Dlaczego pani tę chustę nosi?

Iwona Abi Issa, nauczycielka historii, koordynatorka ds. edukacji Ligii Muzułmańskiej RP, żona wrocławskiego imama.

 

Katarzyna Andersz: Wychowała się Pani w katolickiej rodzinie.

Iwona Abi Issa: Niewiele jednak z religią miałam wspólnego poza kultywowaniem standardowych tradycji. Na studiach poznałam Alego i zadziwiło mnie jego podejście. To było niesamowite, jak religia może być częścią życia. Nie był wtedy jeszcze osobą religijnie wykształconą, ale miał ogromną wiedzę. Nikt wśród studentów nie mógł złamać jego przekonań. Studiując historię poznałam co prawda historię kalifatu, ale o islamie wiedziałam niewiele.

Czytaj wywiad z Alim Abi Issą

Choć wiele mi wyjaśniał, to najwięcej uczyłam się, przysłuchując się dyskusjom, w jakie się wdawał. Przekonało mnie podejście do Stwórcy, to, że istnieje jeden Bóg bez pośredników. Niczego więcej nie potrzebowałam. To mnie zachwyciło i było powodem, dla którego przyjęłam tę religię. Wierzę w jedynego Boga, nie chcę wierzyć w pośredników czy świętych. Ale przeszłam na islam długo po ślubie.

Dla rodziny męża to nie był problem, że nie żeni się z muzułmanką?

Tak się złożyło, że każdy z braci Alego ożenił się z kobietą z innej religii. W islamie mężczyzna może ożenić się z dziewczyną z Ludu Księgi. W krajach, gdzie większość jest muzułmańska, bywa różnie, bo i świadomość ludzi jest różna. Zresztą pewnie dobrze wiesz, ile problemów może spotkać we wschodniej Polsce prawosławnego, który chce wyjść za katoliczkę.

A gdyby muzułmanka chciała wyjść za innowiercę?

To nie jest dozwolone, bo według Koranu mąż musi zagwarantować muzułmance możliwość swobodnego życia religijnego. Może się zdarzyć, że mąż, jeśli nie jest muzułmaninem, nie zaakceptuje na przykład kwestii odrzucenia alkoholu, będzie ciągnął żonę na imprezy. Nie wiem, czy mężczyzna, który nie akceptuje islamu, uszanowałby wciąż zakrytą głowę. Chodzi o ochronę praw religijnych muzułmanki.

Ale być może mógłby to z miłości zrobić?

Takie jest prawo Koranu.

Jak wygląda konwersja?

Podstawową kwestią jest świadomość religii, do której się przystępuje, świadomość swojej wiary. Gdy przechodziłam na islam, nie czułam się już chrześcijanką, zresztą nigdy nią tak naprawdę nie byłam, a islam bardzo mnie pociągał. Zdałam sobie sprawę, że pustka, którą na pewnym etapie życia odczuwałam, to tęsknota za religią. Człowiek jest zbudowany z ciała, duszy i umysłu. To są trzy sfery, między którymi musi być zachowana równowaga. Ja tej równowagi nie miałam. Wszystko szło swoim rytmem, było trudniej lub łatwiej, studia i dobra materialne w zasięgu ręki, ale dopiero gdy poznałam islam, osiągnęłam tę równowagę. I było to zupełnie niezależne od mojego związku z Alim. Tego nie może ktoś nakazać, temu się nie można dla kogoś poddać. Wierzymy, że nie ma przymusu w kwestiach duchowych. Jeśli ktoś robi coś, czego nie akceptuje, to marnuje swoje życie.

A cały świat myśli, że jest zupełnie na odwrót.

To absurd. Nawet dzieci nie zmuszamy do niczego, raczej kładziemy duży nacisk na dawanie dobrego przykładu własnym zachowaniem. Każda osoba jest odpowiedzialna za siebie od momentu osiągnięcia dojrzałości fizycznej. Tak uczymy na zajęciach z religii. Dzieci wiedzą, że podejmują te praktyki dla Boga, nie po to, żeby ktoś zobaczył, że przychodzą do meczetu.

Aby przejść na islam, wystarczy wypowiedzieć szahadę – wyznanie wiary. To wszystko?

Przyjmowałam islam dwadzieścia parę lat temu, wtedy nie było nawet meczetów w Polsce. Można chodzić na lekcje, ale generalnie konwersji każdy może dokonać sam. Wystarczy intencja, bo robimy to dla Boga. Szahadę można wypowiedzieć przy ludziach, ale nie trzeba.

Gdybym jutro przyszła i chciała dołączyć do wspólnoty, przyjęlibyście mnie tak od razu?

Tak, są takie przypadki. Ktoś na przykład daleko mieszka i mówi, że od kilku lat jest muzułmaninem, tylko nie miał styczności z żadną wspólnotą.

Może mieć zupełnie mylne wyobrażenie o islamie.

Nie możemy odmówić komuś prawa do tego, żeby był, kim chce. Nie wnikamy też w jego intencje ani plany. Jeśli jest w naszej społeczności, to widzimy, co robi, jakie ma poglądy, rozmawiamy z nim. Zazwyczaj ktoś przychodzi i pyta, rozmawia z imamem – nie przyjmuje islamu od razu. Nie ma żadnego egzaminu. Przede wszystkim pada pytanie: „dlaczego?”. Jeśli odpowiada, że tak czuje, nie możemy mu zabronić. Nie można przyjąć islamu, będąc nieświadomym. Trzeba czytać, rozmawiać z ludźmi. Kopalnią wiedzy jest Internet, więc osoby, które chcą dokonać konwersji, są często świetnie poinformowane.

Internet to chyba większe zagrożenie niż pomoc.

Dlatego, jeśli ktoś dołącza do wspólnoty, pokazujemy, jak my żyjemy. Nie mamy formalnego systemu, ale są instytucje, które o nas dbają. Ponadto dużą rolę odgrywa imam, który jako przywódca duchowy przekazuje podczas kazań piątkowych stanowisko islamu w każdej kwestii, zawsze podkreślając to wypośrodkowane, wyrażane przez islam, oczywiście na podstawie odpowiednich opinii prawnych. Nie ma tutaj miejsca na jakiekolwiek ekstremizmy. Islam jest religią społeczną i jeśli ktoś ją przyjmuje, to prędzej czy później do nas trafia. Jeśli szuka Boga, to jest jasne, że nie może zrobić niczego złego. A jeśli jest ekstremistą, to trafi tam, gdzie nie trzeba, niezależnie od religii.

W chrześcijaństwie jest chrzest, w judaizmie zanurza się w mykwie.

Obmycie występuje chyba we wszystkich monoteistycznych religiach, również w islamie. Przed szahadą należy oczyścić się podczas rytualnej kąpieli.

Czym charakteryzuje się taka kąpiel?

Intencją. To jest normalna kąpiel, tyle, że najpierw należy obmyć prawą stronę ciała, a potem lewą. Później się wypowiada szahadę, raczej w małym gronie. Ja zrobiłam to przy mężu. Osoby, które do nas przychodzą, wiedzą, że muszą ten rytuał sobie przygotować wcześniej. Przychodzą już po nim i tutaj mogą przyjąć islam, przy świadkach. Później spoczywa już na nich obowiązek wypełniania wszystkich filarów islamu.

Co Pani poczuła, kiedy po raz pierwszy założyła hidżab?

Nie było to łatwe, bo kulturowo zupełnie mi obce. Nawet nie wiedziałam na początku, że to wynika z religii. Kiedyś odwiedziliśmy z mężem starsze małżeństwo – on był muzułmaninem, ona nie. Mieszkali w Kuwejcie, a gdy tam wybuchła wojna, przyjechali do Polski. Kobieta opowiadała: „Gdy siostra mojego męża pojechała do Stanów, to też była w tej chustce, zastanawiałam się wtedy, jak ona mogła jechać w niej do Stanów!”. Do tej pory to pamiętam, bo to pokazywało, jak małą świadomość miałyśmy na początku. Podobnie myślałam, że to kwestia kultury, nie religii.

Kiedyś Abi zasugerował, że skoro zamierzamy mieszkać w Polsce, to może tu powinniśmy w pełni wypełniać naukę Koranu. Wtedy to już było dla mnie pewne. Trzeba było się więc zastanowić, co z hidżabem. Zachęcał mnie, żebym spróbowała. Był świadomy, że to jest obowiązek, natomiast mnie wprowadzał bardzo powoli. Zaproponował, że może wieczorem, na spacer, ubrałabym chustkę, że zobaczę, jak się będę czuła. I dodał: „Wiesz co, żeby ci nie było głupio, to ja ubiorę dziwaczną czapkę, żeby na mnie też patrzyli”. Chodził więc w tej czapce i jemu bardziej się przyglądali. Tak się ta historia zaczęła.

Początek był trudny. Prosiłam Boga, żeby dał mi siłę. Nie miałam żadnego wzoru, tylko wsparcie męża i narastającą świadomość, że to mój obowiązek. W pewnym momencie byłam już bardzo silna, ale sama do tego doszłam. Jak się samemu człowiek przekona, to chyba to inaczej wygląda, niż jak ktoś próbuje coś nakazać.

A jak na hidżab zareagowała Pani rodzina?

Różnie. Na początku to było dla nich wielkie zaskoczenie, wszyscy byli dość niechętni. Myśleli, że mąż mnie do tego zmusił. Później tata zapytał, jak wygląda modlitwa. Gdy wszystko wyjaśniłam, zastanowił się przez chwilę i powiedział: „No dobrze”. Uspokoił się, że modlę się jednak do Boga. Teraz są inne czasy, można wiele rzeczy zaobserwować, przyjść, podpatrzeć – wcześniej tak nie było. Choć moi rodzice są otwarci, to chyba najbardziej bolała ich rezygnacja z tradycji, nawet nie w znaczeniu religijnym, ale rodzinnym. Przez wiele lat nas obserwowali, zresztą do tej pory nas obserwują, i widzą nasze życie, wartości, miłość. Wychowaliśmy siebie nawzajem, nie było konfrontacji.

Cały świat myśli stereotypami – chusta równa się uciemiężenie.

Mylą się ludziom systemy wartości. W krajach arabskich zaobserwowałam wielki szacunek, jakim darzone są kobiety, widziałam ich zadowolenie, gościnność, otwartość. W stosunku do Europejek są bardzo życzliwe. W Europie określa się je jako „biedne”, bo są niby zmuszane np. do noszenia chusty, co, jak pokazują badania, jest kompletną bzdurą. Z kolei w krajach arabskich „biedne” są Europejki, bo nie mają komfortu noszenia hidżabu, nie mogą pójść na basen czy do sauny dla kobiet. Dodatkowo muszą pracować! Ciężko mi było je przekonać, że praca jest dla mnie wartością, sprawia mi satysfakcję.

Zarówno w krajach arabskich, jak i w Europie znajdziemy ekstrema, w których kobiety są pozbawione możliwości dokonywania wyborów. To naturalne tam, gdzie brak jest dostępu do odpowiedniej edukacji, bo wtedy najsłabsi ponoszą największy koszt, nikt nie może im zagwarantować ich praw. Mechanizm ten działa wszędzie, niezależnie od szerokości geograficznej czy religii.

Czy są wrocławskie muzułmanki, które nie noszą hidżabu?

Tak. Nawet jeśli są świadome, to czasem jest coś, co przeszkadza. One nie są tu niemile widziane, są muzułmankami i muszą ze swoimi słabościami walczyć – to jest tak naprawdę dżihad: walka z własnymi słabościami. Ale w meczecie, żeby się pomodlić, wszystkie zakładamy chusty i nie mamy z tym problemu. Obowiązek hidżabu, odpowiedni długi strój do modlitwy, kierunek, znajomość pór modlitw, recytacja Koranu – to jest absolutne minimum, które każdy akceptuje. Może być tak, że ktoś nie ma siły i odwagi nosić hidżab poza meczetem.

Szczególnie w tak jednorodnym społeczeństwie.

Ostatnio na marszu przeciwko ISIS (Państwu Islamskiemu) podeszła do mnie jakaś pani i mówi: „Pani jest świetną, otwartą osobą, ale dlaczego pani tę chustkę nosi?”. Odpowiedziałam, że to jest właśnie to – wolę być poddana Bogu niż komukolwiek innemu. „Ach, nie wierzę w to” – rzuciła. Nie przekona się kogoś, kto wie lepiej.

Uczy Pani w podwrocławskiej szkole im. Jana Pawła II. Jak nauczycielka muzułmanka jest tam przyjmowana?

To, jak jestem przyjmowana, przede wszystkim zależy od mojej postawy. Nie mam ze sobą problemu, w związku z czym na co dzień zapominam, że mam na głowie hidżab. Osoby, które widzą mnie pierwszy raz, zwracają uwagę na mój obiór, ale ponieważ zachowuję się tak, jakby tego hidżabu nie było, to automatycznie nie postrzegają mnie w kategoriach inności.

Kiedy zaczęłam pracę w szkole, islam nie był na medialnym świeczniku, nie wiedziano nawet powszechnie, jak wygląda muzułmanka. Zazwyczaj w mieście była jedna albo dwie, a na wschodzie – mieszkaliśmy wtedy w Białymstoku – byłam jedną z niewielu. Dlatego postanowiłam wyjaśnić uczniom, dlaczego mam na głowie hidżab. Przedstawiałam się i powiedziałam, że mój wygląd jest związany w moją religią, jestem muzułmanką, a muzułmanka powinna się ubierać w taki sposób, żeby zakrywać włosy. Wtedy ktoś z ostatniej ławki powiedział: „A, spoko!”. I to rozładowało cały mój niepokój. Kiedy odchodziłam z tej szkoły, uczniowie pytali, co mogą zrobić, żebym została.

To chyba jednak nie dzieci, ale dorośli postrzegają hidżab jako problem.

Na rozmowie kwalifikacyjnej w jednej ze szkół czekałam na ten moment, kiedy dyrektorka zapyta mnie o to. Czekam, czekam a ona nie pyta. Rozmowa była już praktycznie skończona i mówię, że na co dzień będę tak wyglądać, jak dziś jestem ubrana. A ona: „Ależ kto w dzisiejszych czasach na to zwraca uwagę?”. Sami sobie stwarzamy złe podejście, zadajemy pytania, nim one padną albo wyobrażamy sytuacje, których się obawiamy, ale one wcale nie muszą zaistnieć! Wierzę, że są miejsca, sytuacje, dary od Boga, które są mi przeznaczone. I jeśli coś nie idzie po mojej myśli, nie tłumaczę sobie nigdy, że to na przykład przez to, że noszę chustkę.

Uczy Pani historii, nigdy nie obawiano się, że historia opowiadana przez muzułmankę może być niewystarczająco polska?

Jestem przede wszystkim Polką. Zresztą szkoła to taki zamknięty krąg, o każdym nauczycielu już po chwili wie się wszystko, a co dopiero, gdy uczy kilkanaście lat.

Muzułmanie w Polsce nie mają więc żadnych problemów.

Jeżeli jest się otwartym, to uważam, że nie. Jeśli mamy święto, nie umykam i nie wiadomo, co robię, nie idę na zwolnienie, tylko mówię, że mam święta i teraz chcę mieć wolne i zamieniam się na przykład lekcjami z koleżankami.

A syn?

Omar zawsze czuł, że skoro nie mówi się o jego religii, to on musi to nadrabiać. Kiedyś był z klasą na wystawie w muzeum z okazji świąt Wielkiej Nocy. Dzieci słuchały o zwyczajach i na koniec Omar mówi: „Ale ja jestem muzułmaninem”. Wtedy prowadząca zapytała, co on świętuje. Środowisko jego znajomych akceptowało go w całości, gdy odwiedzał kolegę, jego mama mówiła: „Omar, dzisiaj mamy polędwicę z kurczaka, możesz jeść”. Albo przychodził i mówił, że zjadł same ziemniaki. Było jasne kim jest i co może robić. Myślę, że najczęściej ludzie sami sobie stwarzają kłopoty, bo nie są otwarci.

Zawsze jest u Was pełno dzieci?

Od kilku lat prowadzę lekcje muzealne i lekcje religii. W Lidze Muzułmańskiej jestem koordynatorką do spraw nauczania, zajmuję się więc wszystkim, co ma związek z nauką, szkołą, publikowaniem materiałów. W Polsce nie mamy tradycji, nasza mniejszość to jest w tej chwili dopiero drugie pokolenie, dlatego też nie mamy pomocy dydaktycznych. Na nasz polski, specyficzny grunt wytwarzamy materiały edukacyjne, ponieważ cokolwiek byśmy chcieli przetłumaczyć, tutaj nie pasuje. Islam jest religią, która wchłania różne kultury na tyle, na ile to jest możliwe, eliminując to, czego nie wolno robić. Polska kultura jest przecież inna niż kultura Afryki czy Bliskiego Wschodu. Nasze dzieci są Polakami i te tradycje im przekazujemy.

To pani jest autorką takich podręczników?

Tak, właściwie dopiero dwóch.

I to są pierwsze podręczniki w Polsce do nauki islamu?

Pierwsze wydane przez Ligę Muzułmańską. Kiedyś korzystaliśmy z podręczników przetłumaczonych, pochodziły chyba z Libanu, ale tam uczy się zupełnie inną metodą. Opowiada się tam inne historyjki, kulturowo jest to bardzo duża różnica. Nie chcemy uczyć się z przekładów, mamy własną kulturę.

Czy ten podręcznik musiał zostać zaaprobowany przez MEN?

Mamy swobodę, bo nikt nie jest w tych kwestiach większym specjalistą niż my. Program nauczania jest przekazywany do wiadomości MEN, a podręczniki akceptowane przez polską Radę Imamów.

Czy przychodzą do Was dzieci z mieszanych małżeństw?

Na tak małą ilość muzułmanów – całkiem sporo. Ale, co ciekawe, w dużej mierze dzieci są muzułmanami. Nawet jeśli mamy nie są muzułmankami, to przyprowadzają dzieci na lekcje religii.

Co na to Koran?

Każdy jest odpowiedzialny za siebie i rozliczany przez Boga za swoje czyny, natomiast ojciec jest odpowiedzialny przed Bogiem za wychowanie dzieci. Mężczyźni, którzy żenią się z wyznawczyniami innych religii, muszą mieć tego świadomość. To bardzo trudne i kluczowe kwestie, więc żeby takie małżeństwo przetrwało, trzeba je gruntownie przemyśleć.

I chyba spada na Wasze Centrum spora odpowiedzialność?

Rodzice liczą na to, że pomożemy w wychowaniu i przekazaniu wzorców. Jednak nierzadko matki (nie muzułmanki) bardziej dbają o wychowanie religijne niż sami muzułmanie.

Wróćmy do roli kobiet w islamie. Czy obowiązują Was te same pory modlitw, co mężczyzn?

Są te same obowiązki zarówno dla mężczyzn, jak i dla kobiet. Jedyny wyjątek stanowi modlitwa dżummuah, czyli modlitwa piątkowa w meczecie – ona jest obowiązkowa tylko dla mężczyzn, a kobiety, jeśli przychodzą, to mają dobry uczynek. Jeśli nie przyjdzie mężczyzna, ma grzech. Natomiast jeśli chodzi o wszystkie inne praktyki, dotyczą obu płci.

Nie ma jakiś rytuałów domowych, czegoś takiego, co robi tylko kobieta?

Nie. W naszym domu wszystko robimy wspólnie.

A czy muzułmanki mogą być przywódczyniami religijnymi?

Nie słyszałam o tym. Nie ma imamek.

To jaką mogą funkcję pełnić w społeczności?

Mogą prowadzić modlitwę wśród kobiet.

A kobieta może nauczać mężczyzn?

Tak, jak najbardziej może prowadzić wykład. Jedna ze szkół mówi, że jeśli w małżeństwie kobieta wie więcej na temat islamu i praktyk religijnych, to może prowadzić modlitwę w domu.

W judaizmie kobieta zapala świece na szabat – to bardzo ważna funkcja. Jak wygląda Wasz piątek?

Nie jest to dzień święty przeznaczony na odpoczynek. Jeśli chodzimy do pracy, to przerywamy ją na modlitwę i potem wracamy do obowiązków. Odpoczywamy w weekend, bo Europa odpoczywa w weekendy. Jeżeli w Polsce pracuje się w piątek, to i my tak pracujemy.

Ciekawe, że podobnie jak judaizm łączy się z narodem żydowskim, tak islam pozostaje w szerszej świadomości jako religia w konkretnych państwach, najlepiej na Bliskim Wschodzie.

Ostatnio, kiedy mieliśmy jechać na narty do Czech, mąż musiał zrezygnować z wyjazdu, żeby polecieć na pogrzeb swojej mamy. Wszystko było już wykupione, więc pojechałam z synem. Zmienialiśmy rezerwację i najpierw był na niej mąż Ali, później syn Omar, więc czekano z napięciem, kto przyjedzie. Choć to dla mnie nietypowe, to zaraz po wejściu wyjaśniłam, że Omar to mój syn. Na posiłki schodziłam oczywiście w chustce, a później przebierałam się w kombinezon i szłam na narty. Mieszkali tam też Polacy. I dopiero w pewnym momencie zorientowali się, że jestem tą samą osobą. Nie wiedzieli, że jestem Polką, więc komentowali na bieżąco sytuację. Kiedy powiedziałam do nich „Dzień dobry”, oniemieli. Nie dość, że muzułmanka, to na nartach, i jeszcze Polka. Czasami to budzi niedowierzanie. Ale islam jest tylko moją religią, natomiast kulturowo jestem związana z Polską i tradycją naszego kraju. Gdziekolwiek bym się nie znalazła, czuję się Polką, Polką muzułmanką. Tu nie może być inaczej.