Chaim Grade: „Aguna” [fragment powieści z „Chiduszu” 7/22]

Od „Chiduszu” 10/2021 publikujemy pierwsze polskie tłumaczenie Aguny Chaima Gradego w przekładzie Magdaleny Wójcik. W kolejnym odcinku dojdzie do procesu Dawida Zelwera, dajana z ulicy Połockiej, który udzielił tytułowej agunie ślubu, czym naraził się całemu Wilnu. Czy reb Lewi doprowadzi do nałożenia klątwy na połockiego dajana? Jak zachowa się wileńska rada rabinów?

 

W sądzie

Reb Aszer Anszel od rozwodów był właściwie tego samego zdania, co pozostali rabini: połocki dajan zachował się w sposób niesłychany. Mimo to dałby wszystko, żeby nie musieć dziś iść do budynku sądu i spotykać swojego szwagra, reb Lewiego Hurwica.

On zawsze trzymał się z dala od szwagrów, a oni od niego jeszcze dalej. Na rodzinnych uroczystościach, kiedy nie dało się uniknąć spotkania, reb Lewi siedział zawsze niespokojnie z odpychającą miną. Patrzył na kuzynki swojej córki, trzy Cirelki, i tak wzdychał, że każdy z łatwością domyślał się, co dzieje się w jego umyśle. W końcu, zły na siebie samego za to, że nie potrafi przybrać weselszej miny, zacietrzewiał się jeszcze bardziej i wychodził w samym środku spotkania.

Odkąd reb Lewi sprowadził córkę z powrotem do domu, rodzina jednocześnie obawiała się i czuła się urażona. Nie wierzono, że dziewczyna wyzdrowiała, ale równocześnie wśród krewnych panowało powszechne oburzenie, że ojciec nie pozwala im odwiedzić swej córki. On zdawał sobie z tego sprawę, lecz nawet nie próbował wyjaśniać, że to Cirele nie chciała nikogo widzieć. Reb Lewi nie znosił tłumaczyć się przed nikim – w szczególności przed rodziną żony.

Gdy zabrano Cirele z powrotem do szpitala, ciotki pobiegły do swego brata, reb Aszera Anszla, załamując ręce nad okrucieństwem reb Lewiego. Gdyby pozwolił im zająć się chorą, nigdy nie wybiegałaby bez ubrania z domu. Teraz Cirele przepadła na zawsze, jak jej matka, a kobiety robiły bratu wyrzuty za jego bezczynność. On jednak powiedział im wprost, że wolałby stanąć oko w oko z rozjuszonym niedźwiedziem, niż zadrzeć ze swoim szwagrem.

Nie bądź obojętny/a/e – dołącz do naszych osób patronujących! Wesprzyj naszą pasję w tworzeniu kultury żydowskiej

Odkąd reb Lewi kazał mu stawić się na procesie połockiego dajana, reb Aszer Anszel nie zaznał chwili spokoju. W dzień procesu wstał późno, późno zaczął się modlić i kiwał się powoli, jak zawsze w chwilach zdenerwowania. Teraz ma już na sobie płaszcz i wygładza brodę, ale nadal nie wychodzi z domu. Jego wnuki, dzieci Cirele, pełzają wokół jego nóg jak wokół wielkich filarów i wołają: 

– Dziadku, dziadku! 

Wiedzą, że dziadek lubi, gdy ciągną go za brodę lub pejsy, ale nie dziś. Dziś nie bierze ich na ręce.

Nagle Aszerowi Anszlowi przychodzi do głowy, żeby jego syn i zięć poszli wraz z nim. Młodzieńcy są zaskoczeni, ale ubierają się prędko i czekają w progu. Obok nich stoi rebecyn z córką. Reb Aszer Anszel patrzy z góry na wnuki, po czym spogląda na zięcia, Fiszla Bluma.

Fiszel ma grube wargi, pełne policzki i szeroką, czarną brodę – tak gęstą, że niemal podchodzi mu pod duże, okrągłe i zawsze wesołe oczy. Reb Aszer Anszel nie rozumie, z czego zięć tak się cieszy. Z tego, że spłodził trzy córki i ani jednego syna? A może bawi go, że nadal nigdzie nie otrzymał stanowiska rabina? Człowiek o tak tłustych wargach nie byłby w stanie wymówić wyraźnie z bimy ani jednego słowa. W dzisiejszych czasach rabin musi być też dobrym mówcą – myśli reb Aszer Anszel ze złością i kieruje wzrok na swojego syna.

Josele, nazwany tak na cześć dziadka, ma osiemnaście lat, długi, blady nos, kręcone, czarne włosy i rabiniczny brzuszek, jak przystało na młodzieńca znającego na pamięć dwa całe traktaty Gemary. Mówi mało i zazwyczaj skromnie spuszcza wzrok, tak jak ojciec. Właściwie to reb Aszer Anszel nie ma żadnych pretensji do syna, lecz dziś wyładowuje na nim całą złość, jaką czuje do zięcia:

– Dlaczego dłubiesz w nosie?

Josele aż podskakuje ze strachu i szacunku przed ojcem. Cirele, jego siostra, szeroka i krępa blondynka z niebieskimi oczami i zadartym, szerokim nosem jak u sziksy, spogląda z wyrzutem na męża. Z miejsca wyczuwa, że choć ojciec krzyczy na Joselego, to tak naprawdę gniewa się na zięcia.

Rebecyn jako jedyna zachowuje spokój. Jest niską, grubą kobietą z twarzą wykrzywioną podagrą. Szajtl nosi nasunięty aż na oczy.

– A ty czemu tak drżysz? – pyta męża i podciąga perukę wyżej na czoło. Rebecyn jest bardzo surową kobietą, prawdziwą wojowniczką. Raz wykazała swój bojowy charakter podczas Rosz ha-Szany, gotowa kłócić się nawet ze Stworzycielem Świata: 

– Skoro halacha nie każe kobietom wprost słyszeć szofaru, to znaczy, że wręcz im nie wolno! – powiedziała i nie weszła do synagogi. 

Reb Aszerowi Anszlowi zazwyczaj podoba się ta stanowczość żony, ale dziś wyjątkowo nawet się do niej nie uśmiecha, tylko dalej krzyczy na syna:

– Co się gapisz?! Idziemy!

Obstawiony z jednej strony synem, a z drugiej zięciem, reb Aszer Anszel idzie do sądu jak na ścięcie. Żona, córka i wnuki odprowadzają go do drzwi z takimi minami, jakby to on, nie połocki dajan, miał dziś usłyszeć wyrok. Po drodze rabin nie może powstrzymać się przed nerwowym podrygiwaniem i nie odzywa się ani słowem. Gdy jednak skręca w prowadzącą do budynku kahału uliczkę, humor mu się poprawia. Widzi przed sobą rabina z ulicy Trockiej, reb Kasriela Kahane.

Reb Kasriel Kahane jest wysoki i ma rudą brodę. Gdy chodzi, nigdy nie stawia stopy naprzód dalej niż na pół kroku i przechyla się do tyłu, jakby siedział w fotelu na biegunach. Ponieważ jest człowiekiem sprytnym i ma głowę do interesów, zazwyczaj przychodzą do niego kupcy. Często służy im jako arbiter i dlatego zarabia trzy razy więcej niż każdy inny rabin w Wilnie. Nie wygłasza kazań, nie uczy Tory i do dziś nikt nie wie, którą partię popiera – Mizrachi czy Agudę. Mówi się, że hurtownicy biorą go na wspólnika – tak dobrze zna się na biznesie. Podobno potrafi przewidzieć z gazet, które akcje spadną, a które wzrosną, i które waluty trzeba natychmiast sprzedawać giełdowcom z ulicy Rudnickiej. 

Teraz jest wściekły, że zamiast brać udział w kupieckich spotkaniach, musi sądzić połockiego dajana. Mimo to na widok reb Aszera Anszla cieszy się nie mniej niż tamten. Obaj są ludźmi spokojnymi, nieznoszącymi kłótni.

Widząc ich obu wchodzących do sali sądowej, reb Szmuel Munie zrywa się na równe nogi, jakby ujrzał aniołów. Reb Lewi nie odrywa jednak oczu od księgi i znów ledwie unosi się z krzesła, po czym przybiera jeszcze bardziej zawziętą minę. Reb Szmuel Munie, zmartwiony i przejęty zaciętym milczeniem reb Lewiego, zaczyna szeptać nowo przybyłym, że z połockim dajanem należy porozmawiać spokojnie, a wtedy z pewnością uda się go przekonać po dobroci.

Reb Kasriel Kahane wzrusza ramionami, a reb Aszer Anszel chrząka. Zgadzają się, że należy starać się uniknąć konfliktu. Jeśli jednak reb Lewi zamierza narzucić najsurowszą interpretację prawa, to oni nie będą z nim wchodzić w dyskusję.

Wbijając oczy w Majmonidesa, reb Lewi zastanawia się, dlaczego nie ma jeszcze połockiego dajana. Posłańcowi odpowiedział, że się stawi, a reb Lewi wie, że reb Dawid Zelwer dotrzymuje słowa, choćby się waliło i paliło. W końcu gdyby nie był tak dumny i uparty, nie doszłoby do dzisiejszego spotkania. Nie sposób porównywać połockiego dajana do rabinów, którzy mają go dziś sądzić – myśli reb Lewi. Nie dorastają mu do pięt. Reb Kasriel Kahane zajmuje się arbitrażem. Czy do tego trzeba być rabinem? Byle kupiec będzie od niego lepszy. Z kolei reb Szmuel Munie prowadzi politykę. A podstawową odpowiedzialnością rabina powinni być Żydzi z jego własnej ulicy: czy przestrzegają szabatu? Czy nie jedzą trefnego? Czy dbają o czystość rodziny? Reb Szmuel Munie ma tymczasem na głowie całą Litwę, całą Polskę, a wręcz cały świat, więc na Żydów z ulicy Szklanej już nie starcza mu czasu.

Reb Lewi zauważa też, że jego szwagier reb Aszer Anszel przyprowadził syna i zięcia, by służyli mu za ochronę. Powinien był też przyprowadzić córkę, Cirele, która pisze dla sąsiadek liściki we wszystkich językach świata. O tak, wszystkie kobiety z zaułka Gitki Tojby wychwalają córkę reb Aszera Anszla pod niebiosa, jaka to jest i pobożna, i światowa.

Reb Lewi skubie gęste brwi i milczy nad otwartą księgą. Czarna chmura ciszy rozpływa się po całym pomieszczeniu, wnika w brody rabinów i zakleja im usta jak klajstrem.

Wtem drzwi otwierają się i staje w nich reb Dawid Zelwer. Jest zdyszany, jak gdyby biegł. Reb Lewi, który ledwie drgał, gdy wchodzili do sali jego koledzy, teraz wstaje przed swoim przeciwnikiem, najmłodszym ze wszystkich zgromadzonych rabinów.

– Spóźnił się pan – mówi Fiszel Blum.

„Czy mój piękny zięć musiał to powiedzieć?” – myśli reb Aszer Anszel. Przychodzi mu do głowy, że tak jak Opatrzność dała kotu miękkie poduszeczki na łapkach, żeby ukrywał ostre pazury, tak jego zięcia obdarowała gęstą, czarną brodą, by mógł schować w niej okrągłe policzki i mięsiste wargi. Reb Aszer Anszel łypie wściekle na zięcia i jeszcze wścieklej na syna, stojącego za plecami Fiszla. 

Josele czuje na sobie wzrok ojca i prędko wyciąga palec z nosa. Znający na pamięć dwa traktaty Gemary osiemnastolatek przerzucił właśnie w myślach cały Seder Naszim i nadal nie ma pojęcia, jak połocki dajan mógł pozwolić na ślub agunie, która nie miała żadnych świadków śmierci swego pierwszego męża.

Reb Dawid spóźnił się, ponieważ musiał zawołać felczera do swojego chorego synka. Czuje, że powinien się usprawiedliwić, by nie zostać posądzonym o brak szacunku dla starszych rabinów. Nagle jednak stwierdza, że nie chce ich litości. Jeszcze pomyślą, że mówi o chorym dziecku tylko po to, żeby wydali łagodniejszy wyrok.

– Niech pan siądzie, reb Dawidzie – mówi reb Lewi bez śladu złości na połockiego dajana za to, że kazał sądowi czekać.

Dawid Zelwer siada przy przeciwległym krańcu stołu, nie wyjmując rąk z kieszeni płaszcza, jakby za chwilę miał wychodzić.

– Reb Dawidzie, dlaczego nie zdejmie pan nakrycia? – pyta reb Lewi wesoło i przyjaźnie. – Nie chce pan nawet porozmawiać z kolegami z rady?

Połocki dajan wyjmuje więc dłonie z kieszeni. W palcach gniecie kartkę papieru. To recepta, którą felczer przepisał dla jego synka. Chce pokazać ją rabinom i wyjaśnić, dlaczego nie przyszedł na czas i dlaczego nie zdejmuje płaszcza. Bojąc się spóźnić jeszcze bardziej, nie zdążył zrealizować recepty. Musi to jednak zaraz zrobić i pędzić do domu.

Chce to wszystko powiedzieć, lecz milczy. Wstaje, zdejmuje i odkłada płaszcz, po czym siada z powrotem na tym samym miejscu. Obie dłonie kładzie na stole, jakby na dowód, że on ma ręce czyste. 

 

chidusz-judith-plaskow-the-coming-of-lilith-chaim-grade-aguna-literatura-zydowska-jidysz-kate-bornstein-queerowy-stan-wyjatkowy-02

W cytowanym fragmencie pominięto przypisy. Cały tekst szóstego odcinka Aguny dostepny jest w „Chiduszu7/2022. Zapraszamy do prenumeraty oraz zakupu elektronicznej wersji pisma w sklepie publio.pl