Patrz, jak pięknie!

Tytył: Siedem dobrych lat
Autor: Keret Etgar
Tłumaczenie: Agnieszka Maciejowska i Maja Lavergne
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2014

Piękny kraj, piękny strach. Anatomia Izraela potrafi zaskoczyć, szczególnie kiedy spojrzy się na ten żywy organizm z perspektywy komórki. W najnowszej książce pod tytułem „Siedem dobrych lat” Etgar Keret swój rodzinny mikrokosmos opisuje przez pryzmat wspomnień, które przybrały kształt charakterystycznych dla autora opowiadań.

W zdesakralizowanym raju prawda miesza się z fikcją, dobro ze złem, groteska z tragedią i nic w tym dziwnego, bo ta rwana narracja idealnie oddaje wewnętrzne sprzeczności współczesnego Izraela. Choć w tym kraju, jak zadecydował Keret, książka nigdy nie zostanie wydana. Niektórymi sekretami łatwiej dzielić się z nieznajomymi niż z sąsiadami.

Już na wstępie przyznaje, że pisanie to długa droga, której celem jest uporządkowanie oraz zrozumienie świata. To także sposób, by odpowiedzieć sobie na pytania „dlaczego tak trudno jest być człowiekiem i dlaczego, niech to diabli, ciągle warto podejmować ten wysiłek”.
I choć teraz jego zadaniem jest objaśnianie zawiłości egzystencji swojemu synowi, to ciężko oprzeć się wrażeniu, że Keret sam patrzy na świat oczami dziecka. Dziecka, które ciągle wierzy w magię, ciągle jest nią zaskoczone i w magii życia codziennego upatruje dużo więcej niż dorośli. Książka bez wątpienia otwiera przed czytelnikiem okno z widokiem na krajobraz pełen wrażliwości, zaufania i refleksji.

Dom Kereta

Autor opowiadań to prawdopodobnie jedyny pisarz, do czyjego domu możemy przyjść z wizytą, nawet pod jego nieobecność. Twórca mieszka w Izraelu, ale w Warszawie znajduje się Dom Kereta, instalacja artystyczna podkreślająca, że korzenie twórcy wywodzą się właśnie z tego miasta. Minimalny metraż mieszkania jest symboliczny także w innym kontekście – koresponduje bowiem ze stylistyką mikroopowiadań, w których zamknięte są makroświaty opisywane przez Kereta. Mistrz krótkiej formy przyzwyczaił już swoich czytelników do niewielkiej przestrzeni, w której każda myśl i każde słowo muszą być przemyślane i uzasadnione, by móc zbudować literackie dzieło.

Pisarz w najnowszej książce kilkakrotnie opisuje Polskę, zarówno tę współczesną, jak i tę z czasów wojny. W jego narracji czuć słodko-gorzką nostalgię. Pokazuje ją między innymi w intrygującym opowiadaniu „Dżem”. Przywołuje w nim słowa matki, która kiedyś wyznała: „Ty wcale nie jesteś pisarzem izraelskim. Jesteś pisarzem polskim na wygnaniu”.

Zdaje się, że dla Kereta daleki kraj zwany Polską wydaje się być bardzo enigmatyczny, głównie przez to, że dominującymi wspomnieniami są obrazy z burzliwych lat wojennych. Paradoksalnie, mam wrażenie, że taka wizja wcale go nie odstrasza, ponieważ czytając opowiadanie „Czarno-biała Polska” nasuwa się myśl, że dla pisarza miejsce to jest swoistą legendą, sumą tego wszystkiego, do czego się tęskni i nieustannie chce się wracać.

Siedem najszczęśliwszych lat Keret zwykł pisać o bólu, chorobie i śmierci bez znieczulenia, do czego z pewnością przyzwyczaił już swoich czytelników na przestrzeni wielu lat i wielu opowiedzianych historii. Trudno jednak uniknąć wzruszenia, gdy pisarz w swoich wspomnieniach wraca do choroby ojca, która przewartościowuje jego pojmowanie rodziny. W melancholijnym opowiadaniu pod tytułem „Sziwa” autor uświadamia sobie dwie sprzeczności – że teraz, jak nigdy dotąd, czuje się zagubionym i osamotnionym dzieciakiem i że od teraz dzieciak ten będzie musiał pełnić funkcję głowy rodziny. Choć okres żałoby po ojcu wzmacnia w nim bolesne poczucie straty, emocje te go nie paraliżują przed podjęciem działania i uporządkowania swojego rodzinnego wszechświata.

W siedmiu opisywanych przez Kereta latach znajdziemy ślady smutku oraz cierpienia, ale na pewno nie są to emocje dominujące w lekturze. Na naszych oczach bowiem rodzi się dojrzałość i porządek, wrażliwość i otwarcie na zmiany oraz odpowiedzialność i szczęście. W tym okresie autor zamyka swoją wielowymiarową przygodę oraz przemianę, dzięki której może zmierzyć się z tym, co przyniesie bezimienne i nieznane jutro. Dramaturgia doświadczeń opisywanych przez Kereta i emocji sprawia, że dostrzegamy, iż szczęście to przypuszczalnie najbardziej niejednolity stan, w którym może znaleźć się człowiek.

Raj dla odważnych

Zbiór zamyka wzruszająca i symboliczna „Pastrama”, która ilustruje kreatywną ucieczkę przed strachem podczas alarmów bombowych. Autor zmaga się z poważnym tematem w charakterystyczny już dla siebie, niebanalny i anegdotyczny sposób. Choć przedmiotem opowiadania jest lęk dziecka, intuicyjnie wiemy, że w tego typu sytuacji nawet rodzicom trudno poradzić sobie z emocjami towarzyszącymi zagrożeniu życia. Zdaje się, że gdy czytelnik w wyobraźni wciąż słyszy wybuchy pocisków pod Tel Awiwem, pisarz stara się go uspokoić, wyznając z odwagą: „Koniec, gra skończona, wygraliśmy”. W opowiadaniach Kereta nierzadko pojawia się pełen ironii fatalizm.

W wywiadach pisarz często przyznaje, że nie chce opuszczać Izraela, ponieważ właśnie tam jest to wszystko, co go uszczęśliwia i napełnia nadzieją. W granicach tego kraju zamyka się jego przeszłość i otwiera przyszłość. Jednocześnie przypomina, jak trudne jest bycie głową rodziny w miejscu, w którym nie tylko trzeba być nieustannie przygotowanym na atak bombowy, ale w którym też – być może – ataki bombowe nigdy nie ustaną. Mam nieodparte wrażenie, że Keret, puszczając do nas oczko z okładki książki, stara się przekonać, że w istocie piekło to też raj, jeśli tylko dzielimy je z ukochanymi osobami.