Małżeństwo mieszane – największy grzech judaizmu?

Latem 2014 roku rabin Seymour Rosenbloom udzielił ślubu swojej przybranej córce i jej nieżydowskiemu narzeczonemu. Otwarcie wyraził przekonanie, że takie ceremonie są dopuszczalne, oraz że nie zamierza odmawiać parom w podobnej sytuacji. Skutkiem było jednogłośne wykluczenie go ze Zgromadzenia Rabinicznego, organizacji zrzeszającej konserwatywnych rabinów w Stanach Zjednoczonych.

Poniższy tekst rabin Rosenbloom opublikował w kwietniu 2017 w „The Washington Post”.

 

Zostałem wykluczony ze Zgromadzenia Rabinicznego, organizacji zrzeszającej rabinów związanych z konserwatywnym judaizmem.

W zeszłym roku ośmieliłem się wkroczyć na grząski grunt, gdy zdecydowałem się udzielić ślubu Żydówce i nie-Żydowi. O swojej decyzji napisałem artykuł, który szerokim echem odbił się w całym żydowskim świecie. Sprawa stała się na tyle głośna, że Zgromadzenie Rabiniczne uznało, że powinno ją zakwestionować i ukarać mnie. W momencie, w którym zapadła decyzja o moim wydaleniu, byłem członkiem Zgromadzenia od czterdziestu czterech lat, kierowałem jego dwoma lokalnymi filiami i zasiadałem w kilku komisjach.

Rabini konserwatywni w rozstrzyganiu większości spraw mają pełną autonomię i mogą kierować się własnymi przekonaniami. Pewne kwestie podlegają jednak „zasadom praktyki rabinicznej”, a ich nieprzestrzeganie grozi wydaleniem ze Zgromadzenia. Jedna z tych zasad mówi, że nie wolno nam udzielać ślubów, w żaden sposób uczestniczyć ani nawet gościć na ceremonii, podczas której zawierane jest małżeństwo pomiędzy Żydem czy Żydówką a osobą innej wiary.

Nigdy nie myślałem o sobie jako o buntowniku. Przez wiele lat, kiedy pracowałem w kongregacjach w Detroit i Filadelfii, przestrzegałem zasady dotyczącej małżeństw mieszanych. Z czasem jednak zaczęła mnie ona uwierać, bo stawała się coraz bardziej odległa od realiów panujących współcześnie w gminach żydowskich.

Przełomem był dla mnie moment, gdy moja pasierbica, Stefanie, zaręczyła się z Danem, który nie jest Żydem. Początkowo chciałem, aby to jeden z moich kolegów, rabinów związanych z nurtem reformowanym, udzielił im ślubu. W przeszłości takie rozwiązanie sugerowałem zresztą wielu członkom mojej kongregacji. W tym jednak przypadku, Stefanie i Dan nalegali, żebym to był ja. Nie chcieli, aby stał przed nimi ktoś obcy, ktoś, z kim nie są emocjonalnie związani. To miała być dla nich wyjątkowa chwila.

Jak pokazują badania Pew Research Center, w społecznościach nieortodoksyjnych około 70% stanowią małżeństwa między wyznawcami różnych religii. Gminy konserwatywne zastanawiają się więc, jaką powinny przyjąć politykę. Nie jest rzadkością, że konserwatywni rabini publicznie błogosławią taką parę przed zawarciem związku małżeńskiego, a po ślubie z otwartymi ramionami przyjmują ją do swoich wspólnot. Najlepszym tego przykładem jest Związek Synagog Konserwatywnych [The United Synagogue of Conservative Judaism, zrzeszający większość gmin konserwatywnych w Ameryce Północnej – red.], który od niedawna pozwala na członkostwo w gminach także nieżydowskim partnerom.

Samo jednak udzielenie ślubu parze mieszanej wciąż jest sprzeczne z obowiązującymi zasadami.

Przepisy, którymi rabini konserwatywni zostali objęci w 1972 roku, mówią, że sama już obecność rabina lub kantora na ślubie między wyznawcami różnych religii sugeruje aprobatę. Czy zatem utrzymanie zakazu udzielania i uczestniczenia w takich ślubach oznacza, że judaizm konserwatywny uznaje małżeństwa międzywyznaniowe za niedozwolone? Czy w takim razie jednoczesna zachęta, żeby rabin udzielił młodej parze błogosławieństwa i przyjął nieżydowskiego małżonka do społeczności, jest nieszczera i zakrawa na hipokryzję?

Sprzeciw wobec udzielania ślubów parom mieszanym bierze się z przekonania, że takie związki stanowią zagrożenie dla przyszłości żydowskiej społeczności. Pojawiają się argumenty o tym, że dzieci par dwuwyznaniowych mają małe szanse na to, żeby zostały wychowane w żydowskiej wierze. Mówi się, że jeśli pozostawimy te kwestie bez regulacji, to żydowska społeczność będzie narażona na rozpad. Jeśli więc rabin udzieli ślubu osobie, która decyduje się związać z nie-Żydem, zniknie ostatnie narzędzie zapobiegania małżeństwom międzywyznaniowym.

Prawda jest jednak nieco inna. Wiele dzieci pochodzących z małżeństw mieszanych wybiera żydowską tożsamość. Jednak to nie jest najważniejszy argument. Zasadnicze pytanie brzmi: czy ktokolwiek naprawdę sądzi, że brak zgody rabina na udzielenie ślubu sprawi, że zakochani w sobie ludzie zmienią zdanie i postanowią się nie pobierać? A także, że odmowa rabina będzie miała pozytywny wpływ na to, czy będą w przyszłości przestrzegać żydowskiej tradycji?

Wiem, że wielu spośród moich kolegów rabinów uważa, że udzielenie ślubu osobie, której wybrankiem lub wybranką nie jest Żydówka bądź Żyd, byłoby sprzeczne z ich zasadami. Według nich prawo żydowskie stanowi przeszkodę, która nie pozwala im podjąć takiego kroku. Nie chcą tego podważać i robić czegoś, co jest niezgodne z ich sumieniem.

Szanuję ten pogląd. Chciałbym jednak, aby moi koledzy zrozumieli, że decyzja o udzieleniu takiego ślubu jest właśnie kwestią sumienia. Uważam bowiem, że odmowa skutkuje oddaleniem nowo poślubionej pary od społeczności, rodziny i przyjaciół. Sprawia, że czują się przez nas niekochani i nieszanowani, podczas gdy to właśnie miłości i szacunku od nas oczekują. Staje się mniej prawdopodobne, że, kiedy założą własną rodzinę, będą prowadzić żydowskie życie.

Gdy Stefanie i Dan poprosili mnie o udzielenie ślubu, nadszedł czas na to, żebym podążył za swoim sercem i sumieniem i zrobił to, co uważam za dobre dla mojej rodziny i całej społeczności. Kocham Stefanie i Dana, więc chciałem okazać im szacunek – dla nich samych, ich związku i decyzji, którą podjęli. Po ich ceremonii udzieliłem jeszcze kilku ślubów osobom, które są mi bliskie ze względu na przyjaźń, lojalność i miłość, jakie nas łączą.

Rabini muszą zrozumieć, że jeśli para, która ma się pobrać, prosi ich o udzielenie ślubu, robi to z miłości i szacunku. Chce, żebyśmy towarzyszyli im w tej świętej ceremonii, bo judaizm jest dla nich czymś ważnym. To właśnie nas wybrali na jego przedstawicieli w tej podniosłej chwili.

Odmowa, niezależnie od tego, jak zostanie wyrażona i wyjaśniona, będzie interpretowana jako odrzucenie. To właśnie ją zapamięta młoda para. Uraza nie popadnie w niepamięć, jeśli wkrótce potem przyjmiemy małżonków do naszych społeczności, albo w momencie, kiedy będą rozważali, czy w ogóle chcą zostać częścią tej społeczności.

Wiem, że wielu moich kolegów, którzy stoją na straży przepisów mówiących o nieudzielaniu międzyreligijnych ślubów, wierzy, że robi to dla dobra swoich społeczności i podtrzymania ich żydowskości. Ja jednak wierzę w to, że jeśli para będzie miała żydowski ślub, który poprowadzi rabin, zwiększy to prawdopodobieństwo, że w przyszłości zbudują swój dom i rodzinę, kierując się żydowskimi wartościami. Taki zresztą wniosek wypływa z niedawnych badań opublikowanych przez Uniwersytet Brandeis.

Wiem, że nie jestem w swoich poglądach odosobniony. Wielu rabinów życzyłoby sobie więcej autonomii w podejmowaniu decyzji o udzielaniu ślubów parom mieszanym. Odstrasza ich jednak zapora ogniowa, którą zbudowało Zgromadzenie, grożąc wydaleniem każdemu, kto, tak jak ja, odważy się ją przekroczyć. Dla mnie wydalenie ma wymiar jedynie symboliczny, jednak zdaję sobie sprawę, że dla wielu młodych rabinów taka kara spowodowałaby spore problemy w dalszej karierze – to w końcu Zgromadzenie Rabiniczne przydziela rabinów do pracy w poszczególnych kongregacjach.

Przypuszczam, że zakaz udzielania ślubów parom mieszanym zostanie w końcu zniesiony i to w całkiem niedalekiej przyszłości. Nie ma on bowiem nic wspólnego z zasadami, jakimi kierują się społeczności konserwatywne, ani z ich potrzebami. Jest niespójny z nadrzędną zasadą przyjmowania nieżydowskich małżonków do naszych kongregacji, powoduje odwrót rodzin od żydowskiej ścieżki życia oraz ogranicza wpływ rabinów na to,  czy para nowożeńców zdecyduje się wieść życie zgodne z tradycją żydowską. Musimy zatem postarać się, aby być bardziej otwartymi, akceptującymi, rozumiejącymi oraz kochającymi.

 

Tłumaczenie: Katarzyna Andersz

Tekst ukazał się 24 kwietnia 2017 roku w „The Washington Post pod tytułem I performed an intermarriage. And then I got expelled.

 

Rabin Seymour Rosenbloom otrzymał rabinacką smichę w 1972 roku po studiach w Żydowskim Seminarium Teologicznym w Nowym Jorku. W 1997 roku uczelnia przyznała mu honorowy tytuł doktora. Przez trzydzieści sześć lat pracował w Kongregacji Adath Jeshurun w Elkins Park w Pensylwanii. W 2014 roku przeszedł na emeryturę. W listopadzie 2016 roku Zgromadzenie Rabiniczne jednogłośnie zadecydowało o jego wydaleniu ze swoich szeregów. Miało mu wtedy zostać postawione ultimatum: nigdy więcej ślubów między osobami różnych wyznań albo wykluczenie.