Od Bielawy się zaczęło. Początki powojennego życia żydowskiego na Dolnym Śląsku

8 maja 69 lat temu feldmarszałek Wilhelm Keitel podpisał bezwarunkową kapitulację III Rzeszy. W tym samym czasie kończyło się powstanie praskie, wyzwalające miasto spod okupacyjnych sił niemieckich. Pomiędzy Berlinem a Pragą też miały miejsce ciekawe wydarzenia wyznaczające kres wojny, choć nie były z pewnością tak spektakularne. Miały jednak ważne konsekwencje.

Konzentrationslager Groß-Rosen

Obóz koncentracyjny w Groß-Rosen, dzisiejszej Rogoźnicy koło Strzegomia, był główną tego typu instytucją na Dolnym Śląsku w czasie zmagań wojennych. Choć utworzony już w 1940 roku, dopiero w dwóch ostatnich latach wojny bardzo intensywnie się rozwinął, o czym może świadczyć liczba około 100 filii obozu, głównie na terenie dzisiejszych województw: dolnośląskiego i opolskiego. Więźniowie wykorzystywani byli przede wszystkim jako siła robocza. Pracowali w fabrykach i zakładach, a początkowo w kamieniołomach. Specyficznym rejonem działania obozu była środkowa część Sudetów, gdzie gęsta sieć oddziałów wynikała z planów budowy kompleksu Riese. Do dziś zachowały się sztolnie i narzędzia po tym tajemniczym niedokończonym projekcie.

Wśród więźniów znajdowali się obywatele różnych państw: Polski, Holandii, Węgier, Francji i innych, jednak największą grupę etniczną stanowili Żydzi. Pochodzili oni z różnych rejonów Europy. Głównie z Polski. W niektórych obozach znajdowali się więźniowie przetransportowani prosto z gett w Generalnym Gubernatorstwie, na przykład z Łodzi. Koniec wojny ogłoszony 8 maja, a w konsekwencji wycofanie się okupanta, był dla wszystkich uwięzionych kresem gehenny i początkiem nowego życia.

Nie w każdym obozie sytuacja w dniu oswobodzenia wyglądała jednakowo. Jedne filie opustoszały już wcześniej na skutek zimowej ewakuacji na zachód. Marsze śmierci, w których szli więźniowie, dla wielu z nich kończyły się śmiercią. Inni w swoich lagrach doczekali wyzwolenia przez Armię Czerwoną. Jednak nie wszyscy mogli próbować powrócić do domów. Nie było to możliwe ze względu choćby na stan zdrowia, który w wielu przypadkach wymuszał długie leczenie. Niestety, dla wielu chorych nie było już ratunku. Świadectwem doświadczenia śmierci w ostatnich miesiącach wojny oraz okresie tuż po jej zakończeniu jest cmentarz w Kolcach niedaleko Głuszycy. Zostało tam pochowanych wiele setek ciał więźniów, którzy swoją walkę o życie przegrali już po wyzwoleniu. Wśród nich zdecydowanie największą grupę stanowili Żydzi.

Wyzwolenie

Przyszłość, jaka jawiła się wówczas wśród ocalonych, mogła przybrać różne warianty. Bardzo dobrze przedstawiają to dokumenty z tego okresu, które relacjonują sytuację ocalonych w kilka lub kilkanaście dni po opuszczeniu obozu w Bielawie:

Niezatarte ślady pozostawiła w nas mała fabryczna miejscowość Langenbielau [Bielawa – red.]. Tutaj w czasie okupacji było w obozach koncentracyjnych 3000 żydów. Tutaj pracowali, cierpieli, ginęli. Z dniem wyzwolenia, kiedy rozdarte zostały druty kolczaste, masa ta rozproszyła się po okolicy w miastach: Rychbach [Dzierżoniów – red.], Peterswaldau [Pieszyce – red.], także pewna część wróciła w strony rodzinne. Obecnie Lanenbielau zamieszkuje zaledwie 70 obywateli żydowskich, z tego 80% jest zatrudniona w fabrykach tkackich firmy Flecher i Dierig, są to te same fabryki, w których pracowali jako więźniowie. [Pisownia oryginalna – red.]

Choćby z powodu poruszania się w tych samych przestrzeniach, które jeszcze do niedawna były wrogie, pierwsze dni były dla byłych więźniów sporym wyzwaniem. Również zamieszkujący w miastach Niemcy nie przyczyniali się do poprawienia społecznej sytuacji. Historyk Marcin Zaremba pisząc o tym okresie w książce „Wielka trwoga”, zanalizował go z perspektywy jednego słowa: „strach”. Mógł się on narodzić choćby ze względu na tymczasowość wynikłej sytuacji, potęgowanej przez szaber, brak bezpieczeństwa, jaki szczególnie mogli odczuwać Żydzi, działania Armii Czerwonej oraz wszelkie pochodne wynikłe z wojny: głód, choroby, bezrobocie, samotność, brak mieszkania. W końcu największym doświadczeniem wyzwolonych była z pewnością „huśtawka nastrojów”. Jednego dnia odczuwali euforię wynikającą z wolności, kolejnego zaś beznadzieję osamotnienia. Znalazłszy pracę, mogli się jednocześnie cieszyć z możliwości zarobienia na chleb i bać, bo zakłady wciąż był zdominowany przez Niemców.

Początki działalności komitetów

Ci, którzy pozostali po wyzwoleniu i pomimo lęku oraz traumy podjęli pracę, zaczęli swoje życie od początku, pisząc również nowe dzieje Żydów na tym terenie. W bielawskim sprawozdaniu ocaleni stwierdzają, że:

[…] Objęli pracę ludzie, które chcą i będą pracować. Wskazanym jest, że właśnie tutaj, gdzie Żydzi byli ujarzmieni harowali, tracili swoje zdrowie i siły dla innych, tworzyli teraz jako wolni odrodzeni ludzie, nowe życie. [Pisownia oryginalna – red.]

Wspominany obóz w Bielawie nie był jedyną placówką tego typu w obrębie miasta. Prócz niego istniał jeszcze lager skupiający jedynie kobiety. On również został wyzwolony 8 maja 1945 roku. Obie filie dały podstawę do powstania osadnictwa żydowskiego w okolicy. Więzień obozu Langenbielau Szymon Balicki został z jednym z założycieli pierwszego komitetu. W dokumentach archiwalnych swój udział opisywał następująco:

Po wyzwoleniu z obozu koncentracyjnego w Bielawie D. Śl. […] zorganizowałem Komitet b. Żyd. Więźniów Politycznych na D. Śl. z siedzibą w Dzierżoniowie /Rychbach/. Zadaniem tego Komitetu było m. in.: […] roztaczanie opieki moralnej i materialnej nad b. więźniami politycznymi. […]

Podobne działania podjęto również w Ludwikowicach Kłodzkich, Pieszycach, Mieroszowie czy Wałbrzychu. Miasta te były pierwszymi po wojnie skupiskami ludności żydowskiej. Początkowo około 6 tysięcy ocalonych Żydów zdecydowało się pozostać na do niedawna niemieckiej ziemi, tu rozpocząć raz jeszcze swoje życie. Dzierżoniów, do którego udali się więźniowie z pobliskiej Bielawy, dzięki dość dużemu skupisku ocalonych, jak i zdolnościom organizatorskim założycieli komitetu, stał się centrum żydowskiej obecności na Dolnym Śląsku. Do lutego 1946 w tym mieście przebywali przedstawiciele Wojewódzkiego Komitetu Żydowskiego. W tym czasie było to również najliczniejsze skupisko Żydów osiągające w maju tegoż roku liczbę bliską 10 tysiącom, co przewyższało o kilkaset osób nawet Wrocław. Również Bielawa, od której wszystko się zaczęło, w kilka miesięcy od zakończenia wojny stała się prężnym ośrodkiem z niespełna 5 tysięcy żydowskich mieszkańców.

Po kilku tygodniach bytności na nowych polskich ziemiach Żydzi definitywnie postanowili tutaj zostać. W czerwcu na konferencji komitetów żydowskich w Dzierżoniowie przedstawiciele byłych więźniów wystosowali rezolucję o treści:

Zebrani na zjeździe w Rychbachu w dniu 17.6 45 r. delegaci Komitetów Żydowskich Województwa Dolnego Śląska, reprezentujący pozostałe przy życiu resztki mas żydowskich z obozów koncentracyjnych na tym terenie, składają uroczysty hołd i pamięć swych bohaterskich towarzyszów, poległych z rąk okrutnych zbirów hitlerowskich. Zebrani stwierdzają, iż ziemia Doln. – Śląska zbroczona jest krwią i nasiąknięta potem tysięcy niewinnie umęczonych i straszliwie maltretowanych Żydów. Jako wolni Obywatele Rzeczypospolitej […] stwierdzamy swe nienaruszalne prawo do zakładania tutaj naszych ognisk domowych i do ugruntowania sobie na tym terenie naszego bytu materialnego i kulturalnego. […] [Pisownia oryginalna – red.]

Dokument ten jest pierwszym tego typu źródłem, w którym potwierdzono chęć tworzenia przez Żydów stałego osadnictwa na Dolnym Śląsku. Jednocześnie pierwszym zbiorowym działaniem byłych więźniów z różnych filii. Wystosowany kilka dni później Memoriał Żydów Dolnośląskich (a dokładnie: Memoriał w sprawie osiedlenia się Żydów na obszarze Dolnego Śląska z 23 czerwca 1945 r.) do Tymczasowego Rządu RP rozszerzał sformułowane w rezolucji postulaty, mówiąc wprost o możliwości osadzenia na tych terenach większej ilości repatriantów.

Niełatwe były powojenne początki. Kolejna rocznica tych wydarzeń, którą będziemy wspominać w tym miesiącu, może skłoni nas do głębszej refleksji nad niedawnymi, a jednak dla nas już odległymi wydarzeniami. Powojenny czas był bardzo wymagający i skomplikowany, pełen niedopowiedzeń i niepewności. Tym bardziej wielki jest trud byłych więźniów, którzy w takich okolicznościach budowali niemal od początku żydowską społeczność w naszym regionie, której dziś jesteśmy kontynuatorami.