Historia mordu na Żydach w Gniewoszowie [cztery lata po publikacji]

Gdy w 2015 roku opublikowaliśmy świadectwo Pelagii Radeckiej, w którym opowiada o tym, jak po wojnie zamordowano w Gniewoszowie jej żydowskich sąsiadów, wiele osób nie chciało w to uwierzyć. Nam również było trudno zdecydować się na tę publikację, ponieważ poza jej słowami nie mieliśmy prawie żadnych źródeł potwierdzających tę zbrodnię.

Pelagia zgłosiła się do Żydowskiego Instytutu Historycznego, ponieważ chciała odnaleźć Janka – jedynego członka rodziny, który nie został zamordowany (dzień wcześniej wyjechał z Gniewoszowa do Łodzi). Nikt z nas nie przypuszczał, że chłopiec przeżył powojenną zawieruchę, a tym bardziej, że uda się go odnaleźć.

A jednak stało się. Wczoraj Janek przyjechał z Izraela, by spotkać się z Pelagią w ich rodzinnym Gniewoszowie. Stanęli dziś razem na cmentarzu żydowskim, gdzie pochowano jego zamordowaną rodzinę. Pelagia spełniła swoje wolę, by opowiedzieć Jankowi o tym, jak mordowano jego bliskich. Szczegóły tej niesamowitej historii opowiemy Wam w jednym z jesiennych wydań „Chiduszu”.

gniewoszow-zydzi-cmentarz-zydowski-gniewoszow-02

W naszym artykule z 2015 roku Pelagię nazwaliśmy Heleną, nie opublikowaliśmy też zdjęcia jej twarzy. Gdy w grudniu zeszłego roku zapytaliśmy ją, czy postąpiliśmy słusznie, powiedziała, że nie widzi żadnego problemu, by się ukrywać: „Ci bandyci już dawno nie żyją, nic mi nie zrobią” – przekonywała. Pelagia niedługo skończy 90 lat.