woda. Według niego nie można za nią uznać roztopionego śniegu. W traktacie Szulchan Aruch znajdziemy zapis przyzwalający na wypełnienie zbiornika wyłącznie śniegiem, popierający tym samym stanowisko Rabiego Aszera.

Przedsięwzięcie to nastręcza jednak pewnych technicznych kłopotów. Skoro nie możemy przenosić wody przeznaczonej do mykwy, co robić jeśli część śniegu roztopi się po drodze? Istnieje kilka rozwiązań, a najlepszym zdaje się być transport śniegu w specjalnych drewnianych skrzyniach z wydrążonymi w dnie otworami, przez które wyleci niechciana w mykwie woda.

Dotarły do nas zapiski niejakiego Mordechaja (1250–1298) o trwającym w średniowieczu sporze dotyczącym zanurzenia się bezpośrednio w śniegu. Nago w zaspie byłoby nam na pewno zimno, jeśli jednak jakiś śmiałek by się na to poważył, czy można byłoby to uznać za równe oczyszczeniu w mykwie? Szulchan Aruch dopuszcza taką możliwość, a Rema z Krakowa (1520–1572), akceptując to rozwiązanie w wyjątkowych wypadkach, raczej je odradzał. Miszna Brerura (1838–1899) wskazał z kolei na możliwość obmycia rąk śniegiem przed jedzeniem lub po wyjściu z toalety, kiedy nie ma możliwości skorzystania z wody.

Aktualnie żyjący w Izraelu rabin Ari Enkin pisze, że do mykwy potrzeba prawie 6800 litrów wody! Jeśli więc mamy wielkie pole, na którym leży śnieg, teoretycznie można się w nim obmyć. Przyda się ono z pewnością do umycia naczyń w razie potrzeby.

Jazda na nartach

Chociaż słowo „narty” nie wywołuje automatycznie skojarzenia z Żydami, są wśród nas amatorzy tej zimowej rozrywki. Będziecie się mogli o tym przekonać już 16 lutego podczas naszej gminnej wyprawy na stok! Zapraszamy!

Co jednak na ten temat ma do powiedzenia judaizm? Można jeździć na nartach w szabat? Ogólnie przyjęta zasada mówi, że nie. Istnieją ku temu przesłanki, którym teraz się przyjrzymy.

W szabat zabronione jest przenoszenie przedmiotów poza eruwem. Chcąc zjechać ze stoku, musisz przenieść narty, czasem również kijki. Jeśli ktoś potrzebuje wsparcia do poruszania się – mowa tu o lasce lub kulach – to naturalnie jest to dozwolone, jazda na nartach natomiast nie należy do koniecznych potrzeb. Niektórzy powiedzą, że niepotrzebne im kijki, a nart się nie przenosi, lecz się je zakłada. Wtedy jednak trzeba byłoby już w nartach wyjść z domu, a nie nieść je w ręku.

Co więcej, w judaizmie wyznajemy zasadę zwaną uwdin d’chol, mówiącą o tym, że w szabat zabronione jest wykonywanie codziennych czynności. Choć to bardzo subiektywny przepis, żydowski świat nie uznaje jazdy na nartach za odpowiednie zajęcie na szabat – przyjąć zatem należy, że takim nie jest. Może żyjąc w innym społeczeństwie myślelibyśmy inaczej…

Jak dotąd uporaliśmy się z dwoma głównymi obliczami problemu: choć technicznie białe szaleństwo w szabat dałoby się zorganizować, z nartami nie idzie on raczej w parze. Jest jednak jeszcze coś, o czym należy wspomnieć. Żeby uprawiać ten sport, musisz kupić karnet i korzystać z wyciągu. Jeśli kupisz karnet przed szabatem i tak go umiejscowisz, by nie trzeba go było nosić (na przykład jako część szabatowego pasa albo odpowiednio zamocowaną część kurtki) – problem blednieje. Co do wyciągu lub orczyka – jeśli jadą bez względu na to, czy wsiadasz, czy nie, a skorzystanie z nich nie wymaga wykonania czynności zabronionej – melachy, to można uznać te urządzenia za rodzaj windy szabatowej.

Szulchan Aruch (OC 320:11) zwraca naszą uwagę na jeszcze inny aspekt szusowania po śniegu – risuk, czyli ściskanie, powodujące pojawienie się wody. Według traktatu stanowi to pewien problem, ale już Mesoras Mosze (67, 147) wskazuje, że ilość wytrąconej wody jest tak nikła, że nie należy się tym przejmować.

Kolejną sprawą jest dystans. W szabat, dzień odpoczynku, nie wolno nam wyprawiać się dalej niż na odległość 2000 amot, czyli około kilometra. Możemy naturalnie poruszać się w obszarze wyznaczonym przez taką średnicę, ale nie możemy oddalać się od miasta na większą niż kilometr odległość (czyli poruszamy się dowolnie tak daleko, jak budynki stoją blisko siebie – plus dodatkowy kilometr). Wielkie ośrodki narciarskie przegrywają zatem na wstępie.

Sprawa sprowadza się jednak znów do tego, że jazdy na nartach nie uważa się za szabatową czynność. Życie we wspólnocie religijnej to przede wszystkim bycie jej częścią, a nie robienie tego, co się komu podoba. Dlatego Żydzi ortodoksyjni nie zakładają nart w szabat – z powodu przesłanek wymienionych powyżej, ale przede wszystkim z racji przyjętego konsensusu.

Bitwy na śnieżki

A jak Żydzi traktują bitwy na śnieżki? Władze rabinackie są podzielone co do tego, czy powinno się do nich dopuszczać. Jeśli przez taką walkę rozumiemy zabawę bez przemocy, to znajduje ona swoich zwolenników, wśród których znalazł się także Mosze Stern. Twierdził on, że zwłaszcza dzieciom powinno się pozwalać na taką frajdę.

Tradycyjnie już, nie wszyscy zgadzają się z powyższym poglądem. Morawsko–niemiecki rabin Jair Chaim Bachacrach (1639–1702) bitwy na śnieżki uważał za li tylko walki. A na takie nie dawał przyzwolenia ani dzieciom, ani dorosłym; co więcej, nawoływał dorosłych do przerywania podobnych potyczek, jeśli tylko by takie zauważyli.

Dzisiaj raczej podchodzi się do tematu śnieżek z aprobatą, choć trzeba pamiętać, żeby śnieżka pozostała śnieżką, a nie bryłą lodu, i żeby zabawa nie przerodziła się w regularną bójkę.

Kłopot sprawia rzeczywiście walka na śnieżki w szabat. Poza eruwem nie wolno nam przenosić przedmiotów, a za takie liczy się w tym wypadku rzucanie mroźną kulką. Większość rabinów poucza także, że niedopuszczalne jest formowanie śnieżek w czas odpoczynku. Jeden z największych rabinów XX. wieku, Mosze Feinstein (Mesoras Mosze 68, 148) twierdził, że kleić śnieżki i rzucać nimi można do woli, jeśli tylko śnieg na ten cel przygotowano przed piątkowym wieczorem.

Słowem – bawcie się dobrze, nie róbcie sobie krzywdy i nie pozwólcie, by uciecha zmieniła się w bijatykę!


Poza własną pracą ze źródłami nieocenioną pomocą byli mi rabin Joshua Flug, rabin Dovid Sukenik i rabin Yehuda Spitz. Dziękuję im za czas i uwagę podczas poszukiwań.