Ulice są do chodzenia

Od września w atakach terrorystycznych – nazwanych przez prezydenta Autonomii Palestyńskiej Mahmuda Abbasa „pokojowym powstaniem” – z rąk Palestyńczyków zginęło 34 Izraelczyków a 411 zostało rannych (Gdy publikowaliśmy ten wywiad w papierowym wydaniu „chiduszu” pod koniec stycznia – liczba rannych wynosiła 302 osoby). O obecnej sytuacji w Izraelu opowiada Samuel Rosenberg, rabin Wrocławia w latach 2012 – 2013.

Michał Bojanowski: Europa myśli, że jesteście przyzwyczajeni do bomb, ataków, wojen, że to naturalny stan dla Izraela.

Samuel Rosenberg: Bo to prawda. A jednak ludzie boją się teraz chodzić po ulicach.

Co się zmieniło?

Dawniej ataki terrorystyczne zdarzały się raz na jakiś czas, czasami raz w roku, w ostatnich miesiącach zaś codziennie, nawet po kilka razy dziennie. Teraz sytuacja nieco się unormowała, słyszymy o morderstwach mniej więcej raz na tydzień. Mniej intensywnie, ale nadal bardzo przerażająco. Ostatnio zaatakowany przez nożownika został znany w Polsce rabin Boaz Pash, na szczęście przeżył i ma się dobrze.

Nie często jednak zdarzają się ataki w centrum Tel Awiwu.

Rzeczywiście. W Tel Awiwie sytuacja była o tyle dramatyczna, że po tym, jak palestyński terrorysta otworzył ogień w barze w centrum miasta, zabijając kilka osób, nie został schwytany. Wyobraź sobie, że nagle we Wrocławiu grasuje człowiek z ciężką bronią w ręku i nikt nie wie, gdzie następnym razem zaatakuje. Miasto wpadło w panikę. Wieczorami centrum było puste. Bano się, że znów otworzy ogień.

Byłeś wtedy w Tel Awiwie?

Nie, akurat byłem w Jerozolimie. Mogę sobie pozwolić na ten komfort – dzielę obowiązki pomiędzy tymi dwoma miastami i mam rodzinę w obu z nich. Gdy czytasz wiadomości o nożownikach z perspektywy Tel Awiwiu, jest ci bardzo przykro, ale jednak myślisz sobie, że tu się to nie wydarzy. Zawsze też napastnik jest od razu złapany. Gdy doszło do ataku w Tel Awiwie, sprawca pozostawał na wolności. W piątek wieczorem nikt nie wychodził z domu. Moja ciotka nie chciała pokonać pięciominutowej drogi i po kolacji szabatowej została u mojego kuzyna. Nie było żadnego oficjalnego komunikatu policji, mówiono tylko, by być bardzo ostrożnym.

Znaleźli go?

Przy próbie zatrzymania otworzył ogień. Na szczęście służby były szybsze. Zginął.

I wszystko wróciło do normy?

Musisz chodzić ulicami. Do pracy. Do sklepu. Fakt, jesteśmy przyzwyczajeni do terrorystów. Ale co mamy zrobić? Nie wyjdziesz wieczorem na piwo? Może raz, może dwa wieczory spędzisz w domu, ale później musisz iść do sklepu, do pracy, do znajomych. A ulice są niestety od tego, żeby po nich chodzić. Jeżeli byś przyjechał teraz do Izraela, to nie zauważysz różnicy. Dostrzeżesz ją, jeśli tutaj mieszkasz. Na ulicach jest po prostu mniej ludzi.

A w Jerozolimie? Tam było znacznie więcej ataków.

Z jednej strony po staremu, żyjemy jak dotychczas, ale część kawiarni w centrum zostało tymczasowo zamkniętych, zbyt mało osób do nich przychodziło. Są więc pewne zmiany, mniej ludzi wychodzi bez potrzeby. Ja też mniej wychodzę, choć to zależy od dnia. Dzisiaj umówiłem się wieczorem na kawę. Jeżeli jednak rano wydarzyłby się atak, to pewnie bym nie wyszedł. Czytam codziennie wiadomości i jeżeli się okazuje, że w miejscu, do którego się wybieram, był atak, nie idę tam. Ale nie jest też tak, że zanim wyjdę na poranną kawę, to patrzę, czy w okolicy nie było zamachów.

Jak by wyglądał twój dzień, gdyby dziś rano wydarzył się atak?

Szedłbym ulicą i patrzyłbym, czy nic dziwnego się nie dzieje. Jeśli ktoś szedłby za mną i dosyć podejrzanie by wyglądał, pozwoliłbym mu przejść. Nie miałbym słuchawek na uszach, żeby słyszeć, co się dzieje, nie patrzyłbym bez przerwy w telefon, żeby widzieć, czy ktoś nie wyciąga na mnie noża. I łudziłbym się, że panuję nad sytuacją. Przerabiałem to już parę razy od Rosz ha-Szany. Minęłyby dwa dni i słuchawki znalazłyby się z powrotem na uszach. Bo jak inaczej?

I nie spotkałbyś się wieczorem ze znajomymi.

Niedawno, dzień po ataku żegnałem się ze znajomymi w kawiarni i mówiliśmy sobie, że mamy nadzieję, że się jutro zobaczymy. Oczywiście, statystycznie patrząc, łatwiej jest być potrąconym przez samochód, niż zginąć z rąk palestyńskiego nożownika. Ale to są rzeczy, które nagle nie chcą ci wyjść z głowy. Myślisz o tym cały czas i się boisz. Może wydawać się to nieco nienormalne, ale równie nienormalne byłoby w ogóle się tym nie przejmować.

Jak reagują mieszkańcy Jerozolimy?

Różnie. Wiele osób nie chce dać się zastraszyć i zachowuje się tak, jak zawsze. I tego się boję. Boję się, że ta sytuacja stanie się normą, że nasze życie tutaj będzie już zawsze tak wyglądało, więc będziemy musieli być silni, coraz silniejsi. To byłoby bardzo niszczące dla społeczeństwa. Coś trzeba zmienić, żeby do tego nie dopuścić.

Żeby ulice znów były do chodzenia?

Gdy moi znajomi w Jerozolimie wrócili do pracy po Rosz ha-Szanie, zostali poproszeni, aby nie jeździli do pracy komunikacją miejską. Pracodawca postanowił płacić wszystkim za taksówki do pracy. Przez miesiąc korzystali z tego, ale w końcu już mieli dość i wrócili do autobusów. Choć wieczorami jeszcze przez jakiś czas pozostawali w domach. Wkrótce wszystko wróciło do normy. Ale nie dlatego, że sytuacja się zmieniła, że nagle jest bardziej bezpiecznie i można pozwolić sobie na komfort korzystania z miasta.

Uznali, że jest jak jest i trzeba z tym żyć?

Jeżeli się do tego przyzwyczaimy, to sytuacja nigdy się nie zmieni. Ciężko zrezygnować z przyzwyczajeń. Społeczeństwo izraelskie przyzwyczaiło się do wielu rzeczy i z nożownikami sobie też poradzi. Tylko chyba nie w tym rzecz, żeby sobie poradzić, żeby uznać to za normę. Wyobraź sobie, że codziennie we Wrocławiu bierzesz taksówkę do pracy, bo boisz się, że ktoś cię zabije po drodze. To nie jest normalne życie.

A co Izrael mógłby zrobić?

Nie wiem, co byłoby najwłaściwszym rozwiązaniem, ale ta sytuacja nie powinna dłużej trwać niezmieniona. Najgorzej jest nie robić nic, Izrael musi jakoś zareagować.

Dlaczego na ulicach giną ludzie?

Może nie będzie popularne to, co powiem, ale Żydzi są zabijani dlatego, że są Żydami. Część Palestyńczyków nienawidzi nas i dlatego atakuje. Nie wiem, czy gdyby powstało Państwo Palestyńskie, to coś się zmieni. Wielu Palestyńczyków chce spokojnie żyć, chce pokoju z Żydami. Ale wydaje mi się, że ci, którzy zabijają, nienawidzą nas i nienawidzą całego zachodniego świata, jego liberalnych poglądów. To nie jest więc kwestia tylko wolności i własnego państwa.

Dlaczego teraz jest mniej ataków?

Wojsko i policja zorganizowały wzmożone kontrole. Jest ich więcej na ulicach. Zatrzymują młodych Arabów, sprawdzają, czy nie mają nic podejrzanego ze sobą. Na jakiś czas to działa całkiem dobrze. Na dłużej to raczej absurdalne rozwiązanie.

konflikt-izraelsko-palestynski-strefa-gazy-zachodni-brzeg-jordanu-antysemityzm-wolna-palestyna-panstwo-palestynskie-izrael-armia-izraelska-nozownicy-hamas-abbas-new

Ile czasu potrzebujesz po ataku terrorystycznym, aby wrócić do normalnego życia?

To zależy od ataku.

Nożownik w Jerozolimie?

Po jednym z zamachów w Jerozolimie potrzebowałem wieczora, żeby jakoś się z tym uporać. Nie da się tak po prostu przejść do porządku dziennego nad czyjąś śmiercią, a przy tym trzeba jakoś wrócić do rzeczywistości. Kiedy atak zdarza się na Zachodnim Brzegu, ludziom w Jerozolimie jest przykro, czują żal, smutek, ale mimo wszystko jest łatwiej. Jak coś się wydarzy w mieście, to patrzymy, jak daleko od naszego miejsca zamieszkania, pracy i czy była szansa, że mogliśmy tam być.

Liczymy, oddzielamy, chcemy funkcjonować w tej nienormalnej sytuacji. Dla własnego zdrowia psychicznego tworzymy arbitralne, absurdalne często rozgraniczenia na to, co jest bezpieczne, a co nie. Nieważne, że mogą one nie mieć w ogóle sensu. Daje to siłę do próbowania się z tą rzeczywistością i to się liczy. Ludzie umierają na ulicach, my po tych ulicach musimy chodzić. Ciężko to wyjaśnić.