Piękny kraj, nie dla Żydów

Gdy wykład Mietka Grochera w gimnazjum w Varberg na zachodnim wybrzeżu Szwecji został przerwany przez neonazistów z Nordyckiego Ruchu Oporu, ocalały z Zagłady 90-latek skomentował to krótko: „Nie bałem się”. Potem jednak przyznał, że od kiedy w 1945 roku zamieszkał w Szwecji, nie przypuszczał, że jeszcze przyjdzie mu czegoś takiego doświadczyć.

 

Co stało się zeszłej nocy w Szwecji?

19. lutego Szwecja była prawdopodobnie najczęściej wymienianym krajem wśród dziennikarzy i komentatorów politycznych w wielu krajach. Wszystko za sprawą wypowiedzi prezydenta Donalda Trumpa, który dzień wcześniej w swoim wystąpieniu nawiązywał do rzekomych incydentów, które miały miejsce „ostatniej nocy w Szwecji”. Chociaż nie powiedział tego otwarcie, wiadomo, że nawiązywał do aktów przemocy ze strony muzułmańskich emigrantów i niemocy szwedzkiego państwa wobec zalewającej go fali uchodźców (w 2016 roku Szwecja przyjęła ich ponad 160 tysięcy). Rzekomych aktów i rzekomej niemocy, bo swoją wypowiedź Trump opierał na informacjach popularyzowanych przez prawicowe i skrajnie prawicowe media, a w samej Szwecji forsowane przez Szwedzkich Demokratów (SD). Przedstawiciele tej nacjonalistycznej, konserwatywnej i populistycznej partii kilka dni później w artykule dla „Wall Street Journal” próbowali przekonać świat, że Szwecja ukrywa prawdziwą skalę problemów, a za przykład posłużyła im społeczność żydowska w Malmӧ, której przedstawicieli nazwali „wewnętrznymi uchodźcami w swoim własnym kraju”.

 

Mohammed nie przoduje

Malmӧ stało się symbolem nieudanej szwedzkiej integracji. Walki gangów na ulicach, dzielnice, do których nikt nie chce się zapuszczać, imigranci, którzy nie znają ani jednego słowa po szwedzku. Najpopularniejszym imieniem nadawanym dzieciom miał być Mohammed. A do tego antysemityzm w najbrutalniejszym wydaniu. Jednak zarówno władze miasta, jak i przedstawiciele tamtejszej gminy żydowskiej zgodnie przyznają, że obraz rzeczywistości przedstawiany przez SD jest wyolbrzymiony. Freddy Gellberg, przewodniczący tamtejszej gminy żydowskiej, w oświadczeniu dla szwedzkiej telewizji stwierdził, że autorzy artykułu mocno przesadzają, a to, że Żydzi wyprowadzają się z Malmӧ, nie wynika tylko z tego, że są narażeni na antysemickie ataki. Motywacje przeprowadzek do Izraela są różne, a migracje wewnątrz Szwecji to głównie zasługa wyższych zarobków, które osiągalne są głównie w stolicy. Nie bez znaczenia jest też fakt, że w Sztokholmie, jeśli ktoś chce się społecznie zaangażować w życie żydowskie, ma ku temu więcej możliwości. Odpowiedzialny między innymi za sprawy bezpieczeństwa radny Andreas Schӧnstrӧm zdawał się wtórować Gellbergowi. Podkreślał, że antysemityzm i ksenofobia są problemami globalnymi, a w Malmӧ występują w takim samym natężeniu, jak w innych częściach kraju. Poza tym, najpopularniejszym imieniem nie jest wcale Mohammed, lecz Adam.

 

Problem z liczbami

Najłatwiejszym sposobem zweryfikowania, na ile silnie antysemityzm w Szwecji utrudnia życie mieszkającym tam Żydom byłoby sprawdzenie, jak wielu z nich w ostatnich latach zdecydowało się opuścić Szwecję. To jednak jest niemożliwe, bo, jak tłumaczy Mathan Ravid ze Szwedzkiego Komitetu przeciwko Antysemityzmowi (SKMA), w Szwecji nie są prowadzone statystyki, które uwzględniałyby religię obywateli. Z tego samego powodu nie wiadomo też dokładnie, ilu Żydów w ogóle mieszka w Szwecji. Najczęściej mówi się o około dwudziestotysięcznej populacji żydowskiej w liczącym 9,5 miliona mieszkańców kraju. Te liczby, w konfrontacji z danymi Izraelskiego Urzędu Statystycznego, wskazywałyby raczej, że emigrację – przynajmniej do Izraela – wybiera znikoma liczba szwedzkich Żydów. Zgodnie z najświeższymi informacjami Urzędu, w 2015 roku na aliję zdecydowały się 54 osoby z krajów nordyckich. W tabeli Szwecja nie jest nawet wymieniona jako osobny kraj.

 

Żydzi bezpieczni w ukryciu

Freddy Gellberg, który uspokajał, że sytuacja w Malmӧ nie jest aż tak zła (albo przynajmniej równie zła, co w innych miastach), mniej więcej w tym samym czasie, w reportażu szwedzkiej telewizji przyznał też, że Żydzi w Szwecji jednak mają się czego bać. Winę przypisuje głównie dużej ilości imigrantów z krajów Bliskiego Wschodu, którzy czują powinność wyrażenia swojego poparcia dla Palestyny i swojej nienawiści do Izraela, w najbardziej brutalny sposób, czyli – najczęściej – pobicie lub zastraszenie Żyda. Zauważa prawidłowość, że przemoc wobec Żydów rośnie, kiedy zaognia się konflikt na linii Izrael-Palestyna. Ale zdaje się też – o ironio – winić wszystkich Żydów, którzy swoją przynależność religijną chcą w jakikolwiek sposób zaznaczyć. Kiedy byłem młodszy – komentuje – nie chcieliśmy pokazywać tego w sposób, jaki oni to robią, nie byliśmy tak silni i tak dumni z naszej tożsamości.

Jeśli więc Mirze, 16-letniej bohaterce reportażu SVT, nie przyszłoby do głowy pokazywać się w miejscu publicznym z Gwiazdą Dawida na szyi, wszystko byłoby w porządku. „Nie jest tak, że boimy się wychodzić na ulice” – przekonuje Gellberg. Mira, po tym jak musiała uciekać przed dwoma mężczyznami, którzy zaczęli ją gonić, zobaczywszy, że ma na sobie wisorek z Gwiazdą, chyba nie podziela tego zdania. Przede wszystkim jednak chciałaby nie zastanawiać się, czy założenie jakiegoś żydowskiego symbolu może mieć takie konsekwencje. Jak twierdzi, Malmӧ zasłużyło sobie wśród przedstawicieli społeczności żydowskiej na reputację miasta, które nie jest dla nich bezpiecznym miejscem.

 

Zależy, kogo pytasz

Odczucie zagrożenia jest subiektywne i trudno kłócić się z tymi, którzy w Szwecji nie czują się szczególnie narażeni na antysemityzm czy ataki na tle rasistowskim. Dziesięć lat temu, kiedy rabin sztokholmskiego Chabadu tłumaczył, że jedyne, czego muszą obawiać się Żydzi w Szwecji, to wrogość społeczności muzułmańskiej, „Haaretz” artykuł na ten temat wymownie zatytułował: „Antysemityzm w Szwecji? Zależy, kogo zapytasz”. Od tego czasu sytuacja niewiele się zmieniła, choć statystyki sygnalizują, że problemu nie wolno bagatelizować. Kiedy w 2013 Agencja Praw Podstawowych Unii Europejskiej (FRA) prowadziła rozległe badania dotyczące dyskryminacji i przestępczości wobec Żydów, w Szwecji 60% z nich stwierdziła, że uważa antysemityzm za bardzo duży lub duży problem. Taka opinia może nie mieć przełożenia na rzeczywistą skalę przestępczości, ale już fakt, że 60% szwedzkich Żydów zawsze lub często unika noszenia żydowskich symboli, świadczy o tym, że zagrożenie jest realne. 60% szwedzkich Żydów obawiających się założenia kipy lub wisiorka z Gwiazdą Dawida to odsetek największy ze wszystkich przebadanych przez FRA krajów, a była wśród nich na przykład ciesząca się o wiele gorszą sławą od Szwecji Francja. Jak zaznaczała jedna z anonimowo przebadanych szwedzkich Żydówek, zagrożenie antysemityzmem zależy przede wszystkim od tego, jak bardzo otwarcie chce się manifestować swoją żydowskość. „Jeśli ktoś nosi kipę, z całą pewnością zdarza się, że od czasu do czasu zostanie zbluzgany na ulicy. Ja nie noszę żydowskich symboli, nie wyglądam inaczej niż Szwedzi i nigdy nie doświadczyłam niczego poważnego”.

 

Czy są powody do niepokoju?

Mathan Ravid ze SKMA jest świadomy, że badania, które wskazują na wciąż rosnący antysemityzm, muszą być traktowane z powagą. Jednocześnie zaznacza jednak, że nie należy panikować, bo badano także postrzeganie zagrożenia antysemityzmem, a nie tylko jego rzeczywiste doświadczanie. Poza tym, jak w swoim raporcie zwraca uwagę SKMA, grupa Żydów wybranych do badania przez FRA, nie jest reprezentatywna, bo nie była losowo wybrana – zgłaszać mogli się przede wszystkim ci, którzy chcą mówić o swoich negatywnych doświadczeniach.

 

I znów – zależy, kogo zapytasz

Szwedzcy Żydzi najwyraźniej nie mówią jednym głosem, do mediów przebijają się jednak głównie głosy tych zaniepokojonych.

Z jednej strony w obszernym artykule, który dwa lata temu ukazał się w „Sydsvenska”, dzienniku publikowanym w Malmӧ, dwudziestokilkuletnia Shirley Tsubarah (wywiad z nią tutaj) wymieniała liczne przykłady przemocy wobec swojej rodziny. Z drugiej, starsze małżeństwo z Malmӧ, Shlomit i Martin Zender, podczas przygotowań do swojej wyprowadzki do Aszkelonu, twierdziło, że nigdy nie czuło się zagrożone ze względu na swoją religię. Wyjeżdżali, bo chcieli być bliżej dzieci, które przeprowadziły się do Izraela z powodów religijnych.

Wyraźnie widać jednak, że miejsce mają incydenty do niedawna w Szwecji niespotykane.

Media opisywały przypadki, kiedy ocaleli z Zagłady przestawali być zapraszani do szkół na wykłady w ramach lekcji historii, bo muzułmańscy uczniowie nie potrafili im okazać szacunku – zaczepiali, wychodzili z sal, w których odbywały się spotkania.

Duński aktor żydowskiego pochodzenia Kim Bodnia (śledczy Martin Rohde z popularnego serialu „The Bridge”, którego akcja rozgrywała się w Malmӧ) zrezygnował z wiodącej roli ze względu na to, że bał się antysemityzmu. Miał sugerować twórcom serialu poruszenie tego problemu w jednym z odcinków, ci jednak odmówili.

 

Ostrożnie z muzułmanami

Antysemityzm rzekomo podyktowany polityką Izraela jest na pewno jednym z najczęściej spotykanych jego przejawów w kraju, który jako pierwszy w Unii Europejskiej (w 2014 roku) uznał Palestynę za niepodległy kraj. Szwedzcy Żydzi wyjątkowo często mówią też o nienawiści, z jaką spotykają się ze strony muzułmanów, o tym, że boją się chodzić do dzielnic zamieszkałych przez imigrantów (choć – znów – nie znaczy to, że przemocy kiedykolwiek doświadczyli). Centrum Simona Wiesenthala już od 2010 roku ostrzega Żydów przez wizytami w Malmӧ. Mathan Ravid z SKMA boi się jednak, że w ostatnich latach panuje „niepokojąca tendencja do upraszczania sytuacji”. I choć czasami wynika ona po prostu z braku wiedzy, to często stoją za nią ukryte „złowrogie agendy”. Szczególnie ochoczo bowiem o muzułmańskim antysemityzmie wypowiadają się politycy prawicowych partii, takich jak Szwedzcy Demokraci. Dobrym przykładem jest członek rady do spraw edukacji w Malmӧ, autor książki „Dlaczego multikulturalizm jest opresyjny?”, Nima Gholam Ali Pour, zatrudniony przez wątpliwej renomy Gatestone Institute (amerykański think-thank często oskarżany o promowanie islamofobii). Pour oskarża na przykład szwedzką telewizję o promowanie artystów otwarcie antysemickich oraz pisze artykuły dla zagranicznych gazet, w których opisuje muzułmańską agresję na ulicach Malmӧ. Ludzie jak on, mówi Mathan Ravid, chcą „zawłaszczyć antysemityzm i używać go jako broni przeciwko mniejszości muzułmańskiej w Szwecji”. Ubolewa, że takie głosy anty-imigracyjnych populistów przedostają się do mediów, bo przykłady, którymi się posługują, są często zwyczajnymi kłamstwami. Zgadza się, że antysemickie poglądy są bardziej popularne wśród emigrantów z Bliskiego Wschodu, ale przestrzega przed wyciąganiem pochopnych wniosków, które sugerowałyby, że antysemityzm w Szwecji istnieje tylko z powodu napływu imigrantów.