„Chidusz” 2/2021 o Marcu, kinie i roli wina w judaizmie

Na okładce ptaki, które odlatują z Polski po Marcu ‘68. To nawiązanie do piosenki Skaldów W żółtych płomieniach liści, która dla wielu z nas jest smutnym komentarzem do wyrzucenia Żydów z Polski. W „Chiduszu” Jurek Sawka opowiada o tym, jak przespał swoją „emigrację”. Marcowy numer to również międzywojenne kino i rola alkoholu w tradycji żydowskiej. I – jak co miesiąc – literatura.

 

chidusz-marzec-68-marcowi-emigranci-dworzec-gdanski-emigracja-68-jurek-sawka-lgbt-biblia-homoseksualizm-opowiadania-perly-singer-jpg-jolanta-fainstein-pasternak

 

Człowiek bez tożsamości

Z Jurkiem Sawką – w 1968 roku studentem warszawskiej PWST – o jego Marcu rozmawia Katarzyna Andersz. To opowieść nieco inna od tych, które publikowaliśmy do tej pory w „Chiduszu”. Choć nie wolna od przykrych wspomnień, pozbawiona jest sentymentalnych wzruszeń.

 

Jak zapamiętałeś wyjazd z Polski?

Wydaje mi się, że w opowiadaniu o pogrzebach na Dworcu Gdańskim – bo tak mówiło się na te pożegnania – jest pewna doza mitologizowania, odrobina zafałszowania. Nie zrozum mnie źle, to było wszystko poruszające, te pożegnania ze starymi rodzicami, którzy zostają w Polsce… Ale tamten płacz był też rytuałem, na który patrzyłem już chyba bardziej oczami reżysera. Moje ostatnie pożegnanie wyglądało tak, że ojciec, w dupę pijany, leciał wzdłuż pociągu, który już ruszył, i włożył mi przez okno olbrzymi kożuch, bo tam w Szwecji podobno zimno. Wariactwo zupełne. 

A co ty czułeś?

Zasnąłem i obudziłem się już w Szwecji – to bardzo charakterystyczne dla mojej obojętności. Dopiero potem pomyślałem, że nikt nie zadał mi zasadniczego pytania: dlaczego? Życzenia powodzenia były na pewno szczere, ale nikt nie zakwestionował powodu mojego wyjazdu.

 

Jurek Sawka od 1969 roku mieszka w Sztokholmie, jest aktorem i reżyserem. W 2019 opublikował swoją debiutancką powieść Quality Time, która po polsku ukaże się jesienią tego roku nakładem wydawnictwa Filtry.  

 

Chleb i róże, taśma i kino

Jesteśmy w stanie dokładnie wskazać, kiedy odbył się pierwszy pokaz kinowy w Polsce, kiedy powstał pierwszy związek zawodowy filmowców, a także kim byli jego działacze. Możemy prześledzić tę historię od pierwszej osoby zajmującej się kinem – opowiada Katarzyna Czajka-Kominiarczuk w rozmowie z Magdaleną Wójcik. – Weźmy chociażby postrzeganie filmów Dybuk i Ślubowanie z 1937 roku. Oba powstały w jidysz, oba zbierały też bardzo dobre recenzje zarówno w prasie żydowskiej, jak i polskiej. Michał Waszyński, reżyser Dybuka, był nawet chwalony w prasie za to, że wreszcie wrócił do korzeni i pokazał, co umie. Przez lata odcinał się bowiem od swojego pochodzenia, choć było ono powszechnie znane. O Dybuku pisano często w kontekście „najlepszego filmu polskiego”, wskazując tym samym, że naprawdę dobra produkcja od razu staje się częścią wspólnej kinematografii, niezależnie od pochodzenia jej twórców. Widzowie zresztą widzieli to podobnie – w plebiscytach na najlepszy film roku 1937 Ślubowanie zajęło bardzo wysoką pozycję. 

Szukam ciągle przykładów na wewnętrzne spięcia, ale jak na razie nie znalazłam żadnego. Ciężko było tworzyć filmy w Polsce, będąc zajadłym antysemitą, bo bez twórców żydowskich nie dało się nic nakręcić. Pod tym względem jest to środowisko wyjątkowe

 

O mądrym korzystaniu z energii

Yonatan Neril o rabinicznym zakazie marnowania (bal taszchit), trosce o ludzi i piękno miast, w których mieszkają:

 

Jednym ze sposobów na zmniejszenie negatywnych skutków zużycia energii jest korzystanie z jej odnawialnych źródeł. W 1981 roku Lubawiczer Rebe wzywał do znacznie powszechniejszego korzystania z energii słonecznej w Stanach Zjednoczonych: „Wkrótce cały kraj powinien przestawić się na generowaną przede wszystkim przez promienie słoneczne na południu [Stanów Zjednoczonych] energię, która byłaby dostarczana do wszystkich części kraju”. To wezwanie do korzystania z odnawialnych źródeł energii jest dziś bardziej aktualne niż kiedykolwiek”.

 

Wieczny ogień, dos pintele jid i flaming queer

Krótka analiza wiecznego światła (ner tamid) może wykazać, że wieczność ma mniej wspólnego z „niezmiennością” czy „status quo”, a więcej z dobrze pielęgnowaną relacją, która zmienia się i wzmacnia. A co ważniejsze historia wiecznego płomienia to dla osób LGBT opowieść o tym, jak obcy człowiekowi Bóg zamieszkał w naszych sercachpisze w queerowym komentarzu do parszy Caw Noach Dzmura.

 

Poezja i proza

Debiutanckie wiersze Jolanty Fainstein-Pasternak, które publikujemy w tym numerze „Chiduszu”, to utwory związane z historią ocalenia babci poetki, Marii Kowalskiej (bohaterki dokumentu Narodzona po raz drugi Michała Nekandy-Trepki). Znajdą się one w tomiku Czytam poezję prozą, który w całości poświęcony będzie tematyce Zagłady. Wiersze wnuczki uzupełniliśmy opowieścią babci. Maria Kowalska, z domu Masza Fajnsztejn, po wyjściu z getta Marysia Butkiewicz, została uratowana przez polską nianię Stanisławę Butkiewicz. Właściwie całe swoje dorosłe życie przeżyła ze świadomością, że nikt z jej rodziny nie przeżył Zagłady. Dopiero wiele dekad po wojnie udało się jej odnaleźć krewnych w Izraelu. Dzięki temu mogła w końcu dowiedzieć się czegoś więcej o własnych rodzicach, o tym, w jaki sposób i kiedy zginęli. 

 

Masza Fajnsztejn: Był taki incydent, że przyszedł żandarm niemiecki na podwórko, jakoś tak szybko, nie wiedzieli, w jakiej sprawie, myśleli, że w mojej. Nie zdążyli mnie schować, więc siedziałam pod pierzyną. Wiedziałam, że muszę być cichutko. Nie wiem, albo zemdlałam, albo coś się stało, w każdym razie jak poszedł i mnie odkryli, to byłam zupełnie nieprzytomna i przez przynajmniej dziesięć dni w ogóle nie mogłam mówić. Do dzisiaj mam taki uraz, że nic, nawet coś najcieńszego, nawet jakby mi tiul na oczy założyli, to mnie się zdaje, że się uduszę. 

 

nie może wziąć ślubu

 

nawet najcieńszy tiul

jest dla niej dawną poduszką

która zakryła jej twarz

gdy czarny żołnierz

w czarnych butach

przeszukiwał dom

szukając dzieci o czarnych oczach

 

Wino. Zachwyt lub krew

Wino w tradycji żydowskiej obecne jest przy wszystkich radosnych okazjach i świętach. Joanna Maria Machel przegląda Biblię i tradycję ustną w poszukiwaniu różnych ocen picia i upijania się alkoholem. 

 

Talmud zwraca szczególną uwagę na możliwą agresję i przemoc wywołaną upiciem: „Nie powinieneś rozglądać się za winem, gdyż jego koniec to rozlew krwi” (tr. Sanhedryn 70a). Słynna jest historia pewnego Purim (tr. Megila 7b), podczas którego Raba zaprosił raw Zeirę na wspólne świętowanie ad dlo jada, „aż nie będziesz znał różnicy” (między błogosławionym Mordechajem a przeklętym Hamanem). Pod koniec uczty pijany Raba morduje raw Zeirę. Gdy rano orientuje się, co uczynił, modli się o cud. Raw Zeira zostaje przywrócony do życia, lecz gdy rok później Raba znowu zaprasza go do siebie na Purim, ten odmawia, mówiąc, że cuda nie zdarzają się często.

Jeśli nawet wielcy mędrcy skłonni są do popełnienia mordu pod wpływem alkoholu, to co dopiero bardziej pośledni spośród nas? 

Nie tylko agresja i przemoc czają się na skłonnego do trunku. Rabini wyobrażali sobie, że kobieta, która pije alkohol, nie będzie w stanie kontrolować swojej seksualnej żądzy, dlatego może pić jedynie w towarzystwie męża, który będzie mógł ją zaspokoić w zgodzie z zasadami Tory.

 

Der Szwarcer Jungermanczik

Czarny młodzieniaszek – w jidysz: Der szwarcer jungermanczik – to tytuł powieści Jankewa Dinezona („najsłynniejszego zapomnianego pisarza”), którą od 2019 roku publikujemy w odcinkach w tłumaczeniu Magdaleny Wójcik. W kolejnych rozdziałach Roza w końcu otrzymuje list od ukochanego Józefa. Zdradzamy początek:

 

Już pierwsze słowa mojego listu z pewnością zdradzają Ci złą nowinę. To ja, piszący niniejsze słowa, jestem sprawcą Twojej krzywdy. Nieszczęsna i godna pożałowania” – czy te określenia nie zawierają w sobie wystarczająco dużo mąk piekielnych? Czy muszę pisać coś więcej?

A jednak muszę!

Kiedyś powiedziano mi, a może sam tak uważałem, że nie ma słodszej i lepszej pracy niż pisanie do wiernego przyjaciela. Nie ma większej rozkoszy niż otwarcie przed kimś swojego przepełnionego bólem serca. A kto jest mi bliższy od Ciebie? Czyja dusza jest mi milsza niż Twoja, biedna, nieszczęsna Rozo? Dlatego też muszę napisać Ci te gorzkie, jak śmierć gorzkie słowa. Gdyby ktoś mógł mnie z tego zwolnić, to bym go ozłocił.

Chciałbym móc umrzeć teraz śmiercią człowieka sprawiedliwego. Uwolniłoby mnie to od mojej strasznej przyszłości. Niestety jednak żyję – to Ty trzymasz mnie przy życiu żelaznym łańcuchem. Nawet łaski śmierci nie możemy dostąpić, choćbyśmy pragnęli jej jak najgwałtowniej!

 

Perły (cz. II)

W związku z premierą pierwszego polskiego tłumaczenia Pereł, zbioru Izraela Joszuy Singera z 1922 roku, w tym „Chiduszu” publikujemy drugą część tytułowego opowiadania, które powstało w Kijowie w 1919 roku. Opowieść o chorym na gruźlicę, uciekającym przed nieuchronną śmiercią jubilerze, według Abrahama Cahana, redaktora amerykańskiego „Forwertsa”, miała wiele cech świadczących o niezwykłej potędze wyobraźni młodego artysty – jego „największego odkrycia” wśród wschodnioeuropejskich pisarzy jidysz. Redaktor zachwalał „literacką potęgę” Singera, „niemożliwy do wyuczenia” talent do opisów, wnikliwość i doskonałe oddanie każdego środowiska, jakie pojawiało się w jego opowiadaniach. 

Po blisku stu latach, dzięki uprzejmości wydawnictwa Fame Art, w „Chiduszu” publikujemy Perły, natomiast w kolejnym numerze pojawi się opowiadanie Magda (oba w tłumaczeniu Krzysztofa Modelskiego).

ZAPRASZAMY DO LEKTURY

„Chidusz” dostępny jest w Empikach oraz w księgarni ŻIH-u. Wydanie elektroniczne można znaleźć na publio.pl. Roczna prenumerata krajowa od 89 zł (list ekonomiczny), roczna prenumerata elektroniczna za jedyne 50 zł. Zamówienia: office@chidusz.com. Przyjemnej lektury!