Publiczne palenie Żyda

W środę, 18 listopada, podczas demonstracji przeciwko imigrantom spalono na wrocławskim Rynku kukłę Żyda.

Zapewne wśród organizatorów pojawiła się wątpliwość, czy manifestacja nie zostanie przerwana w trakcie palenia. Policja uznała jednak, że nie ma co dolewać oliwy do ognia i nie ugasiła pożaru, pozwalając naturalnie wypalić się rasistowskim emocjom niewielkiego przecież zgromadzenia. Mogłoby dojść do demonstracji sił, w której, podnosząc rękę na protestujących w słusznej przecież sprawie, służby stanęłyby w oczach publiczności po stronie muzułmańskich imigrantów. A to nie czas na tego rodzaju deklaracje. Zresztą, co mądrzejsi jakoś wyjaśnią sobie tę sytuację, reszta pozostanie niepoirytowana. Jakoś to będzie.

Spalenie kukły Żyda dość spektakularnie ukazało, jak zaznaczył rabin Michael Schudrich, wspólne źródło, z którego wypływa nienawiść zarówno do emigrantów, jak i do Żydów. To, kogo palimy, jest nieważne tak długo, dopóki płomień ogrzewa serca żądne wspólnego, zewnętrznego wroga. Dokładamy zatem do ogniska i nikt nie zauważa, jak ciemno jest wokół nas.

W najbliższym czasie nie przewiduje się palenia żywych, prawdziwych Żydów. Takie przekonanie wyrażają też chyba polskie służby odmawiając zwiększenia środków ochrony, o które, ze względu na nasilający się antysemityzm, prosił Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP jeszcze przed wydarzeniami we Wrocławiu. Łatwo zgodzić się z tą oceną sytuacji, jednak przy dalszej eskalacji nienawiści wobec imigrantów, Żydzi w Polsce mogą solidnie oberwać: przez przypadek, przez pomyłkę, z przyzwyczajenia. O ile można było mieć co do tego pewne wątpliwości, sięgając po poprzedni numer „Chiduszu”, tak teraz żydowska solidarność z Innym nie powinna już dziwić.

Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz napisał w swoim oświadczeniu, że we Wrocławiu nie ma miejsca na tego typu postawy. Problem w tym, że jest i to przed samym ratuszem. Przewodniczący Gminy Żydowskiej we Wrocławiu Aleksander Gleichgewicht zwrócił się do posłów i senatorów, aby stanowili prawo umożliwiające skuteczne przeciwstawianie się rasizmowi. Znaczna ich część twierdzi jednak, że „nie byli i nie widzieli”, więc uchwalać nie będą.

Nie takiego preludium Europejskiej Stolicy Kultury oczekiwali wrocławianie pracujący od lat nad wizerunkiem miasta wielokulturowego. Niezależnie od ich wyobrażeń media na całym świecie skupiły się na moment na Mieście Spotkań, gdzie w nie do końca zrozumiałych okolicznościach wybuchł antysemityzm rodem z lat 30-tych ubiegłego stulecia. Komentarze były bezlitosne i sprowadzały się często do jednego stwierdzenia: w Polsce niewiele się zmienia. Ciężko wypracowane dobre imię Wrocławia niewielka grupa ludzi w ciągu kilku chwil zniszczyła z premedytacją i bezkarnie.

Część skrajnej prawicy zrzuciła winę za całe zamieszanie na „Gazetę Wyborczą”. Uznano, że podpalający kukłę Piotr Rybak został przysłany przez Michnika. A nawet gdyby nie był, to sytuacji nie da się ocenić, bo informacje o zajściu przekazała… sama „Wyborcza”. Koło się zamyka, dyskusja nie idzie do przodu. Co ciekawe, z prawa także oberwało się policji, bo skoro nie zareagowała, to pewnie uknuła (razem z „Wyborczą”?) całą prowokację i dzięki temu ośmieszyła protestujących w słusznej sprawie.

Po półrocznym remoncie 10 grudnia otworzono wrocławską małą synagogę. Renowacja, podobnie zresztą jak w przypadku całego zespołu budynków Gminy Żydowskiej, była możliwa dzięki dotacji miejskiej. Choć wiele osób na to czekało, publiczne przeproszenie wypowiedziane przez Rafała Dutkiewicza podczas otwarcia synagogi było zaskoczeniem.

Na stronie Gazeta.pl pisano o Dutkiewiczu, który, otwierając synagogę, „w jarmułce tańczy z rabinami”. Nie wyjaśniono, dlaczego w tradycji żydowskiej tańczy się przed Torą, za to dołączono film, na którym prezydent podskakuje w niezrozumiałym geście. Absurd.

Nie wspomniano o przemówieniu prezydenta, zatem warto je tutaj zacytować: „W czasie manifestacji, która rzekomo miała być manifestacją w obronie wartości chrześcijańskich, tego rodzaju rzeczy nigdy nie powinny się wydarzyć. Dołożymy wszelkich starań, zrobimy wszystko, co możliwe, żeby nigdy więcej tego rodzaju gesty we Wrocławiu się nie powtórzyły. Mam nadzieję, że prokuratora zareaguje wystarczająco surowo. Bardzo, bardzo przepraszam za to, co się zdarzyło we Wrocławiu i raz jeszcze podkreślam, że jest to haniebny gest antysemityzmu, że nigdy tego rodzaju zdarzenie nie powinno w wolnym mieście Wrocławiu mieć miejsca”.

Fakt, że służby bezpieczeństwa nie zareagowały na palenie kukły, jest wystarczający, aby przepraszać. Pytanie, czy nie należałoby przeprosić społeczności muzułmańskiej za haniebną, pełną nienawiści manifestację?

Tymczasem do synagogi Pod Białym Bocianem między październikiem a grudniem przyszło ponad osiemdziesiąt piątych klas z wrocławskich podstawówek w ramach miejskiego programu „Edukacja w Miejscach Pamięci”. Na podstawie reakcji dzieci na zetknięcie z kulturą żydowską śmiało można stwierdzić, że zasadniczo nie widzą one różnicy między Żydem a muzułmaninem, imigrantem a terrorystą, uciekającą Syryjką z dzieckiem na ręku a zamachowcem z bombą w torbie. Młode pokolenie Polaków musi skonfrontować się ze swoimi rodzącymi się poglądami na kwestie mniejszości. To najważniejsze zadanie przed jakim obecnie stajemy.

Nie tylko dzieci nie widzą różnicy między imigrantem, muzułmaninem, terrorystą czy Żydem. Jedni się mylą, drudzy szukają pretekstów, inni nie rozumieją. Można by tutaj wiele próbować wytłumaczyć. Ostatecznie jednak w centrum dużego miasta płonie kukła Żyda.

Od setek lat niezmienny symbol wszelkiego zła.